Tokio. Gajdzini na innej planecie

Tokio

Kilka lat temu wybraliśmy się w podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni. Do dyspozycji mieliśmy tydzień i czas ten zdecydowaliśmy się spędzić przede wszystkim w Tokio urozmaicając sobie pobyt jednodniowymi wycieczkami poza japońską stolicę – do miejscowości Nikkō oraz Kamakura.
Tokio dostarczyło nam całej masy wrażeń. Wróciliśmy zafascynowani, z uczuciem niedosytu i nadzieją jak najszybszego powrotu do Japonii. Plan ten postanowiliśmy wcielić w życie w 2018 roku, więc już niedługo wyruszamy eksplorować tym razem region Kansai (przede wszystkim Kioto i okolice). Planowanie podróży, dyskusje i wspominki związane z pierwszą wizytą w Japonii sprzed kilku lat okazały się dobrą okazją do tego, żeby dokończyć i zamieścić na blogu zaległą relację z Tokio.

Gajdzini w tokijskim metrze

Po przylocie na lotnisko Narita pod Tokio i przejściu kontroli paszportowej, łapiemy pociąg do Tokyo Station, a następnie zabieramy się za ogarnięcie siatki tokijskiego metra złożonej z kilkunastu przecinających się wielokrotnie linii, gąszczu zagadkowych oznaczeń, symboli, numerów, mnogości połączeń i stacji. Wydawać się to może na pierwszy rzut oka niemożliwe do ogarnięcia dla cudzoziemca. Jeśli jednak zdobędziemy mapę metra z opisami w alfabecie łacińskim i poświęcimy kilka minut na jej przestudiowanie, komunikacja okazuje się prosta dzięki zastosowanym rozróżnieniom kolorystycznym i logicznemu zaplanowaniu całości. Gdyby mimo wszystko biedny gajdzin się zgubił, to pracownicy metra zrobią wszystko aby mu pomóc – nawet jeśli nie znają angielskiego.

Podczas kolejnych dni pobytu przekonamy się zresztą, że ten porządek wszystkiego i powszechna uprzejmość mieszkańców jest naturalnym stanem rzeczy nie tylko w metrze.
Podróżowanie tokijskim metrem stanowi nie tylko najwygodniejszy sposób poruszania się po zatłoczonym i dużym mieście, ale jest także świetną okazją do poobserwowania tokijskiego społeczeństwa.

Szybko dostrzegamy również, że na widok grupy turystów niektórzy lokalsi sprawiają wrażenie lekko zestresowanych, zaś kontakt wzrokowy i wszelkie inne sposoby interakcji są mocno ograniczone. Wyraźnie widzimy także, że Japończycy starają się zachować odpowiedni dystans (dosłownie) i zerkają tylko czasami ukradkiem w naszym kierunku. Po chwili konsternacji wracają jednak do swoich standardowych zajęć, które skupiają się wokół spania, patrzenia w telefon albo inne urządzenie elektroniczne, rzadziej czytania. Dość przeraźliwy jest widok salarymenów (sararīman, salaried man – człowiek żyjący z pensji) wyglądających na praktycznie jednakowo ubranych, zmęczonych pracą (życiem?) i sprawiających wrażenie osób, które potrafią usnąć w każdym miejscu i w każdej pozycji.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Pierwsza styczność z kuchnią i technologią planety Japonia

Po ponad 3 godzinach od wylądowania docieramy do hotelu. Trochę z obawy przed bezsennością, choć w głównej mierze przez żądzę wrażeń, wybieramy się jeszcze na późno-wieczorną przechadzkę po dzielnicy Chiyoda. Ulice są puste i ciemne i… czyste. Wszystko wydaje się inne, ciekawe, osobliwe, inne od tego, co widzieliśmy do tej pory. Wzrok przykuwają podświetlone papierowe lampiony wiszące przed wejściem do lokalnych knajpek i kolorowe automaty z napojami – podstawa funkcjonowania tutejszejszego społeczeństwa.
Głodni wrażeń i nowych doświadczeń kulinarnych wchodzimy do jednego z lokali gastronomicznych, który pomimo późnej pory, wygląda na jeszcze czynny. Właścicielka przynosi nam kartę dań i możemy odetchnąć z ulgą, gdyż menu jest na szczęście „obrazkowe”. Decydujemy się na skosztowanie kilku mniej groźnie wyglądających przekąsek, żeby stopniowo przyzwyczajać żołądek do czekającego nas w najbliższych dniach kulinarnego szaleństwa. Przed posiłkiem dostajemy obowiązkowe małe, nawilżone, ciepłe ręczniczki do przetarcia rąk. Genialny wynalazek!
Dostajemy też po szklance wody i jakiś dziwnie wyglądający napój smakujący trochę bez wyrazu. Jedzenie jest dobre i zdecydowanie rozbudza nasz apetyt na więcej.

Wracając ze spaceru wstępujemy po drodze do jednego z całodobowych sklepów kombini (combini). Kto był w Japonii i korzystał z tego rodzaju przybytków (np. 7-Eleven, Family Mart, Lawson), ten wie, że można tam kupić dosłownie wszystko od drobiazgów domowych, aż po żywność, jak również skorzystać z wielu usług np. wywołać zdjęcia albo wysłać list. Wizyta w kombini może stanowić atrakcję samą w sobie z uwagi na ogromny wybór intrygująco wyglądających ciepłych i zimnych napojów oraz produktów żywnościowych, jak również z powodu uprzejmej do bólu obsługi. Nie dość, że sprzedawcy w wyrazie szacunku nigdy nie siedzą, ale stoją za kasą, to jeszcze kłaniają się zawsze i wszędzie. Po perfekcyjnym zapakowaniu naszych zakupów w torebkę, kasjerka przekazuje nam równie perfekcyjny ukłon i z szacunkiem przejmuje od nas pieniądze.
Ilość ukłonów i podziękowań nie ma granic. Podobnie jak ilość formułek grzecznościowych wygłaszanych przy byle okazji. Zwykle zakupy w sklepie urastają do rangi rozbudowanego dialogu… a może raczej monologu, bo z uwagi na nieznajomość japońskiego odpowiadamy głównie równie uprzejmymi ukłonami Po powrocie do hotelu kosztujemy zakupione smakołyki i wiemy już, że szybko uzależnimy się wszelkich słodkości o smaku zielonej herbaty, kanapek ryżowych onigiri i lokalnych napojów.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Nasz hotel urządzony jest raczej w zachodnim stylu i wbrew wczesniejszym zasłyszanym opowieściom o miniaturyzacji wszystkiego w Japonii nasze lokum jest całkiem przestronne – może poza trochę zbyt małym łożkiem
Najbardziej osobliwa wyjątkowa okazuje się łazienka z naciskiem na jej główną atrakcję w postaci (nie ma co owijać w bawełnę)… no po prostu kibla. Normalnie takie urządzenia nie zasługują na większy wywód, ale jak wiadomo w przypadku Japonii nie sposób o nich nie wspomnieć, gdyż grają, szumią, grzeją, podmywają, a każdą z tych funkcji można ustawiać i regulować według własnych preferencji (o ile się takowe posiada). Funkcje muszli klozetowej obsługuje się korzystając z panelu z przyciskami, z którym zaś znalezienie wspolnego języka może zająć chwilę aczkolwiek potrafi być też intrygujące i zabawne.
Oznaką japońskości naszej hotelowej łazienki jest także to, że znajduje się w niej wszystko, czego powinna potrzebować osoba dbająca o higienę (pasta i szczoteczka do zębów, grzebień, pumeks, gumka do włosów, maszynka do golenia i pełen zestaw rozmaitych kosmetyków do twarzy i ciała). Na łóżku czekają nawet yukaty (rodzaj lekkiego kimona), a przed łazienką jednorazowe, flanelowe kapcie.

Abstrahując jednak od wszelkich wodotrysków i ciekawostek znajdujących się w hotelowym pokoju, najbardziej podoba nam się widok z okna. Nocna panorama Tokio z tysiącem migoczących światełek przywołuje jednoznaczne skojarzenie z filmem „Lost in Translation”.

Tokio

Fascynująca metropolia

Następne dni spędzamy na gubieniu się w tłumie. Trudno ocenić, czy Tokio jest ładne, ale na pewno jest fascynujące i posiada wszystko, czego można oczekiwać od takiej metropolii – świetną komunikację, ciekawe miejsca do zwiedzania i oczywiście przepyszne jedzenie. Pierwsze dni przeznaczamy na wizyty w najbardziej znanych tokijskich dzielnicach takich jak Shinjuku, Shibuya, Asakusa, Ueno czy Akihabara.

Zwiedzanie zaczynamy od bazaru ulicznego Ameyoko. Tętniący życiem, głośny i kolorowy market jest miejscem, gdzie możemy tanio się ubrać, zakupić pamiątki, jak również smacznie posilić. Przed wejściem do licznych barów i restauracji znajdują się zdjęcia albo plastikowe makiety dań znajdujących się w menu danego lokalu. Wspaniałe ułatwienie dla gajdzinów takich jak my, którzy bez znajomości japońskiego mogą dzięki temu ocenić wielkość i skład poszczególnych potraw. Na jednym z ulicznych straganów zwanych yatai próbujemy przekąski zwanej takoyaki. Smażone na złoto kulki chrupiącego, pszennego ciasta wypełnione są kawałkami ośmiornicy, polane majonezem i obficie posypane wiórkami suszonego tuńczyka bonito (katsuobushi).
Po wyśmienitej przystawce wstępujemy na śniadanie do spontanicznie wytypowanego lokalu w stylu Kaiten sushi (kaitenzushi) – dosłownie „kręcące się sushi”. Zasiadamy przy niewielkim stole barowym, a przed nami na specjalnej taśmie przesuwają się wolno talerzyki z przygotowywanymi na bieżąco porcjami sushi (po dwa kawałki na talerzyk). Kolor talerzyka określa rodzaj i cenę danego zestawu. Dodatkowo przy każdym stanowisku siedzącym znajduje się kranik z ciepłą wodą, na stołach znajdują się pojemniki z matcha (sproszkowaną zieloną herbatą), wasabi, marynowanym imbirem oraz sosem sojowym, tak więc pełna samoobsługa. Po posiłku zbieramy puste talerzyki, podchodzimy do kasy i uiszczamy opłatę. Genialne rozwiązanie, a samo jedzenie jest pyszne, różnorodne, a dodatkowo dość tanie w porównaniu z restauracjami w Polsce.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Po śniadaniu idziemy na spacer do znajdującego się nieopodal po parku Ueno. Na jego terenie znajduje się ponad 2000 drzew wiśni, co sprawia, że wiosną (w czasie sakury) jest popularnym miejscem do oglądania kwitnących kwiatów wiśni (hanami). Na jego terenie znajduje się również ogród zoologiczny, kilka muzeów oraz świątyń, z których dwie decydujemy się odwiedzić – shintoinstyczną Gojō z posągami japońskich bóstw Inari w postaci lisów oraz Tōshō-gū wybudowaną w 1627 roku i poświęconą pamięci słynnego szoguna Ieyasu Tokugawa.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Kolejnym przystankiem jest dzielnica Akihabara będąca mekką miłośników anime (filmów animowanych) i mangi (komiksów). Zaglądamy do gigantycznego Yodobashi Camera. Na piętrze ze sprzętem foto przeżywamy ciężkie chwile patrząc na ogromne obiektywy i drogie aparaty, o jakich nawet nam się nie śniło. Co więcej, poza oglądaniem, sprzęt można także przetestować – zapiąć do własnego „korpusu” i zrobić kilka zdjęć – na przykład klientom sklepu.

Tokio
Tokio

„Spotkajmy się pod pomnikiem psa Hachikō” – proponują zgodnie z japońskim zwyczajem nasi znajomi, kiedy umawiamy się na wspólne zwiedzanie Shibuya, dzielnicy rozrywki tokijskiej młodzieży. Hachikō urodził się w 1923 roku, zaś jego pan, Ueno Eisaburo, był profesorem na tokijskim uniwersytecie. „Wierny Pies” miał w zwyczaju codziennie odprowadzać swojego właściciela na stację metra, a potem czekał w tym samym miejscu na jego powrót. W 1925 roku Ueno zmarł nagle w miejscu pracy, jednakże Hachikō przez kolejne lata codziennie wiernie czekał na stacji z nadzieją na zobaczenie swojego pana. Dzięki swojej lojalności Hachikō otrzymał tytuł „Wiernego Psa”, a po jego śmierci wzniesiono pomnik w miejscu, gdzie za życia miał w zwyczaju czekać na swojego pana.

Skrzyżowanie przy stacji Shibuya słynie z bycia najbardziej zatłoczonym na świecie. Obserwując tłum wkraczający na ulicę można odnieść wrażenie, jakby każdy szedł trochę w innym kierunku, a czasu na przejście na drugą stronę nie ma dużo, gdyż za chwilę światła się zmieniają i ruszają pierwsze auta. I tak na w kółko… Ten fascynujący widok oglądamy również z pierwszego piętra pobliskiej kawiarni, a następnie idziemy pospacerować po okolicy. Mijamy potężne telebimy, hotele miłości (oferujące wynajem pokoi na godziny z myślą o parach pragnących pobyć ze sobą w prywatności), gwarne kawiarnie, bary karaoke, salony gier pachinko pełne gwiżdżących, nieznośnie wyjących i grających maszyn.

Tokio
Tokio
Tokio

Na sam koniec dnia wjeżdżamy na Tokio Tower – wieżę telewizyjno-radiową wzorowaną na francuskiej wieży Eiffla. Z tarasu widokowego znajdującego się na wysokości 150 metrów podziwiamy nocną panoramę miasta. Wjechanie na drugi, wyższy poziom odpuszczamy, gdyż jest dodatkowo płatny, a do tego znajduje się akurat w remoncie, o czym jednak Japończycy uczciwie nas informują, abyśmy wiedzieli, z czego rezygnujemy.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Tsukiji i najlepsze sushi w życiu

Tsukiji – największy na świecie targ rybny to dla mnie jedno z najważniejszych do odwiedzenia miejsc na mapie Tokio. * Miejsce to robi wrażenie rożnorodnością przysmaków, których mam okazję nie tylko zobaczyć po raz pierwszy, ale również skosztować, gdyż na niemal każdym stoisku są darmowe degustacje. Najsmaczniejsze okazują się wszelkiej maści suszone ryby, krewetki oraz płatki tuńczyka bonito (katsuobushi).
Po rozbudzającym apetyt spacerze wstępujemy na sushi do jednego z lokali znajdujących się przy targu – Sushi Zanmai. Tym razem zasiadamy za barem nieruchomym i przypatrujemy się pracy Itamae – kucharza przygotowującego kolejne porcje zamówionego przez nas sushi.
Pochłaniamy łącznie ponad dziesięć sztuk na głowę, do tego sporą porcję imbiru, sosu sojowego i zielonej herbaty, a na koniec jednogłośnie stwierdzamy, że wszystko było fenomenalne, a najbardziej zasmakował nam surowy tuńczyk (po japońsku: maguro), który po prostu rozpływał się w ustach.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Tokio
Tokio

Tokio
Tokio

*Uwaga: W październiku 2018 r. Tsukiji zostanie zamknięty i przeniesiony do nowej lokalizacji o nazwie Toyosu (ok. 2,3 kilometrów dalej) i zmieni nazwę na Toyosu Market.

Po posiłku idziemy na spacer wzdłuż położonego nieopodal nabrzeża obserwując architekturę japońskich budynków mieszkalnych – dość brzydkich, szarych, pudełkowatych. Nie ma co ukrywać, że mieszkania wydają się przerażająco małe, a odległość między ścianami bloków czasem nie przekracza kilku metrów. Nie można tego nazwać komfortowymi warunkami do życia, ale taki już jest styl tokijskiej społeczności.

Tokio
Tokio
Tokio

Następnie odwiedzamy dzielnicę Asakusa, w której można poczuć i zobaczyć namiastkę dawnej Japonii (niestety już w lekko skormercjalizowanej wersji) i zobaczyć buddyjską świątynię Sensō-ji wybudowaną w 645 roku i będącą najstarszą w Tokio. Po dotarciu na teren świątyni przechodzimy najpierw przez bramę Kaminarimon (Thunder Gate) z tradycyjnym, ogromnym czerwonym lampionem, a następnie wzdłuż uliczki Nakamise pełnej stroisk z przeróżnymi pamiątkami (kimona, pałeczki do sushi, koszulki, zabawki i inne artefakty) i jedzeniem. Droga prowadzi do kolejnej bramy – Hōzōmon (Treasure House Gate) skąd widać już wnętrze świątyni Asakusa. Zanim wejdziemy do środka, bierzemy przykład z Japończyków i przemywamy rytualnie ręce w niewielkm źródłe. W środku jest tłoczno, a w powietrzu unosi się intrygujący zapach kadzidła. Z metalowej puszki losujemy drewniany patyczek z przepowiednią, a następnie wsadzamy wróżbę do małej szufladki z odpowiednim symbolem…

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Roppongi, okomoniyaki i nocny spacer ulicami Tokio

Kolejnego wieczoru wybieramy się do tętniącej życiem dzielnicy rozrywki Roppongi. Po szybkim spacerze po Roppongi Hills – ogromnym kompleksie, w którego skład wchodzą liczne restauracje hotele, kina, sklepy i masa innych miejsc, w których można wydać pieniądze, idziemy na poszukiwania lokalu specjalizującego się w jego przygotowaniu okonomiyaki. Nasz wybór pada na restaurację Gottsui Roppongi, gdzie próbujemy okonomiyaki w trzech różnych wersjach i każda jest przepyszna! Okonomiyaki to potrawa kuchni japońskiej określana często mianem japońskiej pizzy, aczkolwiek moim zdaniem bardziej przypomina wytrwanego naleśnika lub placka. Podstawą dania jest ciasto naleśnikowe oraz kapusta, zaś pozostałe składniki mogą się od siebie różnić w zależności od wariantu. Ta dowolność znajduje odzwierciedlenie w nazwie dania: „okonomi” oznacza „to, co lubisz / chcesz”, zaś „yaki” – grillowany / smażony. Charakterystyczne dla miejsc serwujących tą potrawę są stoły wyposażone w patelne/blaty z żelaza, zaś klienci po otrzymaniu składników, sami przygotowują posiłek. Oczywiście istnieją także – na szczęście ;), miejsca, gdzie okonomiyaki jest przygotowywane przez kucharza i serwowane gotowe – bez angażowania klientów w proces gotowania. Dzięki płytom grzejnym potrawa jest cały czas ciepła, zaś goście odkrajają kawałki placka specjalną łopatką i przekładają na talerze.

Tokio

Po pysznym posiłku udajemy się na nocny spacer do hotelu – trochę przymusowy, gdyż okazuje się, że nieco się zasiedzieliśmy i uciekło nam ostatnie metro… Już na wstępie zapada konsternacja co do właściwego kierunku wędrówki, ale przy jednej z ulic dostrzegamy charakterystyczną budkę z siedzącym w środku strażnikiem prawa, więc spontanicznie wpadamy na pomysł zapytania japońskiego policjanta o drogę. Nieco onieśmielony naszą obecnością funkcjonariusz najpierw długo analizuje na swojej mapie trasę do naszego punktu docelowego, a następnie bierze czysty arkusz papieru i skrupulatnie rysuje trasę naszej wędrówki. Rysunek zawiera raptem kilka kresek oznaczających ulice, ale facet po prostu robi to z typowo japońską starannością i zaagażowaniem.
Po chwili błądzenia szczęśliwie odnajdujemy nasz hotel w gąszczu tokijskich ulic.

Tokio

Z wizytą w ogrodach cesarza i muzeum japońskiego piwa

Kolejny dzień zaczynamy od spaceru po największym z tokijskich parków – Kokyo Higashi Gyoen w dzielnicy Chiyoda. Na jego terenie znajduje się pałac Edo będący siedzibą rodziny cesarskiej, a dawniej siedzibą sioguna Tokugawy.
Po spacerze zwiedzamy The Museum of Yebisu Beer – miejsce idealne dla piwnych smakoszy. Jest tam możliwość zjedzenia skromnego lunchu, skosztowania rzeczonego piwa po umiarkowanie przystępnej cenie i przede wszystkim dowiedzenia się co nieco o historii browaru, designie starych butelek oraz rodzajach serwowanych do piwa przekąsek, które zmieniały się na przestrzeni wielu lat.

Następnie trochę przy okazji trafiamy do Muzeum Fotografii, które okazuje się na tyle ciekawe, że moglibyśmy spędzić tam pół dnia. Z uwagi na ograniczoną ilość czasu idziemy tylko na jedną wystawę pełną fantastycznych zdjęć – głównie japońskich autorów ale nie tylko, bo były też odbitki Ansela Adamsa, amerykańskiej legendy zdjęć krajobrazowych USA sprzed II wojny światowej. W świetnie zaopatrzonym sklepie muzealnym nabywamy dodatkowo kilka fotograficznych pamiątek.

Tokio
Tokio
Tokio

Harajuku, Shinjuku i Tokio we mgle

W sobotę jedziemy do dzielnicy Harajuku popularnej wśród japońskiej młodzieży – szczególnie tej lubującej się w oryginalnych strojach. Spacerując ulicą Takeshita mamy do czynienia z prawdziwą rewią szalonej i kolorowej mody. Królują falbanki i lateks, spódnice mini, wysokie kozaki, kolorowe włosy – słodkie lolity w stylu kawaii oraz gothic, jak również fascynaci cosplay poprzebierani w kostiumy inspirowane mangą, anime, filmami i grami komputerowymi. Trudno skupić wzrok na jednym miejscu.
Mijamy kolejne sklepy, w których możemy zakupić wszystko, co potrzebne nam będzie, żeby wcielić się w rolę ulubionego bohatera, kota, wampa albo cokolwiek innego oraz kawiarnie i bary z równie barwnymi wystawami zdominowanymi przez szalono ozdobione, kolorowe crêpes (cienkie francuskie naleśniki) i desery lodowe.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Kolejnym naszym przystankiem jest dzielnica Shinjuku, gdzie znajduje się dworzec będący jednym z najważniejszych węzłów komunikacyjnych w Japonii. Pod dworcem znajduje się cała sieć sklepów i restauracji, a labirynt dróg prowadzi do gwarnej ulicy Yasukuni dori, gdzie mieszczą się liczne salony gier, kluby, bary i restauracje.
Celem złapania odrobiny wytchnienia idziemy na spacer po ogrodzie Shinjuku Goyen National Garden otoczonym przez olbrzymie, szklane drapacze chmur. Jednym z nich jest Tokyo Metropolitan Governmenttokijski ratusz posiadający 45 pięter i dwie monumentalne wieże, które od 30 poziomu w dół połączone są kontrukcyjnie w jeden budynek. Nota bene niedaleko ratusza znajduje się hotel Park Hyatt – znany z tego, że kręcono w nim większość scen do filmu „Lost in Translation”.Na ostatnim piętrze każdej z wież ratusza znajduje się duży, przeszklony taras widokowy, a dodatkowo w każdej części budynku znajduje się 10 wind z czego 2 są przeznaczone tylko do obsługi wspomnianych tarasów. Wjazd na 45. piętro jest darmowy, a widok okazuje się świetny – naszym zdaniem lepszy niż z odwiedzonej wcześniej wieży Tokyo Tower.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Futurystyczna Odaiba

Na sam koniec pobytu w Tokio udajemy się na Odaibę – nowoczesną dzielnicę rozrywki i zakupów położoną na sztucznej wyspie w Zatoce Tokijskiej. Zawozi nas tam pozbawiony maszynisty futurystyczny pociąg linii Yurikamome, który przemieszcza się po torach kolejowych zawieszonych nad ziemią. Zaletą braku kierowcy jest to, że możemy zająć pierwsze siedzenia i podczas kilkunastuminutowego przejazdu podziwiać widoki na imponujące zabudowania miasta oraz Zatokę Tokijską.
Odaiba pełna jest centrów handlowych, parków rozrywki, kin, restauracji i muzeów. Na wyspie znajduje się również replika Statuy Wolności, charakterystyczny budynek Fuji Television, zaś z nabrzeżnej promenady możemy podziwiać Tęczowy Most (Rainbow Bridge) oraz wspaniałą panoramę Tokio.

Tokio
Tokio

Wołowina i lokalna whisky

Pobyt w Tokio postanawiamy zakończyć kulinaną rozpustą, ale tym razem nie chodzi o sushi ani okomoniyaki, ale japońską wołowinę. W tym konkretnym przypadku idziemy na łatwiznę i wybieramy niemal pierwszy z brzegu lokal w pobliżu naszego hotelu. Po krótkim spacerze uliczkami dzielnicy Chiyoda nasz wzrok przykuwa niepozorna, mała knajpka sprawiającą przyjemne i „autentyczne” wrażenie (czytaj: posiadająca tylko japońską klientelę)…
Rozmowa z właścicielem przybytku (a właściwie próba złożenia zamówienia) średnio nam się klei, gdyż nasza znajomość japońskiego ograniczona jest do kilku zwrotów grzecznościowych, zaś dostępne menu zredagowane jest tylko i wyłącznie za pomocą znaków kanji i katakany, pozbawione zdjęć, tudzież obrazków wszelakich, które to często ułatwiają składanie zamówienia przybyszom z innym krain.
Częściowo na migi, a częściowo metodą hasłowego rzucania różnych angielskich słów udaje nam się jednakże dojść do porozumienia w temacie znaczenia wyrazu „whisky” oraz „beef” (wołowina). Podana z lodem i w klimatycznych czarkach whisky jest rewelacyjna, a wraz ze wspomnianym trunkiem właściciel restauracji serwuje nam jedną z popularniejszych japońskich przystawek. Goma-ae pisana również jako Gomaae lub Gomae to danie przyrządzane z gotowanych warzyw oraz dressingu sezamowego (goma znaczy po japońsku sezam, zaś ae – sos). Chwilę później ląduje przed nami skwiercząca, gorąca, intensywnie pachnąca wołowina z warzywami czyli „gyuniku itame”. Już po pierwszym kęsie zgodnie wszyscy stwierdzamy, że na jednej porcji ten wieczór się nie skończy, więc chwilę później zamawiamy kolejne dokładki i dolewki.

Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio
Tokio

Do Tokio wybraliśmy się mając pewne wyobrażenie na temat tego miejsca, ale rzeczywistość okazała się jednak nieco inna. Wydawało nam się, że będziemy czuli mało komfortowo – chociażby z uwagi na barierę językową, ale uczucie początkowego drobnego napięcia minęło dość szybko. Japońska uprzejmość i towarzyszące nam od pierwszych chwil poczucie bezpieczeństwa sprawiły, że w Tokio czuliśmy się zrelaksowani i pochłonięci przez wszystko to, co było dla nas nowe, barwne i fascynujące. Wizyta w zwykłym sklepie spożywczym stanowiła niemałą atrakcję, a pyszne i zdrowe jedzenie oraz litry zielonej herbaty sprawiały, że samopoczucie fizycznie również mieliśmy najlepsze od dawna. Tokio to miejsce, w którym mogliśmy poczuć się trochę jak dzieci – ciekawe wszystkiego i uosabiające jedyny element chaosu w uporządkowanym, japońskim świecie.

Tokio

2 Comments

  1. Meet The World
    8 maja 2018

    Ciekawy artykuł, świetne zdjęcia. My jeszcze ciągle nie znaleźliśmy czasu na opisanie naszej podróży do Japonii. No i niestety nam pogoda w Tokio nie sprzyjała.

    Odpowiedz
  2. Agnieszka F.
    26 maja 2018

    Bardzo fajne miejsce
    pozdrawiam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *