Shōgatsu. Sylwester i Nowy Rok w Kioto

Nowy Rok w Kioto

Minął już rok od naszej ostatniej podróży. Kiedy na przełomie zeszłego roku byliśmy w Japonii nic wówczas nie wskazywało jeszcze na to, że w ciągu kolejnych 12 miesięcy tak dużo się zmieni, zarówno w naszym życiu jak i otaczającym nas świecie. Plany osobiste oraz, przede wszystkim, pandemia koronawirusa sprawiła, że wszystkie, mniej lub bardziej ambitne plany podróżnicze odłożyliśmy na bliżej nieokreśloną przyszłość. Znalazło to także odbicie w znacznie zmniejszonej aktywności na blogu. Na szczęście jednak, dosłownie jeszcze kilka godzin i rok 2020 będzie za nami więc trudno o lepszą okazję do rozpoczęcia nadrabiania blogowych zaległości. Co więcej, artykuł, który macie przed sobą to nasza subiektywna relacja z zeszłorocznego sylwestra, którego spędziliśmy w Kraju Kwitnącej Wiśni i który dostarczył nam niezapomnianych wrażeń.

Pomysł aby wybrać się do Japonii na sylwestra narodził się spontanicznie podczas jednego z długich letnich wieczorów. Wahaliśmy się przez pewien czas, ale okazało się, że taka niepozorna iskra inspiracji po pewnym czasie rozpaliła ogień już niemożliwy do ugaszenia, w rezultacie czego w ciągu kilku kolejnych tygodni logsityka podróży była już “ogarnięta”. Z dzisiejszej perspektywy muszę przyznać, że Świętowanie Nowego Roku (Shōgatsu) zgodnie z japońskim zwyczajem oraz zasmakowanie w japońskich tradycjach noworocznych było dla nas doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju i mam nadzieję, że uda nam się to jeszcze kiedyś powtórzyć.

Nowy Rok (Shōgatsu) uchodzi w Japonii za najważniejsze święto w roku. Obchody rozpoczynają się w Sylwestra (Ōmisoka) i trwają przez pierwsze trzy dni stycznia (Shōgatsu san-ga-nichi). Nie jest to jednakże czas hucznych imprez, ale zadumy, odpoczynku, spotkań z najbliższymi, wizyt w szintoistycznych chramach i buddyjskich świątyniach oraz wielu rytuałów związanych z zagwarantowaniem sobie szczęśliwego i dostatniego nadchodzącego roku. Sylwestra spędziliśmy w Kioto, wybierając się przed północą do buddyjskiej świątyni Chion-in, gdzie zamiast huku fajerwerków słuchaliśmy uderzeń dzwonu podczas ceremonii Joya no kane, zaś szampana zastąpiło amazake czyli ciepły słodki napój ze sfermentowanego ryżu. Czas przed Nowym Rokiem oraz kilka dni tuż po nim upłynęły nam w przede wszystkim na wędrówkach i wizytach w kilku niesamowitych (zarówno tych poznanych wcześniej, jak i nowych) miejscach takich jak góry Hiei i Kōya, wyspa Miyajima oraz miejscowościach Kurama i Kibune, w Arashiyamie i Uji nieopodal Kioto. Cały ten czas obfitował w wiele wyjątkowych, niemal duchowych doznań, pozwolił nam też sporo rzeczy przemyśleć i wsłuchać się w siebie.

Czas na refleksję i relaks

Powrotu do Kioto po niespełna 2 latach nie mogliśmy rozpocząć inaczej niż od wieczornej wizyty w naszym ulubionym miejscu – Fushimi Inari Taisha, najstarszym i największym w Japonii chramie poświęconym bóstwie Inari. Moglibyśmy godzinami przechadzać się tunelem złożonym z tysiąca bram torii, spacerować pomiędzy małymi ołtarzami oraz kamiennymi posągami lisów Kitsune. Na szczyt góry Inari dotarliśmy już po zmroku dzięki czemu mogliśmy doświadczyć nieco innego charakteru tego miejsca niż podczas poprzednich wizyt, a dodatkowo łatwiej nam było wczuć w atmosferę i znaleźć nastrój do wewnętrznej refleksji.

Fushimi Inari Taisha, Kioto, Japonia
Fushimi Inari Taisha, Kioto, Japonia
Fushimi Inari Taisha, Kioto, Japonia
Fushimi Inari Taisha, Kioto, Japonia
Fushimi Inari Taisha, Kioto, Japonia

31 grudnia o poranku wybraliśmy się na północ od Kioto w kierunku Biwa – największego jeziora w Japonii. Naszym celem nie był jednakże tak jak w zeszłym roku relaks nad wodą, ale dotarcie na pobliską górę Hiei (848 m) i znajdujący się na jej szczycie buddyjski kompleks świątyń Enryaku-ji. W drodze do stacji kolejki linowej Sakamoto zajrzeliśmy do kilku mniejszych świątyń i podziwialiśmy bogate w symbolikę dekoracje świąteczne takie jak stojące najcześciej przed wejściem kompozycje z gałązek sosny i bambusa zwane kadomatsu, zawieszane są nad drzwiami shogatsu kazari oraz kagami mochi – okrągłe ciastka ryżowe (zazwyczaj dwa) z gorzką pomarańczą daidai na szczycie. Kagami mochi pełnią rolę ofiary dla bogów, zaś okrągły kształt ma symbolizować lustro (jap. kagami). Kagami mochi kupuje się zwykle przed Nowym Rokiem, a 11 stycznia stwardniałe ozdoby są uroczyście rozbijane podczas tradycyjnej ceremonii zwanej Kagami Biraki. Małe kawałki mochi serwowane są najczęściej w zenzai (shiruko / oshiruko) – deserze z czerwonej fasoli lub w ozoni – warzywnej zupie noworocznej. Podczas kolejnych dni podobne dekoracje widzieliśmy niemal wszędzie – przed budynkami mieszkalnymi, w sklepach i miejscach użyteczności publicznej.

Hiei, Otsu, Japonia
Hiei, Otsu, JaponiaHiei, Otsu, Japonia
Hiei, Otsu, Japonia
Hiei, Otsu, Japonia
Hiei, Otsu, Japonia

Kompleks świątynny Enryaku-ji na górze Hiei założony został w 788 roku przez mnicha, który upowszechnił w Japonii buddyjską szkołę Tendai. Jest to miejsce o fascynującej historii związanej między innymi z postacią mnicha Yūsai Sakai, „mnichami-maratończykami” oraz wyzwaniem sennichi kaihōgyō. Bardzo polecam zapoznać się z fascynującą hstorią tego miejsca świetnie opisaną na blogu cokrajtoobyczaj.pl. Mglisty i chłodny poranek nadawał szczególnej atmosfery znajdującym się tam świątyniom, zaś gęsty, otaczający go las jeszcze potęgował to wrażenie. Zwiedziliśmy dwie z trzech części składających się na cały kompleks (Todo, Saito oraz Yokawa), nasiąknęliśmy zapachem kadzideł, wsłuchaliśmy się w ciszę przerywaną biciem świątynnych dzwonów i śpiewem ptaków dotleniając jednocześnie organizmy świeżym, górskim powietrzem. Soba i mochi.

Posiłek na szczęście

Po poranku spędzonym na górze Hiei udaliśmy się na krótki spacer do znajdującej się nieopodal Kioto Arashiyamy, gdzie skorzystaliśmy z okazji posilenia się na znajdujących nieopodal słynnego lasu bambusowego stoiskach z jedzeniem. Po przystawce złożonej z krabowych szaszłyków i daigaku imo -słodkich ziemniaków (satsumaimo) smażonych na głębokim tłuszczu i polanych słodkim syropem, zamówiliśmy danie główne – miskę ciepłej zupy z makaronem gryczanym soba (kake soba) – w wersji wild plant (z warzywami) oraz aburaage (ze smażonym tofu). Wybór ten nie był przypadkowy, bowiem zgodnie z japońską tradycją zjedzenie makaronu soba w Sylwestra zapewnia pomyślność w nowym roku. W drodze powrotnej z Arashiyamy zaopatrzyliśmy się jeszcze w jedyny słuszny deser w postaci ryżowych ciastkek mochi, a następnie udaliśmy się z powrotem do hotelu zregenerować siły przed czekającą nas sylwestrową nocą.

Arashiyama, Kioto, Japonia
Arashiyama, Kioto, Japonia
Arashiyama, Kioto, Japonia
Arashiyama, Kioto, Japonia
Makaron soba, Japonia
Arashiyama, Kioto, Japonia
Japonski deser

Joya no kane. Sylwestrowa noc w Kioto

Po krótkiej drzemce będącej bardziej skutkiem ubocznym jetlagu niż rzeczywistego zmęczenia, zarzuceniu ciepłych ubrań i spakowaniu termosu z gorącą zieloną herbatą ruszyliśmy na pociąg do stacji Gion-Shijo. Dobre pół godziny przedzieraliśmy się przez tłum drepcząc powoli w górę ulicy Shijo Dori prowadzącej do chramu Yasaka.

Yasaka Shrine to duchowe serce Kioto. 31 grudnia tysiące osób odwiedza to miejsce modlić się o szczęście i zdrowie w nowym roku. W położonej tuż obok buddyjskiej świątyni Chion-in znajduje się największy i jednocześnie najsłynniejszy dzwon świątynny w Kioto. Wielki dzwon Daibonsho posiada ponad trzy metry wysokości i waży około 70 ton. W sylwestrową noc w Chion-in odbywa się ceremonia zwana Joya no Kane podczas której 17 mnichów uderza w dzwon 108 razy w (około) jednominutowych odstępach czasu. Liczba ta reprezentuje pragnienia, których człowiek doświadcza przez całe życie. Uczestniczenie w Joya no Kane ma charakter oczyszczający i pozwala pozbyć się trosk nagromadzonych podczas właśnie kończącego się roku.

Ogromny dzwon wymaga unikalnej metody dzwonienia dlatego też podczas ceremonii Joya no Kane aż szesnastu mnichów ciągnie za grube liny wprowadzając w ruch ogromny drewniany pal, zaś ostatni mnich kontroluje swoim ciałem uderzenie w dzwon. Przed każdym kolejnym ruchem mnisi wydają okrzyk: „Ee hitotsu!” (Jeszcze raz!) i „Sore!” (Teraz!). Cały proces wymaga oczywiście wielu prób, które organizowane są przed sylwestrową nocą będąc często otwarte dla publiczności. Chętnych do zobaczenia tej szczególnej ceremonii nie brakuje i dlatego też 31 grudnia już na kilka godzin przed północą przed wejściem do świątyni Chion-in ustawia się kolejka chętnych, którzy chcą chociażby przez moment usłyszeć dzwon i zobaczyć mnichów w akcji.

Kiedy przekroczyliśmy główną bramę, teren wokół Yasaka Shrine przypominał bardziej festyn niż duchowe serce miasta. W znajdująych się obok chramu pawilonach zwanych juyosho zakupić można było m. in. wróżby omikuji zapisane na pasku papieru lub drewnianych tabliczkach oraz rozmaite talizmany i amulety takie jak omamori – w formie kolorowych torebek ze sznurkiem z różną intencją do wyboru oraz papierowe i drewniane ofuda. Interesującym rodzajem amuletu, z którym nie spotkaliśmy się wcześniej były szczególnie popularne podczas obchodów nowego roku strzały zwane hamaya, które zgodnie z wierzeniami posiadają moc niszczenia zła oraz niepowodzeń. Większość talizmanów należy wymieniać co roku, a stare zwracać z powrotem do świątyni, dlatego też powstrzymaliśmy się przed tego typu zakupami. Do naszej kolekcji dołączyło jednakże kilka kolejnych drewnianych tabliczek ema z dominującym motywem szczura, który zgodnie z zapożyczonym z Chin księżycowo-słonecznym kalendarzem, reprezentuje 2020 rok. W pawilonach juyosho można było zakupić także specjalne zeszyty goshuincho przeznaczone do kolekcjonowania goshuin będących połączeniem czerwonej pieczątki oraz czarnego tekstu kaligrafii. Odwiedzając chram lub świątynię, za niewielką opłatą można uzyskać goshuin, które pełni rolę pamiątki lub dowodu odwiedzenia danego miejsca.

Na stoiskach znajdujących się wokół chramu można było ponadto kupić słomiane liny, które podpala się podczas noworocznej ceremonii Okera Mairi. Okera (Atractylodes japonica) to lecznicze zioło używane w tradycyjnej medycynie japońskiej Kanpo. Korzenie Okery służą do zapalania ogromnych latarni nazywanych Okera Toro w których płonie święty ogień Okera-bi pochodzący z wnętrza chramu. Odwiedzający świątynię podpalają słomiane liny ogniem ze wspomnianych latarni, a następnie wymachują słomianymi linami, żeby ogień nie zgasł zanim wrócą do domu. Święty płomień służy do rozpalania świecy na ołtarzu domowym zwanym Kamidana (dosł. „półka dla bóstw”) lub do rozpalenia ognia, nad którym przygotowywana jest noworoczna zupa zoni, która tak jak wiele innych dań ma zapewnić pomyślność w nowym roku. Uważa się, że zapalenie świecy w domu jedną z takich lin powinno zapewnić rodzinie pomyślny i spokojny rok.

Teren wokół Yasaka Shrine zdominowany był jednakże przede wszystkim przez yatai – stoiska z rozmaitymi przekąskami takimi jak chociażby: mięsne szaszłyki yakitori, corn dogi, grillowane parówki, takoyaki, słodkie ciastka tayaki i dorayaki. Pokus było wiele, ale nie mieliśmy wiele czasu na smakowanie, więc po szybkiej przechadzce popędziliśmy w kierunku świątyni Chion-in. Długość kolejki prowadzącej do wielkiego dzwonu nieco nas przeraziła, ale nie mając zbyt wiele czasu do namysłu spontanicznie dołączyliśmy na koniec. Za nami ustawiło się jeszcze dosłownie kilka osób, po czym kolejka została zamknięta. Dodatkowa minuta po drodze i nie mielibyśmy już szansy się załapać!

Domyślaliśmy się, że czeka nas długi wieczór, aczkolwiek nie do końca wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać i czy mamy szansę czegokolwiek doświadczyć. Nasza determinacja nie pozwalała nam jednakże zrezygnować, więc kolejne 3 godziny spędziliśmy na powolnym przesuwaniu się do przodu i rozprawianiu na takie przyziemne tematy jak na przykład kiedy zamarzną nam stopy. Choć wydawało się, że wieczór był relatywnie ciepły to z każdą upływającą minutą odczuwalna temperatura było coraz niższa i absolutnie nie żałowaliśmy, że ubraliśmy się jak na spacer po norweskim lesie Tym większy podziw mieliśmy dla grupki dziewcząt będących w kolejce przed nami, które pomimo gołych nóg wystającymi spod kolorowych, odświętnych yukat nie wyglądały jakby miały zacząć trząść się z zimna.

Zgodnie z grafikiem ceremonia Joya no Kane powinna się rozpocząć o godzinie 22:40, jednakże kiedy wybiła północ my nadal staliśmy w kolejce. Niepewność narastała, aczkolwiek będąc już nieopodal dzwonu mogliśmy wreszcie usłyszeć ciche odgłosy ceremonii. Wokół czuć było zniecierpliwienie i podekscytowanie, kilka osób wymieniło noworoczne życzenia, skromne pocałunki i uściski. Kiedy po kilku minutach nasza część kolejki dotarła wreszcie pod dzwon, każdy w pośpiechu szukał najlepszego miejsca, żeby zrobić chociażby kilka zdjęć albo zarejestrować krótkie video. Ostatecznie udało nam się zobaczyć kilka ostatnich uderzeń w dzwon oraz zakończenie całej ceremonii.

Poniżej video przedstawiające ceremonię Joya no Kane w świątyni Chion-in. Autor tego materiału musiał stać gdzieś obok nas, gdyż zarejestrował dokładnie fragment, który widzieliśmy.


Kierując się w stronę wyjścia ze świątyni załapaliśmy się jeszcze na yakitori i napiliśmy ciepłego amazake. Zanim przebiliśmy się przez tłum i dotarliśmy z powrotem do hotelu był środek nocy, jednakże nie powstrzymało nas to przed nastawieniem budzików w celu powitania nowego roku zgodnie z kolejnym japońskim zwyczajem.

Sylwester w Kioto, Japonia
Sylwester w Kioto, Japonia
Sylwester w Kioto, Japonia
Sylwester w Kioto, Japonia
Sylwester w Kioto, JaponiaSylwester w Kioto, Japonia

Hatsuhinode i hatsumode. 
Pierwszy wschód słońca i pierwsza wizyta w świątyni

Pierwszego dnia Nowego Roku zamiast odsypiać sylwestrową noc, po zaledwie 2 godzinach niezbyt mocnego snu, spakowaliśmy sprzęt foto i pobiegliśmy skoro świt nad przepływającą przez Kioto rzekę Kamo (Kamo-gawa). Mieliśmy nadzieję zobaczyć pierwszy wschód słońca, co zgodnie z japońską tradycją zwaną Hatsuhinode ma zapewnić pomyślność. Pierwszego stycznia przed świtem zdarza się niektórym Japończykom wyruszać w tym celu na szczyty górskie, na plaże albo punkty widokowe.

Kiedy dotarliśmy na most Shichijo słońce na szczęście nadal jeszcze ukryte było za otaczającymi miasto wzgórzami. Tuż obok nas czekało w skupieniu kilka innych osób – pan w marynarce prawdopodobnie w drodze do pracy, kilku nastolatków, ojciec z dzieckiem… Niektórzy z przechodniów zatrzymywali się tylko na moment popatrzeć na słońce wyłaniające się powoli zza horyzontu i zaraz pędzili gdzieś dalej.

Przed śniadaniem, zgodnie z kolejnym noworocznym zwyczajem zwanym hatsumode, oznaczającym pierwszą wizytę w świątyni, zajrzeliśmy jeszcze na kilka minut do znajdującego się tuż obok mostu Shichijo małego chramu Taimatsuden-Inari-jinja stanowiącego de facto część mojej ulubionej Fushimi Inari Taisha.

Przypominam sobie kolejność modlitewnego rytuału, do pojemnika wrzucam po symbolicznym yenie dla Kitsune (czyli lisom uważanym za wysłanników bóstwa Inari), kłaniam i klaszczę dwukrotnie i pogrążam przez chwilę w zadumie nad moim marzeniem, które chciałabym, żeby spełniło się w nowym roku…

Rzeka Kamo, Kioto, Japonia
Rzeka Kamo, Kioto, Japonia
Rzeka Kamo, Kioto, Japonia
Rzeka Kamo, Kioto, Japonia
Rzeka Kamo, Kioto, Japonia

Pierwsze dni roku szczura

W trakcie pierwszych dni nowego roku, idąc za przykładem większości Japończyków, udaliśmy się z wizytą do kilku szintoistycznych chramów i buddyjskich świątyń. Doświadczyliśmy świątecznej atmosfery, noworocznych ceremonii, poobserwowaliśmy lokalne zwyczaje i rytuały.

Spacerując drogą prowadzącą przez buddyjski cmentarz Okunoin na górze Kōya, mijając olbrzymie, stare drzewa, kamienne pomniki i nagrobki pokryte mchem czuliśmy się jak w innym świecie. W znajdującym się u celu wędrówki mauzoleum mnicha Kūkaia powietrze było gęste od dymu kadzideł, a atmosfera sprawiała wrażenie poważnej i doniosłej.

Koyasan, Japonia
Koyasan, JaponiaKoyasan, Japonia
Koyasan, Japonia
Koyasan, Japonia
Koyasan, Japonia
Koyasan, Japonia
Koyasan, Japonia
Koyasan, Japonia
Koyasan, Japonia

Wizytę w Hiroszimie połączyliśmy z wypadem na świętą wyspę Miyajima. Było tam zgoła inaczej i zdecydowanie bardziej tłoczno niż na górze Kōya, ale wsłuchiwanie się w szum morskich fal i spacer na górę Misen dostarczyły nam niezbędnej ilości mindfullness.

Miyajima, Japonia
Miyajima, Japonia
Miyajima, Japonia
Miyajima, Japonia
Miyajima, Japonia
Miyajima, Japonia

Jeszcze innych wrażeń dostarczył nam poranny spacer z Kuramy do Kibune. Dym i zapach ogniska rozpalonego na szczycie góry Kurama oraz dźwięki japońskich pieśni kagura-uta wprowadziły nasze umysły w niezwykły stan. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce do medytacji.

Kurama Kibune, JaponiaKurama Kibune, Japonia
Kurama Kibune, Japonia
Kurama Kibune, Japonia
Kurama Kibune, Japonia

Na sam koniec odwiedziliśmy również ogród w świątyni Daisen-in w okolicy Daoitoku-ji, który jest jednym z arcydzieł zen i udaliśmy się do jedynej w swoim rodzaju kociej świątyni Nyan Nyan Temple (Miau Miau). To ostatnie doświadczenie było zdecydowanie najmniej doniosłe, ale spotkanie z kocim mnichem o imieniu Koyuki sprawiło, że śmiech z twarzy nie schodził nam przez kolejnych kilka godzin.

Ostatniego wieczoru w Kioto wybraliśmy się na przechadzkę wzdłuż rzeki Kamo z nadzieją, że tak jak półtora roku wcześniej gdzieś w okolicy usłyszymy znane dźwięki wywodzącego się od gitary instrumentu “chapman stick”. To Juuichi – japoński duet, występujący zazwyczaj “na ulicy” i dla nas osobiście będący całkowicie przypadkowym aczkolwiek niezwykle inpirującym muzycznym odkryciem. Prawdę mówiąc nie był to pierwszy spacer po Kioto z nadzieją na ponownie spotkanie Juuichi, lecz przez kilka pierwszych dni nie mieliśmy szczęścia i dopiero ostatniego wieczoru przed wyjazdem do Tokio nam się to udało, choć akurat tego dnia pogoda była niezbyt przyjemna do grania na ulicy. Jeśli ktoś chce ich posłuchać, zajrzyjcie na ich profil w serwisie Bandcamp.

Przed opuszczeniem Kioto nie mogliśmy się powstrzymać i raz jeszcze udaliśmy się (tym razem o poranku) do Fushimi Inari Taisha. Nabyliśmy na pamiątkę talizman z wizerunkiem lisa, uzupełniliśmy kolekcję tabliczek ema i podziękowaliśmy lisom Kitsune za prawdopodobnie najlepszego Sylwestra w życiu oraz kilka poprzednich dni podczas których mogliśmy wyruszyć we wspaniałą podróż w głąb własnej duszy i doświadczyć czegoś naprawdę wyjątkowego.

Akemashite Omedetō Gozaimasu!

Szczęśliwego Nowego Roku!

Fushimi Inari Taisha, Kioto, Japonia
Fushimi Inari Taisha, Kioto, JaponiaFushimi Inari Taisha, Kioto, Japonia
Fushimi Inari Taisha, Kioto, JaponiaFushimi Inari Taisha, Kioto, Japonia

2 Comments

  1. Irmina
    January 8, 2021

    Piękny pomysł na spędzenie sylwestra i nowego roku. Trzymam kciuki, aby jeszcze nie raz udało wam się świętować w takim japońskim stylu:)

    Reply
  2. Mariola
    April 20, 2021

    Ciekawe miejsca. W moich planach wyjazd do Japonii był nie aż tak odległy. A teraz… nie wiadomo czy uda się kiedyś polecieć więc z przyjemnością obejrzałam interesujące zdjęcia.

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *