Hornstrandir. Wszystko się kończy

Hornstrandir. Wszystko się kończy

Hornstrandir był przez kilka stuleci usiany licznymi farmami, w których mieszkało blisko 500 osób. Wszyscy opuścili to miejsce w latach pięćdziesiątych, a półwyspem zaczęła rządzić natura. Najbardziej wysunięta na północ część fiordów zachodnich pozostaje najbardziej niedostępnym i odizolowanym miejscem islandzkiego wybrzeża. Hornstrandir jest daleko od wszystkiego. Dostać się tam można wyłącznie łodzią, a możliwości noclegu ograniczają się do spania na dziko, na kempingu, w starym domu Old Doctor’s House w opuszczonej wiosce Hesteyri oraz latarni morskiej Hornbjargsviti w Látravík. Podczas krótkiego islandzkiego lata Hornstrandir staje się celem podróży miłośników wędrówek. Wszędzie jest się tutaj otoczonym przez dziką przyrodę i surowe krajobrazy. Idealne miejsce dla spragnionych ciszy i samotności. W takim miejscu łatwo poczuć, że wszystko prędzej czy później się kończy.

♪ „Everyone, Everything, Everywhere, Ends” – Shining

Miejsca takie jak Hornstrandir fascynowały nas od bardzo dawna. Kiedy Berenika i Piotr (autorzy książek o Islandii oraz bloga IceStory) podczas spotkania na festiwalu Nordic Talking w Gdańsku zaproponowali nam wspólną podróż w to miejsce, nasza decyzja była niemal natychmiastowa. Od czasu podróży dookoła wyspy w 2016 roku marzyliśmy, aby wrócić kiedyś na fiordy zachodnie, a dodatkowo lepszych przewodników po tym rejonie nie mogliśmy sobie wymarzyć. Wiedzieliśmy, że będzie to najmniej typowa i przewidywalna z naszych dotychczasowych islandzkich podróży i dokładnie właśnie tak było.

Dzień po przylocie do islandzkiej stolicy zapakowaliśmy się w samochód i wyruszyliśmy na północ w kierunku miejscowości Ísafjörður określanej stolicą fiordów zachodnich. Dzięki interesującym dyskusjom, audiobookom i dobrej muzyce 450 km minęło nam w mgnieniu oka. Po drodze robiliśmy przerwy na zdjęcia majestatycznych gór i fiordów, opuszczonych budynków, fok wylegujących się na plażach.

Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia

Punktem kulminacyjnym na sam koniec dnia był widok ze szczytu góry Bolafjall (625 m n.p.m.) znajdującej się nieopodal miejscowości Bolungarvík. Już sam przejazd krętą, górską, szutrową drogą dostarczył nam sporej dawki emocji, a na szczycie czekały na nas spektakularne widoki na monumentalne ptasie klify, fiord Ísafjarðardjúp nad którym wisiały chmury czy widzoczne w oddali miejsce docelowe naszej podróży – półwysep Hornstrandir. Wisienką na torcie było nasze pierwsze spotkanie z lisem arktycznym. Długo nie mogliśmy nasycić się widokami, więc do Ísafjörður dotarliśmy z powrotem grubo po założonym czasie. Na szczęście rezerwacja w restauracji Húsið jeszcze nie została anulowana, a kuchnia wciąż była czynna, więc w ramach kolacji mogliśmy posilić się pyszną pizzą i podelektować islandzkim piwem. Noc spędziliśmy w znajdującej się nieopodal miejscowości Súðavík tragicznie doświadczonej przez los w 1995 roku, kiedy lawina zniszczyła dużą część wsi pozbawiając życia 14 mieszkańców.

Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia
Fiordy zachodnie, Islandia

Kolejnego dnia rano stawiliśmy się w porcie w Ísafjörður, gdzie czekała na nas łodź pływajaca na półwysep Hornstrandir. Podróż zajmuje średnio 2,5 godziny, ale z uwagi na trudne do przewidzenia warunki, czas podróży należy traktować umownie. Na szczęście pogodę mieliśmy wymarzoną, a morze było spokojne, więc humory nam dopisywały, a podróż upłynęła nam na pogawędkach, podziwianiu widoków i wypatrywaniu polujących na ryby maskonurów.
Kiedy łódź dopłynęła do zatoki Hornvík zostaliśmy w kilku turach przetransportowani na brzeg kilkuosobową pontonową łodzią motorową typu RIB, a następnie z Hornvík ruszyliśmy na trekkig w kierunku latarni morskiej Hornbjargsviti w Látravík, gdzie zarezerowany mieliśmy nocleg.

8-kilometrowy szlak nie był mocno wymagający pomijając nieco cięższe plecaki niż te, z którymi zazwyczaj mamy w zwyczaju chodzić na wycieczki. Poza śpiworami niezbędnymi do przenocowania w latarni, zabraliśmy ze sobą prowiant na najbliższe dwa dni – zapas zupek w proszku, kuskus, trochę suchego prowiantu i słodkości, gdyż na Hornstrandir nie ma nie tylko dróg, nie również miejsc, gdzie można by było uzupełnić zapasy żywności. Woda natomiast jest bez problemu dostępna dzięki licznym strumieniom i jest ponoć najzdrowsza na całej Islandii.

W drodze do latarni nie spotkaliśmy nikogo. Towarzyszyła nam tylko przyroda, odgłosy ptaków, szum fal i mijanych strumyków. Nie mogliśmy nadziwić się bogactwu tutejsze fauny i flory oraz pięknu otaczających nas krajobrazów. Intensywnie zielone doliny i zbocza górskie porastała obfita roślinność – intensywnie fioletowe (bodiszek leśny) i żółte (knieć błotna) kwiaty oraz Angelica archangelica (pol. Arcydzięgiel / dzięgiel litwor) będąca od wieków ważną rośliną leczniczą i źródłem pożywienia. Samo patrzenie na te kolory stanowiło zastrzyk energii.

Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia

Hornstrandir to raj dla miłośników dzikiej przyrody. Podczas lata półwysep staje się miejscem lęgowym tysięcy ptaków morskich, których siedliskiem są masywne klify wystające z wody niczym ogromne mury. Dwa najwyższe to Hornbjarg (534 m) i Hælavíkurbjarg.
Hornstrandir jest także rajem dla lisów arktycznych, które są tutaj pod ochroną i cieszą się idealnymi warunkami do życia dzięki brakom zagrożeń, odpowiedniej ilości pożywienia i świeżej wody. Na półwyspie mieszka największa islandzka kolonia tych czworonogów, dlatego też można je tutaj spotkać o wiele częściej niż w innych miejscach na Islandii.

Po pokonaniu mniej więcej połowy trasy tj. po około godzinie powolnej wędrówki dostrzegliśmy w oddali nasze miejsce docelowe – pomarańczową latarnię morską z dobudowanym do niej białym domem. Latarnia Hornbjargsviti w Látravík wybudowana została w 1930 roku i dawniej była domem najbardziej radykalnego komunisty w historii kraju. Obecnie należy ona do Ferðafélag Íslands – Islandzkiego Stworzyszenia Turstycznego i posiada 40 miejsc noclegowych. Na temat fascynującej historii tego miejsca, jak również Hornstrandir ogólnie można będzie już niebawem przeczytać w najnowszej książce Bereniki i Piotra pt. „Zostanie tylko wiatr”.

Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia

Kiedy zbliżaliśmy się do latarni na powitanie wyszła młoda Islandka, która oprowadziła nas po przybytku i pokazała nasz dziewięcioosobowy pokój o wdzięczniej nazwie „Moscow”. Nie oczekiwaliśmy żadnych luksusów w miejscu położonym na «końcu świata», ale mimo wszystko za cenę 9000 ISK od osoby (za noc) liczyliśmy naiwnie na nieco wyższy standard. W naszym pokoju czuć było przepocone skarpetki i skórki od banana, które jeden z naszych współlokatorów zostawił na podziurawionym materacu na jednym z piętrowych łożek. Po zajęciu sobie wybranych miejsc postanowiliśmy obadać sanitariaty z nadzieją wzięcia ciepłego prysznica. Po zejściu do piwnicy chwilę zastanawialiśmy się, czy oby na pewno jesteśmy we właściwym pomieszczeniu, po czym dostaliśmy wszyscy napadu śmiechu i uznaliśmy, że zamiast zapoznawania się z nieznanymi nam wcześniej zarazkami wolimy przeżyć najbliższe dwa dni na chusteczkach nawilżających, w które przezornie byliśmy wyposażeni. Z perspektywy czasu nasza reakcja była raczej przesadzona, ale co się naśmialiśmy to nasze. Wieczór spędziliśmy na ławce nieopodal latarni wpatrując się w ocean, słuchając szumu fal i pobliskiego wodospadu. Mało by brakowało, a niemal przeoczylibyśmy fakt, że tuż obok nas usiadł sobie kolejny lis arktyczny, który jakby nigdy nic przyszedł powitać nas na Hornstrandir.

Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia

Kolejnego dnia o poranku wybraliśmy się na wędrówkę w kierunku ptasich klifów Hornbjarg, a wieczorem w stronę przełęczy Kýrskarð, gdzie ponownie mieliśmy okazję spotkać lisa arktycznego, jednakże jak to często bywa w takich sytuacjach, akurat nikt z nas nie zabrał sprzętu foto (pomijając aparaty w telefonach) Żałowaliśmy tym bardzej, że napotkany osobnik sprawiał wrażenie wyjątkowo przyjaznego i odważnego. Biegał wokół nas, podchodził bliżej i odskakiwał po chwili, co wyglądało jak zachęta do zabawy. Na szczęście trwało to na tyle długo, żebyśmy zdołali udokumentować całe spotkanie przy pomocy telefonów komórkowych.

Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia

W przerwach między spacerami, kiedy potrzebowaliśmy się ogrzać i odpocząć, okupowaliśmy jadalnię, którą jednogłośnie uznaliśmy za najprzyjemniejsze miejsce w latarni. Pijąc na zmianę kawę i herbatę spędzaliśmy tam długie godziny na dyskusjach o życiu i śmierci, muzyce, Norwegii na zmianę z Islandią i przeglądaniu stojących na regale książek od Biblii dla motocyklistów poprzez pamiątkową fotoksiążkę upamiętniającą remont latarni, wpatrując się w stare fotografie wiszące na ścianach i surowy krajobraz za oknem.

Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia

Drugiej nocy w pokoju zostaliśmy bez współlokatorów, ale usypaliśmy niepozbawieni obaw przed porannym sztormem, który mógłby pokrzyżować nasz plan powrotu z Hornstrandir. Niespecjalnie uśmiechało nam się utknąć tutaj na dłużej, a ratunek w postaci powrotu helikopterem czyli powtórka historii z wyspy Mykines na Wyspach Owczych nie wchodził w grę.

Na szczęście rano okazało się, że ocean jest spokojny pomimo tego, że od rana siąpił deszcz, było mgliście i wyraźnie chłodniej. Plusem takiej pogody było jednakże to, że w drodze do Hornvík mogliśmy podziwiać mijane krajobrazy w zupełnie innej odsłonie kojarzącej nam się z wizytą na Wyspach Owczych. Na miejsce dotarliśmy sprawnie, aczkolwiek solidnie przemoczeni, więc kiedy na horyzoncie pojawiła się nasza łódź odetchnęliśmy z ulgą. W drodze powrotnej czuliśmy się przeszczęśliwi, ale brakowało nam nieco sił do rozmów. Inni współpasażerowie wyglądali i zachowywali się podobnie – jak wygłodniałe, przemoczone, zmarźnięte i zmęczone lisy arktyczne Pędząca, walcząca z falami i wiatrem łódź dała mi nieco we znaki w postaci symptomów choroby morskiej, ale i tak jak tylko przybiliśmy do portu w Ísafjörður popędziliśmy do wspomnianej restauracji Húsið, gdzie każdy zamówił to, za czym tęsknił jedząc w latarni kuskus zalany zupką w proszku („gorącym kubkiem”). Pyszna zupa rybna podana ze świeżym pieczywem i słonym masłem podziałała rozgrzewająco i smakowała nad wyraz dobrze.

Hornstrandir, Islandia
Hornstrandir, Islandia

Na Hornstrandir spędziliśmy niesamowite dwa dni podczas których mieliśmy okazję zobaczyć Islandię z dala od najpopularniejszych szlaków, miejsc oraz cywilizacji. Mieliśmy czas na złapanie oddechu, przemyślenie wielu spraw, psychniczny odpoczynek, oczyszczeie umysłu, wsłuchanie się w siebie, nacieszenie się pięknem natury, ciszą i pustką. Kiedy cisza była już nie do zniesienia znalazł się także czas na interesujące i inspirujące rozmowy. W ciągu dwóch dni spojrzeliśmy też inaczej na to, co udało nam się osiągnąć, nawet trochę zatęskniliśmy za codziennością, która z czasem powszednieje i gna człowieka w nieznane, do miejsc, gdzie można poczuć się jak na końcu świata.

2 Comments

  1. medard
    28 lipca 2019

    Piękny artykuł,mam nadzieję,że starczy mi czasu,aby udać się tam w przyszłości,pozdrawiam z niemiłosiernie gorącego dzisiaj Kristiansundu

    Odpowiedz
    1. Marta
      29 lipca 2019

      Dzięki W Oslo również okrutnie gorąco! Woleliśmy 10 stopni na Hornstrandir

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *