Nowa Zelandia, Auckland
Miasto na wulkanie

Auckland

Podróż do Krainy Długiego Białego Obłoku oddalonej w linii prostej od Polski ponad 17 tysiący kilometrów przebiegła dość sprawnie i bez większych niespodzianek – może poza drobnym problemem z odnalezieniem naszej rezerwacji w Transfer Desku w Sydney…

Po około 30 godzinach wylądowaliśmy w Auckland (a w dokładniej w Mangere, bo tam jest położone tamtejsze lotnisko międzynarodowe).

Odstaliśmy swoje w kolejce do kontroli celnej, a następnie autobusem udaliśmy w się w kierunku przedmieść największego miasta w Nowej Zelandii. Mieliśmy trochę obaw jak zniesiemy 12-godzinną różnicę czasu ale ku naszemu zaskoczeniu jetlag był odczuwalny tylko w niewielkim stopniu i w zasadzie już od drugiego dnia pobytu funkcjonowaliśmy raczej normalnie

Pomimo sporego zmęczenia spowodowanego długą podróżą oraz faktem, że w czasie lotu nie udało nam się prawie w ogóle przespać, postanowiliśmy od razu po zakwaterowaniu i szybkim odświeżeniu udać się na spacer w stronę na wzgórze Mt Eden.
Na miejsce dotarliśmy o zachodzie słońca i ze zbocza krateru wygasłego wulkanu – bo tym właśnie w istocie jest to wzgórze – mogliśmy spojrzeć na wieczorną panoramę Auckland i oficjalnie rozpocząć tym samym wizytę wśród Kiwusów.

Nowa Zelandia

Nowa Zelandia

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

W drodze powrotnej udaliśmy się jeszcze do pobliskiego marketu w celu zapoznania się z dostępnym asortymentem (w teorii) i zakupienia jedzenia nie przypominającego niczego co można zazwyczaj zjeść w samolocie (w praktyce).

Wybór okazał się zaskakująco duży, w efekcie czego z dwoma niczego sobie reklamówkami i biedniejsi o „kilka” NZD wróciliśmy do naszej kwatery. Pierwszy wieczorny posiłek – złożony dość spontanicznie z min-deski serów, chipsów z kumary, sosu waha-wera, złotych kiwi i miejscowego wina – wystarczył, abyśmy doszli do wniosku, że Nowa Zelandia może stać się dla nas rajem kulinarnym.

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Miasto żagli

Po odespaniu podróży dojeżdżamy kolejką do głównej stacji – Britomart – w centrum Auckland.
Spacerujemy nabrzeżem, a następnie główną ulicą Queen Street – bez specjalnego celu, obserwując otoczenie i wczuwając się w klimat miasta, które wywołuje szereg skojarzeń. A te mamy bardzo różne, uzależnione od tego na czym akurat zawieszamy wzrok.

Czasem wydaje nam się, że jesteśmy w USA, innym razem w jakiejś zaskakująco słonecznej części Wielkiej Brytanii, jeszcze innym że trafiliśmy do jednego z miast azjatyckich… W zasadzie miesza się tu wszystko, a nie możemy zapomnieć jeszcze o kulturze i ludności maoryskiej, w centrum może mniej widocznej, ale przecież obecnej. Może się wydawać, że Auckland jest dość trudne do określenia, bez łatwego to zdefiniowania charakteru. Ale z perspektywy – dość krótkiego oczywiście – czasu wydaje nam się, że właśnie ta mieszanka daje temu miastu tożsamość.

Centrum okazuje się niezbyt duże, za to przedmieścia ciągną się niemal aż po horyzont i to właśnie ich rozmiar tłumaczy posiadanie ponad milionowej – największej w Nowej Zelandii – populacji.
Dysproporcję między ścisłym centrum a przedmieściami idealnie widać z najwyższego budynku w Nowej Zelandii czyli Sky Tower.

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Auckland

Przyjemność wjechania na wieżę nie należy do najtańszych, ale za minimalną dopłatą (w czasie naszej podróży było to 2 NZD) można skorzystać z opcji pozwalającej na kilkukrotny wstęp w ciągu 24 godzin. Dzięki temu mamy możliwość obejrzenia i sfotografowania panoramy Auckland o różnych porach dnia. Niestety okazuje się też, że pomimo niezłych prognoz, pogoda nie specjalnie chciała z nami współpracować o tzw. „złotej godzinie” i zamysł uwiecznienia zachodzącego słońca z okien Sky Tower spalił na panewce.

Sam widok z wieży nie przynosi zawodu, doskonale widać nowoczesne centrum z licznymi wieżowcami, rozległe przedmieścia zdominowane przez domy jednorodzinne, jak również ogromny port z setkami jachtów, łodzi i żaglówek.
To ostatnie uzasadnia, dlaczego Auckland zwane jest czasami „miastem żagli”.

Dla osób rządnych adrenaliny Sky Tower ma również ofertę typu „adventure” – spacer w sprzęcie alpinistycznym po tarasie zlokalizowanym na zewnątrz budynku oraz… skok z wieży, oczywiście z pełną asekuracją.

Auckland

Auckland

Auckland

Rangitoto. Wulkaniczna oaza spokoju

Auckland trudno nazwać metropolią, chociaż w nowozelandzkich warunkach rzeczywiście może za taką uchodzić. Jednak z europejskiej perspektywy, dość szybko może wydać się najwyczajniej nudne. Przynajmniej z pozoru. Na szczęście, czas tam spędzony można sobie na kilka ciekawych sposobów urozmaicić.

Jedną z opcji jest szereg całodniowych lub nawet kilkudniowych wycieczek m.in. w miejsca na Wyspie Północnej, w których Peter Jackson kręcił „Władcę Pierścieni”. Niestety jest to opcja niezbyt tania, więc jeżeli ktoś planuje wynajmować w Nowej Zelandii samochód, to wówczas zdecydowanie lepiej wyjdzie na samodzielnej organizacji takiego wypadu.

Nieco skromniejszą opcją jest możliwość odwiedzenia okolicznych wysp, dość dobrze skomunikowanych z centrum Auckland za pośrednictwem połączeń promowych. Decydujemy się na spędzenie jednego z dni dokładnie w ten sposób, wybierając wyspę Rangitoto, która jest tak naprawdę najmłodszym i największym z około 50 wulkanów położonych w rejonie Auckland.
Wyspa ma ok. 5,5 km średnicy a w najwyższym punkcie wznosi się na 260 m. Rangitoto powstała zaledwie 600 lat temu w wyniku aktywności wulkanicznej, zaś dziś oferuje przybyszom kilka przyjemnych szlaków pieszych, co pozwala na zagospodarowanie prawie całego dnia w dość relaksujący sposób.

Przed wejściem na pokład promu linii Fullers przeprowadzana jest szybka procedura bezpieczeństwa biologicznego polegająca na sprawdzeniu plecaków i obuwia pod kątem posiadania w nich jakiś nieprosznych gości potencjalnie szkodliwych dla lokalnego ekosystemu

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Po dopłynięciu na miejsce od razu ruszamy w głąb wyspy szlakiem prowadzącym na jej najwyższe wzniesienie będące jednocześnie zboczem wygasłego wulkanu. Krajobraz i ukształtowanie Rangitoto są dość jednorodne, bowiem gdzie nie spojrzeć dominują pola usłane czarnymi kamieniami.

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Rangitoto

Najczęściej spotykanymi roślinami są występujące niemalże co kilka metrów drzew(k)a pōhutukawa nazywane „New Zealand Christmas tree” czyli nowozelandzkim drzewkiem świątecznym. W okresie świąt obradza ono w piękne czerwone kwiaty – stąd właśnie jego potoczna nazwa. Roślina ta zajmuje ważne miejsce w tradycji maoryskiej i spotkać się można z wieloma legendami na jej temat.

Rangitoto

Po zejściu ze „szczytu” wulkanu obieramy szlak prowadzący wzdłuż brzegu wyspy, a mniej więcej w połowie drogi robimy sobie przystanek na niewielkiej plaży, potem jeszcze mijamy kolonię czarnych mew i po południu wyruszamy w drogę powrotną.

Rangitoto

Rangitoto

Niestety godziny kursowania promów nie pozwalają na popłynięcie na dwie różne wyspy w ciągu jednego dnia (a szkoda, bo korci nas dodatkowo Tiritiri czy też Waiheke), niemniej jednak przebywając w Auckland kilka dni na Rangitoto warto się wybrać.

Alternatywą dla plaż zlokalizowanych na pobliskich wyspach moją być miejsca położone niedaleko centrum takie jak zatoka Mission Bay. Nie zachwyca ona może niczym szczególnym, ale położenie nieopodal centrum Auckland i możliwość łatwego dojazdu autobusem stanowią jej oczywiste zalety.

Mission Bay

Mission Bay

Smakowanie Auckland

Przed przyjazem do Nowej Zelandii wiedziałam, że tutejsza kuchnia jest dużo bogatsza niż opisują to przewodniki, a każdy region ma cechy wyróżniające go na tle pozostałych. Wiedziałam też, czego powinnam spróbować, jak również spodziewałam się – zwłaszcza w Auckland – sporego wyboru lokali gastronomicznych różnego typu. Nie sądziłam jednak, że będzie aż ta duży, szczególne miejsc serwujących dania kuchni azjatyckiej.

Potwierdziło się również, że niezwykle popularne są miejsca z hamburgerami, ale nie należy mylić nowozelandzkich burgerowni ze typowymi amerykańskimi fast foodami (chociaż takie oczywiście też się tam znajdują). Wpradzie trochę z przypadku najpierw skorzystaliśmy z oferty amerykańskiej sieci Wendy’s, to później jeżeli już przychodziła pora na burgera to kierowaliśmy w stronę lokalnych „marek”. W przypadku Auckland zazwyczaj kończyło się sieci Burgerfuel.

Auckland

Drugie miejsce wygrywa pod każdym względem – również samego klimatu miejsca. Frytki ze słodkich ziemniaków (kumary) z Burgerfuel to prawdziwa rozkosz!

Auckland

Po obiedzie wpadamy do kawiarni Giapo Ice Cream na pyszne lody z zielonej herbaty i słynne wśród Kiwi hokey pokey (lody waniliowe z kawałkami toffi).

Auckland

Auckland

Auckland

Wspomniana wcześnej mnogość lokali specjalizujących się w kuchni azjatyckiej sprawia, że nie możemy sobie odmówić przetestowania nowozelandzkiego sushi
Zarówno wersja porozsypywana – Chirashi sushi, jak i gotowy zestaw z jednego z przyulicznych stoisk spełnia nasze wymagania chociaż rzecz jasna brakuje skali porównawczej do smaku poznanego w Tokio

Auckland

Auckland

Lokalne targi

Wcześniejsze doświadczenia w różnych miejsc nauczyły nas, że weekend spędzony w mieście jest zawsze okazją do lepszego jego poznania i zaobserwowania, w jaki sposób czas wolny spędzają jego mieszkańcy.

Na sobotę zaplanowaliśmy wizytę na jednym z lokalnych targów.
Początkowo wybór padł na Otara Market (ponoć największy polinezyjski targ na świecie), ale doszliśmy do wniosku, że skoro w wielu miejscach jest on wymieniany jako swego rodzaju atrakcja to są spore szanse, że jest przereklamowany. Kilka w miarę świeżych komentarzy na ten temat znalezionych w sieci, zdawało się potwierdzać nasze obawy, zatem uznaliśmy, żę spróbjemy czegoś innego.

Znalazłam wcześniej informację o innym sobotnim targu – Avondale Sunday Market, który został założony w 1972 roku i pretenduje aktualnie do miana największego jednodniowego targu w Nowej Zelandii.

Udaliśmy się pociągiem do położonej na przedmieściach Auckland dzielnicy Avondale, a następnie pokonaliśmy „mur chiński” złożony z setek azjatów z wózeczkami zakupowymi zmierzających w kierunku rozległego terenu nieopodal stadionu Avondale College Community Stadium.

Po dotarciu na miejsce musieliśmy się jeszcze przedrzeć przez tłum zainteresowany stoiskami oferującymi rozmaite ubrania i bibeloty, aż wreszcie dotarliśmy do najciekawszej z naszego punktu widzenia części targu czyli straganów z jedzeniem. Stoiska zdominowane były przez rozmaite owoce i warzywa, ale nie brakowało też mięsa, ryb, pieczywa, produktów mlecznych czy wiejskich jaj.

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Największe wrażenie zrobiły na mnie rozmaite rodzaje słodkich ziemniaków (kumara), fioletowe, znane na wyspach Polinezji bulwy rośliny zwanej taro oraz słodkie owoce granatu, soczyste mango i dojrzałe awokado.

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Podsumowując w niezwykle dyplomatyczny sposób, trzeba przyznać, że na Avondale Market widać wyraźnie wpływy azjatyckie. Ale z drugie strony, nie przeszkadzało to aż tak bardzo, bowiem wśród mijanych po drodze ludzi ilości turystów były raczej śladowe, a dominowały rzesze ludzi uzbrojonych we wspomniane wcześniej wózki i torby na zakupy, co sprawiało że cała ta kulturowa i żywnościowa mieszanka sprawiała dość autentyczne wrażenie.

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Przedzieranie się przez tłumy nieco nas wyczerpało, ale ożywiliśmy się wypijając życiodajną wodę z orzecha kokosowego, co dodatkowo pozwoliło nam poczuć się bardziej jak na polinezyjskim, a nie azjatyckim targu

Avondale Sunday Market

Avondale Sunday Market

Po dotarciu do centrum Auckland tym razem zupełnie przypadkiem trafiamy na kolejny targ zwany City Farmers’ Market zlokalizowany na niewielkim placu nieopodal stacji Britomart. Targ powstał w 2006 roku i posiada dużo bardziej kameralny charakter niż ten w Avondale.

City Farmers' Market

City Farmers' Market

Stosunkowo niewielka liczba stoisk zapewnia sporą różnorodność produktów – od awokado i truskawek, po świeżo wyciskane soki i koktajle, domowe ciastka, pieczywo, lokalne sery, oleje, wędliny i sery.
Muzyka na żywo jest przyjemnym dodatkiem wpływającym na panującą na targu radosną i letnią atmosferę.

City Farmers' Market

Wahaliśmy się, czy przekąsić nowozelandzkie placki (fritters) oraz pierożki (dumplings) – jedne i drugie z różnym nadzieniem.

City Farmers' Market

City Farmers' Market

Ostatecznie jednak skusiło nas stoisko z takoyaki – czyli japońskim przysmakiem, który przywołał wspomnienie z wizyty w stolicy Japonii kilka miesięcy wcześniej. Potrawa z naleśnikowego ciasta i kawałków ośmiornicy lub krewetek okazała się równie smaczna jak ta z targu w Japonii, chociaż ewidentnie brakowało Katsuobushi czyli płatków suszonej ryby bonito, stanowiących idealny dodatek do takoyaki.

City Farmers' Market

City Farmers' Market

City Farmers' Market

Na deser wypiliśmy pyszną kawę flat white odpoczywając na trwaniku w centrum Auckland i delektując się popłudniowymi promieniami słońca.

City Farmers' Market

City Farmers' Market

City Farmers' Market

Kilka obrazków ze świątecznej parady zorganizowanej w Auckland pod koniec… listopada.

Farmers Santa Parade

Farmers Santa Parade

Farmers Santa Parade

Farmers Santa Parade

Farmers Santa Parade

Jeśli dysponuje się większą ilością czasu, wizytę w największym mieście Nowej Zelandii warto połączyć z odwiedzeniem innych wartych uwagi miejsc znajdujących się niedaleko. Przykładowo można wybrać się na trekking po paśmie wzgórz Waitakere Ranges, popłynąć na półwysep Coromandel lub też polecieć na Great Barrier – czwartą pod względem wielkości wyspę Nowej Zelandii.

Samo Auckland może się wydać prowincjonalne lub też przy dłuższym pobycie niezbyt ciekawe, ale miłośnicy dobrego jedzenia (również azjatyckiego ;), przyrody i wody nie powinni być rozczarowani – ja mogłabym tam przynajmniej na jakiś czas zamieszkać.

7 Comments

  1. Pati
    27 lipca 2014

    Zawsze myślałam, że jeśli nie Norwegia, to Nowa Zelandia mogłaby być moim miejscem na ziemii Przepiękne zdjęcia, jestem głodna po zobaczeniu tych pyszności

    Odpowiedz
    1. Marta
      28 lipca 2014

      Norweski muzyk – znany jako Fenriz – powiedział kiedyś w jednym z wywiadów, że Norwegia jest piękna… tak jak Nowa Zelandia, tylko bardziej ponura…
      Jeśli miałabym gdzieś dalej emigrować to chyba tylko NZ, no może jeszcze Kanada, ale najpierw muszę się tam wybrać… W Nowej Zelandii znalazłam rzeczy, których brakuje mi w Norwegii, z kolei przy dłuższym pobycie w NZ wiem, że szybko odczułabym brak tego, co najbardziej lubię w Norwegii i tak w kółko… Niemniej jednak, obydwa kraje są moim zdaniem do siebie podobne (pod pewnymi względami), a spacerując po słonecznym Oslo czuję się momentami podobnie jak w Auckland – pomimo tego, że krajobrazowo to raczej Wyspa Południowa posiada bardziej zbliżony charakter, ale o tym jeszcze będę wspominać w kolejnych częściach relacji.

      Odpowiedz
  2. Voyagedegustacje
    27 lipca 2014

    jak zwykle piękna opowieść, zdjęcia robią wrażenie.

    Odpowiedz
  3. Travellerka
    27 lipca 2014

    Wspaniałe widoki! A zdjęcia… jak zwykle cudowne! Przewijam do początku wpisu i oglądam od nowa

    Odpowiedz
  4. Ola Wilczek
    28 lipca 2014

    Nowa Zelandia tow wymarzony kierunek mój i mojego męża. Może kiedyś…

    Odpowiedz
  5. Niesamowity jest ten zarośnięty krater! Nigdy czegoś takiego nie widziałam.

    Odpowiedz
  6. Agnieszka F.
    2 sierpnia 2014

    Po moim pierwszym poza europejskim 2-tygodniowym jak na razie pobycie w Stanach, stwierdzam, że najbardziej przerażające są te autostrady poprzecinane między sobą jak pajęczyny. Do tej pory mamy trudności, kiedy przez nie przejeżdżamy… ;))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *