Ekstremalne piękno.
Queenstown i Milford Sound – Nowa Zelandia

Queenstown i Milford Sound - Nowa Zelandia

Jak przystało na światową stolicę adrenaliny, już samo lądowanie na niewielkim lotnisku zlokalizowanym nieopodal Queenstown jest całkiem emocjonujące. Samolot mija zbocza masywnych, ośnieżonych szczytów, ktróre wydają się znajdować zaskakująco blisko, aby po chwii wylądować w pięknej, zielonej dolinie…

Krajobraz Wyspy Południowej wyraźnie różni się od tego, co widzieliśmy wcześniej na północy Nowej Zelandii. Skojarzenie z Norwegią nasuwa nam się od pierwszych chwil, zaś samą miejscowość Queenstown można by porównać do norweskiego Voss, w którym co roku odbywa się festiwal sportów ekstremalnych Ekstremsportveko.

Queenstown oferuje całe spektrum doznań, więc jeśli tylko mamy ochotę i odpowiedni zapas finansów, to do wyboru mamy między innymi: bungy jumping, jetboating, rafting, canyoning, skydiving i wiele, wiele innych atrakcji. Na nudę na pewno nie będziemy narzekać. Miejscowość przeżywa oblężenie turystów przez cały rok, ponieważ Quenstown to także słynny kurort narciarski.

Ponadto jest to świetna baza wypadowa do górskich wędrówek, co z kolei przekonało nas ostatecznie, gdy rozważaliśmy wybranie się do Quenstown.

Czytaj dalej

Wellington. Stolica Śródziemia

Wellington

Kiedy samolot linii Air New Zealand powoli wtacza się na pas startowy, a na telewizorach pojawia się „safety video” z bohaterami, a w zasadzie aktorami z ekranizacji „Hobbita” Petera Jacksona, prawie się wzruszam…

Lądując na Wellington International Airport (WLG) na budynku lotniska czeka na nas kolejna niespodzianka – wielki napis „Wellington Airport – Middle of Middle Earth”.
W środku hali natomiast witają podróżnych podwieszone pod dachem wielkie figury przedstawiające Golluma polującego na ryby oraz czarodzieja Gandalfa.

Wellington stolica Nowej Zelandii będąca jednocześnie trzecim pod względem wielkości i liczby ludności miastem w kraju (po Auckland i Christchurch) nazywana bywa „Wellywood”, co jak łatwo się domyśleć stanowi połączenie słów „Wellington” i „Hollywood”. Miasto jest mianowicie ważnym ośrodkiem kinematograficznym, a sławę zdobyło dzięki nowozelandzkiemu reżyserowi Peterowi Jacksonowi ponieważ plenery Aotearoa posłużyły jako scenografia w ekranizacji trylogii „Władca Pierścieni”, a później „Hobbita”. Na przedmieściach Wellington mieści się jedna z najsłynniejszych wytwórni filmowych Miramar.

Czytaj dalej

Śniadanie z Nowej Zelandii
Pancakes z bekonem i syropem klonowym

Nowozelandzkie śniadanie z Christchurch.  Pancakes z bekonem, syropem klonowym i śmietanąPancakes czyli naleśniki w amerykańskim stylu należą do jednych z moich ulubionych śniadań.
Niestety zazwyczaj brakuje mi rano czasu na tego typu posiłek, więc zadowalam się owsianką lub jogurtem…

Co innego podczas podróży… Kiedy już decydujemy się rano zjeść gdzieś na mieście, często mój wybór pada właśnie na pancakes.
Dwa najmilsze wspomnienia takich śniadań to Hawaje i Nowa Zelandia.

Hawajskie pancakes w wersji ze świeżymi, tropikalnymi owocami już chyba zawsze pozostaną moim faworytem. Długo nie mogłam się przekonać do innych wariantów na przykład popularnych m.in. w USA pancakes z bekonem – nie przepadam za jedzeniem mięsa z rana

Pewnego poranka w nowozelandzkim Christchurch skusiłam się jednakże na taką właśnie odmianę czyli pancakes z bekonem, syropem klonowym oraz śmietaną

Czytaj dalej

Christchurch. Ponure i szare, przyjazne i kolorowe

Christchurch

Po tygodniu spędzonym na wyspie północnej lecimy na wyspę południową, a tam decydujemy się odwiedzić Christchurch – drugie co do wielkości miasto Nowej Zelandii.

Miejsce to okazało się jedynym wywołującym tak skrajnie różne uczucia podczas całej nowozelandzkiej podróży. Wrażenia ze spacerów po mieście porządnie zdewastowanym na skutek trzęsienia ziemi kompletnie nie pokrywały się z tym, co próbowałam sobie wyobrazić oglądając zdjęcia czy czytając przed przyjazdem.

Czytaj dalej

Nowa Zelandia, Auckland
Miasto na wulkanie

Auckland

Podróż do Krainy Długiego Białego Obłoku oddalonej w linii prostej od Polski ponad 17 tysiący kilometrów przebiegła dość sprawnie i bez większych niespodzianek – może poza drobnym problemem z odnalezieniem naszej rezerwacji w Transfer Desku w Sydney…

Po około 30 godzinach wylądowaliśmy w Auckland (a w dokładniej w Mangere, bo tam jest położone tamtejsze lotnisko międzynarodowe).

Czytaj dalej

Domowy nowozelandzki devil burger

Domowy nowozelandzki devil burgerNie sposób wyobrazić sobie pobytu w Nowej Zelandii bez zjedzenia tamtejszego burgera, o czym pisałam już trochę w poprzednim wpisie.

Bardzo możliwe, że wiele osób traktuje każdego burgera jak… burgera, ot, zwykłą bułkę z mięsem kojarzącą się głównie z jedzeniem zdrowym inaczej. Jednak jeśli się skusicie na „danie” będąc w Kraju Kiwi to odkryjecie szybko, że diabeł tkwi w szczegółach.

Chrupiąca, pszenna bułka z kotletem z wysoko cenionej nowozelandzkiej wołowiny i dodatkiem świeżych warzyw – to wszystko sprawia, że serwowane tam burgery są tak pyszne i naprawdę łatwo się od nich uzależnić.

Pomimo faktu, że od powrotu z Nowej Zelandii minęło już kilka miesięcy, to co jakiś czas ponownie nawiedza nas chęć zjedzenia takiego posiłku. Naturalną koleją rzeczy było zatem pokuszenie się o przygotowanie domowego burgera, co potraktowałam też jako swoiste wyzwanie do stworzenia czegoś przynajmniej trochę podobnego. Wersję domową ciężko porównać do nowozelandzkiego odpowiednika, ale jest to dobry sposób na „fast food” własnej roboty, który jest z pewnością zdrowszy od wielu serwowanych na mieście.

Czytaj dalej

Nowozelandzkie burgerowe szaleństwo

Nowozelandzkie burgeryPodczas niespełna trzech tygodni spędzonych w Nowej Zelandii pochłonęłam więcej burgerów niż kiedykolwiek!
Przyznaję się do tego bez bicia, gdyż mam doskonałe wytłumaczenie.

Po pierwsze burgerownie są w Nowej Zelandii obecne niemal na każdym kroku i cieszą się wśród Kiwi dużą popularnością, więc spacerując po nowozelandzkich miastach oraz mniejszych miejscowościach bardzo łatwo jest trafić na lokal specjalizujący się w tego typu posiłkach.

Po drugie burgery nowozelandzkie są nie tylko przepyszne, ale też zazwyczaj są dobrej jakości.

Wcześniej tego typu jedzenie kojarzyło mi się gównie z amerykańskimi fast-foodami, za którymi nie przepadam. Delikatnie rzecz ujmując. Oczywiście zdarzyło mi się jeść dobre burgery np. w Warszawie (tym bardziej, że burgerownie stają się w Polsce coraz bardziej popularne), ale dopiero w Nowej Zelandii przekonałam się, że taki posiłek może być nie tylko smaczny, ale też, że można czuć się po nim dobrze.

Od pierwszej wizyty w jednym z takich miejsc rozsmakowałam się w tych dużych, wypełnionych do oporu świeżymi dodatkami pysznych burgerach – szczególnie tych z wysoko cenioną nowozelandzką wołowiną.

Czytaj dalej

Nowozelandzkie Afghan biscuits mocno czekoladowe i chrupiące

Nowozelandzkie ciasteczka AfghanMocno czekoladowe i chrupiące Afghan biscuit to kolejne tuż pod Gingernuts oraz ANZAC cookies ulubione ciastka wśród mieszkańców Nowej Zelandii.

Ciasteczka te pomimo nazwy nie mają nic wspólnego z Afganistanem lub jakikolwiek krajem w jego pobliżu Narodziły się one w Nowej Zelandii wiele lat temu. Próbowałam dowiedzieć się, dlaczego nazywa się je afgańskimi, ale nie znalazłam przekonującej teorii.

Afghan biscuit składają się z mąki, masła, płatków kukurydzianych, cukru i kakao w proszku. Pokryte są polewą czekoladową i czasem ozdobione połówką orzecha włoskiego.

Jedna z teorii na temat pochodzenia nazwy wskazuje, że wypieki te przypominają wyglądem skaliste, górskie krajobrazy Afganistanu, zaś inna nawiązuje do wyglądu mieszkańców kraju –ciastka reprezentują kolor ich skóry, polewa – barwę włosów, zaś orzech – turban…

Ciasteczka Afghan stanowiły jeden ze składników naszych skromnych porannych posiłków podczas pobytu w Nowej Zelandii, a dodatek stanowiły zazwyczaj owoce (kiwi, truskawki) i oczywiście kawa.

Czytaj dalej

Nowozelandzki sos Waha Wera tylko dla odważnych

Nowozelandzki sos Waha WeraPełne witamin, słodkie kiwi, miód manuka o leczniczych właściwościach i piekielnie ostra papryka habanero. Czy może być lepsze połączenie składników?
Jeśli lubicie pikantne i oryginalne smaki to będziecie zachwyceni tym nowozelandzkim sosem.

Waha Wera Kiwi & Habanero Pepper Sauce to dla mnie jedno z większych kulinarnych odkryć dokonanych podczas podróży po Nowej Zelandii.

Sos ten zdobył nawet nagrodę dla najlepszego na świecie „Best Hot Fruit Sauce” w 1996 w Konkursie „Fiery Foods Challenge” w USA.

Jak to często w takich przypadkach bywa produktem tym zainteresowałam się przypadkiem podczas wizyty w jednym z marketów na przedmieściach Auckland. Właściwie wybraliśmy się tam w poszukiwaniu nowozelandzkiego sosu tabasco firmy Kataia Fire. Tuż obok poszukiwanego przez nas produktu, stał zielony, tajemniczo wyglądający sos Waha Wera. Jako osoby uzależnione od pikantnych dodatków bez chwili zawahania postanowiliśmy przetestować oba produkty.

Waha Wera po maorysku znaczy „burnt mouth” czyli „spalone usta„.
Coś w tym jest, bo sos jest piekielnie pikantny – moim zdaniem bardziej niż sos tabasco – chociaż mój mąż ma odmienne zdanie. Jednocześnie jest on lekko słodki, co daje w rezultacie oryginalne, ale jakże smakowite połączenie!

Czytaj dalej

Nowozelandzka kūmara i frytki z batatów z pieprzem i limonką

Kumara nowozelandzka i frytki z batatówWedług jednej z hipotez Maorysi przybyli do Nowej Zelandii z mitycznej wyspy Hawaiiki.
Osadnicy przywieźli na swoich łodziach rośliny takie jak przypominająca słodkie ziemniaki kūmara, które stanowiły podstawę ich diety.

Przybysze zapoczątkowali osadnictwo na Aoteroa oraz uprawę tego warzywa.
Kūmarę gotowali tradycyjnie na gorących kamieniach umieszczonych w podziemnym piecu. Technika taka zwana jest hāngi i organizowana jest obecnie również dla turystów np. w skansenach lub w okolicach maoryskich domów spotkań zwanych marae.

Nie trzeba jednakże brać udziału w hāngi, aby skosztować kūmary, gdyż jest ona powszechnie dostępna na lokalnych targach i w miejskich marketach, a występuje w wielu odmianach przez cały rok.

Nowozelandzkie słodkie ziemniaki mają różne rozmiary, kształty i kolory (czerwone, pomarańczowe, złote, jak również fioletowe). Również wszechstronność ich zastosowań jest godna podziwu. Przygotowuje się z nich m.in. dipy, zupy, chipsy czy też frytki określane w Nowej Zelandii rzadziej jako fries, a częściej jako chips.

Czytaj dalej