Jak smakuje Norwegia

Jak smakuje Norwegia

Kiedy ktoś z moich znajomych albo czytelników bloga wybiera się z wizytą do Norwegii często zostaję poproszona o poradę w kwesti kulinarnej – odnośnie tego, czego warto spróbować na miejscu albo gdzie polecam wybrać się na obiad lub kawę w Oslo. Zazwyczaj w takich sytuacjach przedstawiam temat w sposób dość subiektywny skupiając się na tych charakterystycznych produktach i potrawach, które sama lubię najbardziej. Podobne podejście znajdziecie w niniejszym wpisie, w którym zabieram Was w podróż po ulubionych norweskich smakach.

Wędrówkę rozpoczniemy od rozmaitych pålegg czyli tego, co możemy położyć na kromkę pieczywa. Następnie skosztujemy zarówno populanych przekąsek typu fast food, jak i bardziej wykwintnych, tradycyjnych potraw. Na deser będą rozmaite wypieki, lody, lukrecjowe i marcepanowe łakocie. Całość popijemy najlepszą kawą w Oslo, a na koniec wzniesiemy toast narodowym norweskim trunkiem.

Pålegg. Na kanapkę

Mianem pålegg określane są w Norwegii różne (po duńsku i szwedzku podobnie – pålæg/pålägg) dodatki do pieczywa. Chodzi tutaj zarówno o wszelkiego rodzaju sery i wędliny, jak również to, czym można kromkę chleba posmarować, a więc dżemy, pasty, pasztety.
Wśród najsłynniejszych tego typu specjałów, które przyjezdni traktują z mieszkanką zainteresowania oraz sceptycyzmu jest norweski brunost (dosłownie „brązowy ser”). Nazwa mało zachęca, ale słodki i karmelowy smak potrafi pozytywnie zaskoczyć (aczkolwiek nie każdego).
Znam osoby, które jedzą brunost z wytrawnymi dodatkami, ale moje ulubione połączenie to chleb chrupki (knekkebrød) – szczególnie ten o smaku cynamonu i dżem (np. malinowy lub truskawkowy). Brunost smakuje też wyśmienicie ze świeżym pieczywem, popularnymi w Norwegii goframi (vafler) i puszystymi naleśnikami (sveler / lapper) serwowanymi często podczas podróży promowych.
Nie wszyscy moi znajomi podzielają mój zachwyt nad brązowym serem i nie każdy jest zadowolony z kostki brunosta otrzymanej w prezencie, aczkolwiek warto przynajmniej raz spróbować tego specjału, gdyż być w Norwegii i nie spróbować brunosta, to jak być we Włoszech i nie spróbować pizzy
Brunost możecie kupić w dowolnym sklepie spożywczym, ale jeśli nie chcecie ryzykować z zakupem całego opakowania lub kostki, to polecam wizytę w jednej z norweskich piekarni serwującej kanapki z brunostem (np. Godt Brød). Tego typu przekąska cieszy się również popularnością w górskich i leśnych chatkach / schroniskach znajdujących się chociażby na terenie Oslomarki (leśno-górskie tereny otaczające Oslo).
Warto pamiętać przy okazji o jednym „technicznym” aspekcie. Brunost sprzedawany w kostkach kroi się przy pomocy specjalnej łopatki do sera – ostehøvel, która stanowi zresztą norweski wynalazek -opatentowany w 1925 roku przez Thora Bjørklunda z Lillehammer. Ostehøvel możemy kupić niemal w każdym sklepie z pamiątkami i wyposażeniem domu.

Brunost. Ser najbardziej norweski z norweskich

W Norwegii, podobnie jak w Szwecji, popuarne są różne pålegg w tubkach, a jednym z popularniejszych tego typu produktów jest Mills Kaviar – norweska wersja niebiesko-żółtego szwedzkiego Kalles Kaviar. Tubka zawiera ikrę dorsza i mimo, że nie brzmi to może apetycznie, to zapewniam Was, że ta lekko słona pasta o dość wyrazistym rybim posmaku pasuje idealnie do kanapek z jajkiem ugotowanym na twardo.

Dużą popularnością cieszy się także makrela w sosie pomidorowymMakrell i tomat – szczególnie ta w charakterystycznej żółtej puszce. Kanapka z makrelą, świeżymi warzywami lub/i odrobiną majonezu stanowi nie tylko pyszny i sycący, ale także zdrowy posiłek. Zdaniem producenta (Stabburet) puszka makreli pokrywa rekomendowane dzienne zapotrzebowanie na kwasy tłuszczowe omega-3 i stanowi bogate źródło witaminy D.

Popularny w całej Skandynawii pasztet z wątróbki w Norwegii nosi nazwę leverpostei, zaś najpopularniejszym tego typu produktem jest ten firmy Stabburet, zwany przez wielu żartobliwie pasztetem z dzieci, gdyż sprzedawany jest w żółtej puszce z wizerunkiem małego dziecka. Jest pyszny i ma łagodny smak, więc powinien zasmakować nawet osobom, które nie są miłośnikami wątróbki.
Według producenta leverpostei spożywa ponoć 6 na 10 norweskich dzieci, zaś Norwegowie łącznie jedzą 200 milionów kromek chleba z pasztetem Stabburet rocznie. To chyba dobrze biorąc pod uwagę, że leverpostei stanowi bogate źródło żelaza, jak również witaminy B12, kwasu foliowego i białka.
Wybór pasztetów jest ogromny, a leverpostei najlepiej smakuje na kromce świeżego pieczywa i z piklowanymi warzywami.
Na terenie Oslomarki pyszne kanapki z domowym pasztetem (Rundstykke med leverpostei) serwuje moja ulubiona chatka Skjennungstua.

Jeśli chodzi o inne dodatki mięsne to dla mnie największym rarytasem jest spekemat / spekekjøtt – suszone i solone wędliny, czasem także wędzone.
Ta tradycyjna metoda konserwowania mięsa posiada w Norwegii długą tradycję i zapoczątkowana została ponoć już w czasach Wikingów. Dzisiaj również cieszy się popularnością, o czym świadczy duży wybór tego typu produktów dostępnych zarówno w norweskich sklepach, jak i na targach czy straganach z pamiątkami.
Przykładem spekemat jest spekeskinke – szynka z wieprzowiny, fenalår – jagnięcy lub owczy udziec, sprzedawany w całości albo w plasterkach lub też spekepølse – suszone kiełbasy z mielonego mięsa z dodatkiem przypraw, które stanowią popularną norweską pamiątkę z podróży. Warto spróbować chociażby wersji z jagnięciny (fårepølser) oraz tych z dziczyzny (viltpølser) – renifera (reinpølse) lub łosia (elgpølse).
Mianem morrpølser (mårpølser, mørpølser, mør, morr) określa się natomiast rodzaje kiełbas, które są podobno jednymi z najstarszych przetworzonych produktów spożywczych znanych w Norwegii. Występują one w niezliczonych odmianach i składają się z mięsa mielonego (najczęściej baraniny i dziczyzny), smalcu, soli i przypraw. Svartpølser (zwane też stabburpølser) to natomiast wersja, którą charakteryzuje ciemna barwa będąca wynikiem zmieszania mielonego mięsa z krwią.
Suszone wędliny mogą być dodatkiem do kanapek (pålegg), jak również innych dań lub mogą być serwowane jako spekefat / spekebrett – zestaw różnych odmian wędlin podanych na tacy / desce. Taka przekąska sprawdza się świetnie na przyjęcie w norweskim stylu. Wystarczy zaopatrzyć się np. w spekeskinke, fenalår, salami, fårepølse, morrpølse oraz norweski płaski chleb (flatbrød). Całość można urozmaicić nutką śródziemnomorskich smaków pod postacią owoców (np. oliwki, melon) i warzyw (np. szparagi).

Czego jeszcze polecam spróbować? Będąc w sklepie spożywczym możecie rozejrzeć się za wędzonym łososiem (røkelaks) albo wyglądającym podobnie (intensywnie pomarańczowym) wędzonym pstrągiem (ørret). Jeśli jednakże chodzi o wędzone ryby to moim faworytem (chociaż nie tak łatwo dostępnym jak łosoś czy pstrąg) jest wędzony wieloryb (røkt hval). Do tego dochodzą oczywiście ryby suszone (tørrfisk / sztokfisz), pyszne marynowane śledzie (sursild) i oczywiście, tradycyjny skandynawski specjał, gravlaks – surowy łosoś marynowany w mieszance soli, cukru i koperku.
Na wzmiankę zasługują także wyśmienite norweskie krewetki (reker). Najlepsze są oczywiście te świeże, prosto z rybackiego kutra. Do zorganizowania typowej krewetkowej uczty wystarczy dokupić tylko dobre pieczywo, majonez, masło, cytrynę i koperek.

Sposób na krewetkę. Norweski rekelunsj

Norweska kuchnia. Pieczywo

Norweska kuchnia. Brunost

Norweska kuchnia. Krewetki

Norweska kuchnia. Kawior

Norweska kuchnia. Krewetki

Norweska kuchnia. Krewetki

Norweska kuchnia. Suszone kiełbasy

Norweska kuchnia. Suszone ryby

Przekąski i fast food. Na mieście / na wycieczce

Będąc z wizytą w Norwegii prędzej czy później natraficie na pølse czyli miejscową wersję hot-doga. Ten najpopularniejszy norweski fast/street food dostępny jest w wielu mniejszych i większych sklepach, kioskach oraz górskich chatkach w całym kraju.
Istnieją różne odmiany tej przekąski, ale dwie najpopularniejsze to pølse i brød czyli kiełbaska (parówka) w bułce oraz pølse i lompe – parówka zawinięta w naleśnik (placek) z mąki i ziemniaków. Interesującą odmianą są pølse i pinnebrød – kiełbaski w cieście pieczone nad ogniskiem, na grillu lub w piekarniku albo z gofrem – pølse i vaffel.
Najczęsciej pølse podawane są z ketchupem i musztardą – jednej słusznej marki oczywiście ;), ale istnieją również takie wariacje jak na przykład pølse z bekonem, smażoną cebulką, sosem z czerwonych borówek. Pølse dodaje się także do zup, gulaszy, serwuje z gotowanymi ziemniakami.
Wielu Norwegów ma w zwyczaju jeść tą „potrawę” podczas rozmaitych świąt i imprez – np. z okazji Dnia Konstytucji (Grunnlovsdagen) odchodzonego 17 maja. Podczas Bożego Narodzenia (jul) julepølse stanowią także element świątecznego obiadu.
Latem Norwegię ogarnia prawdziwe parówkowe szaleństwo, co widać po ilości jednorazowych grilli (engangsgrill) wysypujących sie ze śmietników. Wówczas zapach pølse unosi się w powietrzu niemalże wszedzie – w lesie, w parkach, na osiedlach. Najlepsze pølse to właśnie takie pieczone nad ogniskiem (ewentualnie z grilla), konsumowane podczas wycieczki, na łonie przyrody.
Popularnym prowiantem na wycieczkę są także kiełbaski z termosu (pølser på termos). Pamiętam jak dziś moje zaskoczenie kiedy na jednym ze spacerów mój norweski znajomy wyjął termos z… parówkami. Myślałam, że będzie częstować kawą, a tymczasem zamiast przerwy na kawę (kaffepause) skończyło się na „przyjeciu parówkowym” (pølsefest). Do termosu najlepiej sprawdzą się cienkie i długie wienerpølse. Niektórzy zalecają także zakup specjalnego termosu (pølsetermos). Technika jest prosta – kiełbaski należy zagotować, a następnie gorące umieścić w termosie. Do tego wystarczy zabrać tylko trochę pieczywa albo placki lompe, ketchup i musztardę i typowy norweski fast food możecie zjeść nawet na norweskim pustkowiu
Najlepsze norweskie hot-dogi jadłam jak dotąd w Bergen. Budka / kiosk Trekroneren oferuje duży wybór pysznych parówek (m.in. z renifera i jagnięciny) z mniej i bardziej klasycznymi dodatkami.
W Oslo najbardziej znanym tego typu kioskiem jest Syverkiosken serwujący pølse od 1979 roku. Erlend Dahlbo przejął interes po swoim ojcu, który założył ten pølsekiosken 40 lat temu, zaś Erlend kiełbaski zaczął sprzedawać ponoć już jako 13-latek. W Syverkiosken możemy spróbować wersji z lompe i chlebem jednocześnie (pølse i lømpe og brød), zaś do popicia najlepiej zamówić lokalną wersję popularnego napoju Tøyen-Cola.

Będąc w Norwegii wypada spróbować pølse, aczkolwiek moim ulubionym mięsnym przysmakiem, którego nie potrafię sobie odmówić szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia i zimowych miesięcy jest hamburger z dziczyzny – jelenia (hjorteburger), łosia (elgburger) albo renifera (reinburger). Najlepszy to taki podawany ze smażoną cebulą (stekt løk) lub/i grzybami (sopp) oraz sosem ze śmietany i borówek (tyttebærrømme). Niestety nie znalazłam jeszcze burgerowni w Oslo, która serwowałaby burgery właśnie w takiej wersji, ale są one poplarne na targach – szczególnie tych bożonarodzeniowych (julemarked), ale także na Bondens marked (w Oslo i innych miastach) i festiwalach kulinarnych takich jak Matstreif w Oslo.

Obchodzony 25 marca Międzynarodowy Dzień Gofra (Vaffeldagen) jest w Norwegii dniem szczególnym, bowiem gofry zwane tutaj vafler cieszą się niezwykle dużą popularnością. Gofry serowane są zarówno w wielu górskich i leśnych chatkach, jak również spożywane są podczas rozmaitych świąt i spotkań.
Z okazji Vaffeldagen sklepy oferują gofrownice w promocyjnych cenach (w końcu to obowiązkowe wyposażenie każdego norweskiego domu ;), a kawiarnie zapraszają do wspólnego świętowania.
Vafler są najczęściej przygotowywane w gofrownicy w kształcie ułożonych w kwiatek serc i serwowane są na słodko – ze śmietaną, dżemem lub / i norweskim brązowym serem (brunost).
Na najlepsze gofry w Oslo polecam wybrać się do Haralds Vaffel. Założycielem tego skromnego lokalu jest pochodzący ze Szwecji Jonathan Larsson, który wpadł na pomysł sprzedawania tej popularnej przekąski w 2015 z okna kawalerki w centrum miasta w celu sfinansowania studiów z matematyki. Haralds Vaffel sprzedaje vafler zarówno z typowymi dodatkami (na słodko), jak i wersje bardziej nietypowe – np. gofry z bekonen i serem pleśniowym, kokosowe (bezglutenowe), z hummusem (favaffel), z trzema rodzajami sera i chilli (nasz faworyt).
Z wyśmienitych gofrów znana jest także leśna chatka Nygård (na terenie Bærumsmarka, pod Oslo).
Gofry z wieloma mniej i bardziej typowymi dodatkami – np. brązowym serem brunost albo pasztetem z wątróbki (leverpostei) znajdują się również w menu lokalu Gryn w Oslo, który powstał na początku 2018 roku jako pierwsza restauracja w Norwegii specjalizująca się w rozmaitych owsiankach, które pasują zarówno na śniadanie, jak i lunch czy obiad. Bardzo polecam to miejsce!

Vaffeldagen. Najlepsze gofry w Oslo.

Lomper to cienkie placki przygotowywane z ugotowanych ziemniaków i odrobiny mąki. Poza wspomnianym wcześniej zastosowaniem jako dodatkiem do parówek, stanowią one produkt bardzo uniwersalny. Smakują śwetnie zarówno na z dodatkami wytrwanymi, jak i na słodko. Bardzo często kiedy potrzebujemy zabrać prowiant na wycieczkę albo przekąsić coś na szybko w domu, kupujemy ulubiony rodzaj lomper i przyrządzamy je na zimno albo na ciepło zawinięte z plasterkami wędzonego łososia lub pstrąga, wędliną albo żółtym serem i warzywami (lomperuller) lub też jako lompepizza – pieczone „na płasko” bez zawijania. Taki posiłek sprawdza się zawsze i wszędzie.
Gotowe placki lompe można kupić w niemal każdym norweskim sklepie, ale warto pamiętać, że lomper mają krótką datę spożycia, więc jeśli przywieziecie je jako pamiątka z podróży, to dość szybko będziecie musieli je zjeść. Przygotowanie lomper w domu nie jest trudne, a takie prosto z patelni są oczywiście najsmaczniejsze. Wystarczą tylko ziemniaki, mąka i szczypta soli (lompe smaży się bez użycia tłuszczu).
Podobnymi ziemniaczanymi plackami są lefser, ale są bardziej puszyste i częściej jedzone na słodko (np. z masłem i cynamonem, serem brunost).

Pølse i lompe. Norweski street food w domowej wersji

Lompepizza. Szybka i zdrowa pizza w norweskim wydaniu.

Norweskie naleśniki z łososiem. Lomperuller / Lakseruller.

Norweskie śniadanie na wyjątkową okazję

Wspominając o jedzeniu typu fast food muszę wspomnieć jeszcze o mrożonej pizzy Grandiosa, potocznie zwanej Grandis i żartobliwie nazywanej norweską potrawą narodową.
Początki Grandiosy sięgają lat 80-tych, kiedy to po raz pierwszy pojawiła się ona półkach sklepowych stając się jednocześnie pierwszą dostępną w Norwegii mrożoną pizzą.
Norwegowie znajdują się w ścisłej światowej czołówce nacji masowo pochłaniających mrożone pizze, a Grandiosa cieszy się nadal największą popularnością. Gwoli ścisłości, Grandis jest raczej produktem imitującym pizzę, a smakuje bardziej jak hmmm… zapiekanka, ale nie zmienia to faktu, że moim zdaniem jest naprawdę smaczna. Kiedy w Norwegii zbliża się weekend jedno jest pewne – trzeba iść do sklepu po Grandiosę. Nie robimy tego zbyt często, ale przyznaję, że od czasu do czasu podtrzymujemy tą norweską tradycję

Grandiosa. Nieoficjalna norweska potrawa narodowa

Norweska kuchnia. Pølse

Norweska kuchnia. Pølse

Norweska kuchnia. Pølse

Norweska kuchnia. Pølse

Norweska kuchnia. Pølse

Norweska kuchnia. Pølse

Norweska kuchnia. Pølse

Tradycyjne dania. Obiad w restauracji

Jak powszechnie wiadomo ryby i owoce morza zajmują ważne miejsce w diecie Norwegów. Bardzo popularne są rybne placki (fiskekaker), klopsiki rybne (fiskeboller), zapiekanki rybne (fiskegrateng), zupy (fiskesuppe), a nawet puddingi (fiskepudding). Do tego dochodzą różnego rodzaju ryby wędzone, suszone i przyrządzane na wiele innych rozmaitych (czasem nieco kontrowersyjnych) sposobów.
Jest bardzo dużo norweskich dań rybnych wartych spróbowania, ale jeśli miałabym polecić jedną potrawę, to zdecydowanie byłaby to zupa rybna (fiskesuppe). Najbardziej znaną jest ta pochodząca z Bergen (Bergensk fiskesuppe), ale popularnych jest również wiele innych wersją tego dania. Niektóre przepisy wykorzystują tylko ryby o białym mięsie, inne uwzględniają łososia oraz owoce morza. Zupę serwuje się najczęściej ze świeżą bagietką i masłem.

Fiskesuppe. Norweska zupa rybna

Wizyta w Norwegii nie powinna być również kompletna bez spróbowania jednego z sycących mięsnych dań. Możecie oczywiście pokusić się o spróbowanie fårikål (rodzaj jednogarnkowego dania z baraniną i kapustą) – norweskiej potrawy narodowej. Raz do roku, podczas dnia farikål (fårikåldagen) chętnie to danie zjem, ale przyznaję, że nie należy do moich ulubionych. Nigdy nie pogardzę natomiast norweskim gulaszem z dziczyzny (viltgryte) – np. tym z mięsem renifera (reindyrskav / finnbiff) albo lapskaus – z dużą ilością warzyw korzeniowych.
W celu spróbowania tradycyjnych norweskich dań polecam wybrać się na przykład do restauracji Rorbua. Smaczną zupę rybną serwuje także Pier41 (nieco poza miastem – w Lysaker), a wielu innych dań rybnych możecie spróbować dodatkowo w lokalu Fiskeriet.

Fårikål Norweskie danie narodowe

Norweska kuchnia. Zupa rybna

Słodkie przyjemności. Na deser / do kawy

Cynamonowych bułeczek popularnych w całej Skandynawi spróbowałam po raz pierwszy właśnie w Norwegii i to była miłość od pierwszego wejrzenia, a właściwie… posmakowania. Kanelboller zwane też kanelsnurrer (w Bergen skillingsboller) dostępne są niemal wszędzie – w sklepach, kioskach, na stacjach benzynowych. Oczywiście po najsmaczniejsze bułeczki (boller) najlepiej wybrać się do jednej z norweskich piekarni.
Jeśli nie przepadacie za cynamonem to skosztujcie innego typu wypieków takich jak np. skoleboller (nazywane także skolebrød), co po norwesku oznacza „szkolne bułki” / „szkolny chleb”. Drożdżówki te wypełnione są pysznym waniliowym kremem, polane są lukrem i posypane wiórkami kokosowymi. Skoleboller są powszechnie dostępne w norweskich cukierniach, kawiarniach i sklepach, ale jak dotąd najsmaczniejsze jadłam w leśnej chatce Brunkollen znajdującej się pod Oslo, na terenie Baerumsmarka.
Wypieków wartych polecenia jest oczywiście dużo więcej… Wystarczy wymienić na przykład prinsesseboller (drożdżowe ślimaczki z jajecznym kremem i rodzynkami zamiast cynamonu i cukru) albo kardamonowe rosinboller (z rodzynkami).
Moim zdaniem najlepsze kanelboller w Oslo sprzedaje W.B Samson – piekarnia i cukiernia z ponad 100 letnią rodzinną tradycją. Pierwsza piekarnia została otwarta w centrum Oslo (Egertorget, przy głównym deptaku Karl Johans gate) w 1894 roku. Lokal znajduje się nadal w tym samym miejscu i jest uważany za najstarszą piekarnię w Oslo. W.B. Samson posiada ponad 20 innych lokali w norweskiej stolicy, jak również w hali odlotów lotniska Gardermoen. Kanelboller od W.B Samson to mój zdecydowany faworyt, ale równie gorąco polecam wypieki ze wspomnianej wcześniej piekarni Godt Brød (obecnej również w Bergen) oraz Baker Hansen. Tak czy inaczej dobrych cukierni i piekarni w Oslo jest pod dostatkiem. Wystarczy kierować się za zapachem cynamonu

W roli dodatku do norweskiej kawy poza drożdżowymi wypiekami warte polecenia są norweskie ciasta. Jeśli nadarzy się okazja spróbujcie ciasta narodowego – Kvaefjordkake, aczkolwiek nie jest to najłatwiej dostępny deser. Bardzo popularne są natomiast rozmaite migdałowe ciasta i należą one do moich ulubionych.
Kransekake (w dosłownym tłumaczeniu ciasto z wianków) to świąteczne ciasto norweskie składające się z ułożonych piętrowo i polanych lukrem krążków ciasta, którego podstawę stanowią zmielone migdały z dodatkiem cukru pudru i białek jaj. Podczas wyjątkowych okazji takich jak święta bożonarodzeniowe, urodziny czy śluby kransekake ozdabia się małymi flagami lub cukierkami. Pyszne kransekaker i migdałowe ciasteczka (mandelroser, kransekakestenger) produkuje np. Grini Hjemmebakeri (ich produkty dostępne w sklepach spożywczych, piekarniach, na targach).
Inne migdałowe wypieki to np. suksessterte – ciasto z kremem ze śmiatany i żółtek oraz fyrstekake – migdałowa tarta.

Tradycyjnymi norweskimi deserami są także różnego rodzaju kremy – np. multekrem, czyli połączenie maliny moroszki i bitej śmietany, trollkrem – borówki z pianą z białek jaj, a także riskrem – odmiana ryżowego puddingu z bitą śmietaną i sosem z czerwonych jagód.

Borówka czerwona. Dzieło diabła o cudownych właściwościach

Lodowe desery nie są ani niczym typowo norweskim, ani nie są szczególnie oryginalnym, ale w Norwegii (szczególnie wiosną i latem) cieszą się ogromnym powodzeniem, co przekłada się na ich dostępność, wybór i jakość. Moim faworytem są kremowe, waniliowe lody z automatu – softis sprzedawane w budkach z lodami, kioskach typu Narvesen, a nawet na stacjach benzynowych. Letnie spacery wzdłuż Oslofjordu (np. nadmorską promenadą – havnepromenaden) często kończymy na Aker Brygge, gdzie znajduje się kilka kiosków z lodami i wówczas nie potafimy odmówić sobie przyjemności zjedzenia ulubionych softis z orzechową posypką – szczególnie tych od Hennig-Olsen (najstarszczego norweskiego producenta lodów).
Jeśli macie ochotę na mniej typowe doznania smakowe to polecam lody o smaku brunosta albo lukrecji (moje ulubione) – np. firmy Kulinaris (dostępne w marketach).
Propozycją dla osób dbających o dietę i ilość spożywanych kalorii mogą być Skyr® is – lody na bazie islandzkiego wyrobu mlecznego Skyr, bez dodatku cukru i tłuszczu.

Odwiedzając dział ze słodyczami w jednym z norweskich sklepów można łatwo zaobserować obecność czarnych, słodko-słonych lukrecjowych produktów w wielu wariantach i kombinacjach smakowych. Czekolady, cukierki, żelki, gumy do żucia, lody, herbaty, polewy i posypki, a nawet snus (popularna w Skandynawii używka na bazie tytoniu). Początkowo miałam ambiwaletne odczucia związane z tym przysmakiem i nadal nie przepadam na przykład za lukrecjowymi alkoholami albo gumami do żucia, ale jest jedno połączenie smakowe, które uwielbiam – lukrecja + czekolada.
W Norwegii z produkcji lukrecjowych słodyczy najbardziej znana jest firma Nidar, ale powszechnie dostępne są również słodycze duńskich (Lakrids by Johan Bülow, Summerbird, Anthon Berg) i szwedzkich firm (Haupt Lakrits). Dodatkowo w niektórych sklepach możemy zakupić świeży korzeń lukrecji, lukrecję w formie granulowanej, sproszkowanej oraz w postaci syropu. Sproszkowany korzeń lukrecji od Lakrids by Johan Bülow wykorzystuję jako dodatek do kawy, smoothie oraz deserów.
Za moje największe odkrycie uważam jednakże lukrecjowe lody (firmy Kulinaris, Hennig-Olsen Is lub Diplom-Is).

Z innych wyrobów cukierniczych gorąco polecam norweskie czekolady (nasza ulubiona to Vill Mørk Melkesjokolade marki Nidar) oraz kokosboller – kokosowe pianki oblane mleczną czekoladą i posypane wiórkami kokosowymi – dostępne w marketach i cukierniach, jak również w Oslo Kokosboller fabrikken. Oczywiście wypada także spróbować kultowego czekoladowego wafelka Kvikk lunsj.

Dużą popularnością w Norwegii cieszy się marcepan (marsipan) stanowiący przede wszystkim nieodłączny element Świąt Wielkanocnych (påske) i Bożego Narodzenia (jul). Marcepanowe słodkości znajdują się między innymi w wielkanocnym jajku wypełnionym rozmaitymi słodyczami (påskeegget), zaś podczas Świąt Bożonarodzeniowych hitem są marcepanowe świnki (marsipangris). Dużą popularnością podczas rozmaitych imprez cieszą się ciasta i torty (bløtkake med marsipan / marsipankake) pokryte marcepanem. Oprócz gotowych marcepanowych słodkości w norweskich sklepach można kupić masę marcepanową (w postaci „kiełbasek” albo bloków), którą możemy wykorzystać do lepienia figurek, dekorowania ciastek i tortów oraz marcepanowych wypieków takich jak chociażby wspomniane wcześniej świąteczne ciasto kransekake. Oczywiście lepszy i zdrowszy od tego „sklepowego” jest „prawdziwy” domowy marcepan, do którego wykonania wystarczą zaledwie trzy podstawowe składniki – drobno zmielone migdały (mąka migdałowa), cukier puder i białka jaj.

Jeśli zaś od sklepowych łakoci preferujecie desery, które są bardziej „fit”, „raw” i bezglutenowe to koniecznie odwiedźcie kawiarnię Oslo Raw specjalizującą się w tego typu wyrobach!

Norweska kuchnia. Cynamonowe bułeczki

Norweska kuchnia. Cynamonowe bułeczki

Norweska kuchnia. Cynamonowe bułeczki

Norweska kuchnia. Kransekake

Norweska kuchnia. Kransekakestenger

Norweska kuchnia. Lukrecja

Norweska kuchnia. Lukrecja

Norweska kuchnia. Kvikk Lunsj

Norweska kuchnia. Lody o smaku brunosta

Przerwa na kawę

Jak zapewne słyszeliście Norwegowie pochłaniają ogromne ilości kawy i od wielu lat znajdują się w czołówce narodów spożywających najwięcej czarnego trunku na świecie (w przeliczeniu na jednego mieszkańca). Większość pije kawę czarną, jasno paloną, bez żadnych dodatków, kilka razy dziennie.
Oslo jest jednym z lepszych miast na świecie dla miłośników kawy, zaś miejscem, które powinniście odwiedzić w pierwszej kolejności jest kawiarnia Tim Wendelboe (w dzielnicy Grünerløkka) należąca do najlepszego norweskiego baristy.
Z dobrej kawy w norweskiej stolicy słyną także takie kawiarnie jak Supreme Roastworks, Fuglen oraz rodzima sieciówka Stockflets. Kawiarnia Hendrix Ibsen to z kolei miejsce będące połączeniem baru kawowego, mini browaru i sklepu z używanymi winylami. Poza najpopularniejszymi napojami kawowymi w ofercie jest także kawa nitro (nitrokaffe / nitrogenkaffe) – parzona na zimno.

Norweska kawa z jednej z uznanych palarni to doskonała pamiątka z podróży. Fanom norweskiego black metalu polecam zaopatrzyć się w Black Coffee z palarni kawy Solberg & Hansen (do kupienia w hali spożywczej Mathallen), która inspirowana jest norweskim black metalem i reklamowana jest jako pierwsza na świecie kawa palona w piekle – norweskiej miejscowości Hell

Smaki Oslo. Kawa u najlepszego baristy.

Smaki Oslo. Kawa nitro, piwo i winyle

Smak Trondheim. Kawa palona w piekle

Norweska kuchnia. Kawa w Oslo

Norweska kuchnia. Kawa w Oslo

Skål!

Akevitt jest uważany za narodowy trunek w Szwecji, Danii i Norwegii. Nazwa pochodzi od łacińskiego „aqua vitae” oznaczającego „wodę życia”, co nawiązuje do faktu, że dawniej traktowany był jako lek na niemal wszystkie dolegliwości.
Początkowo byłam do akevitt dość sceptycznie nastawiona, ale z perspektywy czasu uważam, że jest to trunek bardzo smaczny, uniwersalny i przede wszystkim świetnie pasujący do wielu typowych norweskich potraw. Będąc z wizytą w Norwegii przynajmniej raz powinniście skosztować tego skandynawskiego specjału.
Akevitt od innych rodzajów wódek wyróżnia się wyrazistym smakiem i aromatem będącym wynikiem zastosowanych podczas produkcji przypraw i dodatków – najcześniej takich jak kminek, anyż, koper włoski, kolendra, cynamon, wanilia, goździki, skórka cytryny. Przyjęło się, że mianem norweskiego akevitt określa się trunek bazujący na wódce destylowanej z ziemniaków (w Danii i Szwecji używa się zazwyczaj wódki ze zbóż) i leżakujący w dębowych beczkach min. sześć miesięcy, o zawartości min. 37,5 procent alkoholu.
W sklepach monopolowych (Vinmonopolet) w Norwegii możecie znaleźć bardzo dużo rodzajów akevittu. Niektóre są rekomendowane do dań rybnych i owoców morza, inne pasują do mięs. Są także typy łagodniejsze w smaku, o niższej zawartości alkoholu oraz wersje bezalkoholowe (alkoholfritt). Do tego dochodzą oczywiście wydania świąteczne (juleakevitt) pasujące do nieco cięższych, tradycyjnych potraw lub konkretnych dań takich jak lutefisk (dorsz z ługu) czy ribbe (żeberka wieprzowe).
Jeśli preferujemy czysty smak ziół i przypraw bez aromatu beczki i innych dodatków, powinniśmy wybrać jasny akevitt – zwany często taffelakevitt. Odmiany o ciemniejszej, brązowej barwie to te z armonatem wanilii, suszonych owoców, karmelu i wskazuje na fakt, że alkohol leżakował w beczkach po sherry, porto albo innym winie deserowym.
Akevitt świetnie się sprawdza także jako składnik drinków oraz rozgrzewającego grzańca (gløgg) np. na bazie soku jabłkowego z dodatkiem imbiru i szczyptą korzennych przypraw.

Poza akevittem warto spróbować typowego norweskiego gløggu, który przyrządza się ze składników takich jak: czerwone (czasem białe) wino, przyprawy (cynamon, goździki, imbir), skórka pomarańczowa oraz cukier i bakalie (najczęściej migdały i rodzynki). Czasami trunek wzmacnia się innym alkoholem, ale istnieją także warianty bezalkoholowe na bazie soków owocowych. Grzane wino jest oczywiście najbardziej popularne zimą i w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Miłośnikom piwa lub też cydrów Norwegia również ma wiele do zaoferowania. Wystarczy wymienić browary z dalekiej północy takie jak Mack w Tromsø oraz Svalbard Bryggeri AS. Poza tym, że norweskie piwa są smaczne to dodatkowo projekt butelek i opakowań często stanowi już odpowiednią zachętę do zakupu – zobaczcie chociażby 7 Fjell Bryggeri z Bergen lub też Ægir Bryggeri z miejscowości Flåm.
Dzieci oraz osoby stroniące od alkoholu mogą skosztować vørterøl – bezalkoholowego napoju wytwarzanego z wody, słodu i chmielu o lekko korzennym, słodkim smaku. Vørterøl idealnie gasi pragnienie podczas aktywnego dnia spędzonego na norweskim szlaku.

I oczywiście pomiędzy tymi wszystkimi specjałami nie zapominajcie o piciu dużej ilości wody. W Norwegii „kranówka” jest nie tylko zdrowa i smaczna, ale też dostępna wszędzie i za darmo!

Norweska kuchnia. Akevitt

Norweska kuchnia. Piwo

Norweska kuchnia. Verterøl

Kulinarne pamiątki i prezenty

Co przywieżć z Norwegii? Przede wszystkim ser brunost, suszoną kiełbasę lub/i rybę, kawę ze znanej palarni, słodycze, pieczywo chrupkie, dżemy (np. z maliny moroszki, czerwonej borówki), akevitt albo inny trunek.
W większość tego typu produktów zaopatrzycie się w norweskich marketach (największy wybór jest w sieci Meny), w hali targowej Mathallen, w sklepie Flavours Food Market w Østbanehallen (hali Głównego Dworca w Oslo, stacja metra Jernbanetorget) i oczywiście na targach (np. Bondens marked) oraz festiwalach kulinarnych (np. Matstreif w Oslo).

5 Comments

  1. codojedznia
    25 marca 2019

    Mnóstwo ciekawych informacji. Szwecja i Norwegia nie tak dawno ten sam kraj a jednak różnice są choćby odnośnie kuchni

    Odpowiedz
    1. Marta
      25 marca 2019

      To prawda, ale jest również dużo podobieństw i dotyczy to nie tylko Szwecji, ale również Islandii czy Danii.
      Przykładem może być chociażby zamiłowanie do cynamonowych bułek, hot-dogów czy kawy…

      Odpowiedz
  2. Ewa
    27 marca 2019

    Już za niecały miesiąc będę miała te smakołyki na co dzień

    Odpowiedz
    1. Marta
      27 marca 2019

      Ooo! Wybierasz się znowu w nasze rejony? Jaki masz plan tym razem? Planujesz wizytę w Oslo?

      Odpowiedz
  3. Anna
    3 kwietnia 2019

    A ja mam pytanie, czy Norwegowie jedzą te łososie nafaszerowane chemią? W Polsce uważane są za najgorsze ryby ze sztucznych hodowli. W Norwegii byłam 20 lat temu i jadłam ryby głównie w Bergen. Poza tym wtedy takich historii z chemicznymi łososiami jeszcze nie było…

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Marta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *