Brunost. Ser najbardziej norweski z norweskich

Ser najbardziej norweski z norweskich

Zamieszczając ten wpis rozpoczynam na blogu serię artykułów z cyklu: smaki z podróży (czyli czego spróbować i co przywieźć z podróży).

Spróbowałam go po raz pierwszy jakieś 3 lata temu podczas pierwszej wizyty w Norwegii. I od razu stał się jedną z wielu rzeczy, którą w tym kraju uwielbiam. Mowa nie o łososiu, który większości osób najbardziej kojarzy się z tym krajem, ale o norweskim specjale, jakim jest brązowy ser Brunost.

Na początku podchodziłam do niego sceptycznie, ale bardzo szybko kanapka z ciemnym pieczywem, norweskim serem i dżemem stała się jednym z moich ulubionych przysmaków!

Osoby spodziewające się typowego serowego smaku mogą być zaskoczone. Brunost jest słodki, z wyjątkową nutką karmelu i kojarzy się cukierkami krówkami.
Właściwie etykieta „ser” technicznie niespecjalnie do niego pasuje, gdyż wytwarzany jest inaczej niż typowe, znane nam produkty tego typu. To właśnie proces produkcji sprawia, że jego wygląd, konsystencja i smak są tak wyjątkowe.

Podczas gdy ser w większości krajów wytwarzany jest ze zsiadłego mleka, norweski brunost powstaje z serwatki czyli produktu ubocznego wytwarzanego przy produkcji tradycyjnego sera. Do serwatki dodaje się mleko, a następnie śmietanę i gotuje przez kilka godzin tak, aby woda wyparowała. Zawarta w mleku laktoza krystalizuje się, mieszanka gęstnieje i zamienia się w karmel, który nadaje serowi charakterystycznego koloru, zapachu i słodkiego smaku. Tak przygotowany ser wlewa się do prostokątnych lub okrągłych form i chłodzi.

Brunost sprzedawany w kostkach kroi się przy pomocy specjalnej łopatki (noża) do sera, która co ciekawe stanowi kolejny norweski wynalazek ;).

Swój kolor i smak brunost zawdzięcza dość nietypowemu sposobowi produkcji. Podczas gdy ser w większości przypadków wytwarzany jest ze zsiadłego mleka, norweski brunost powstaje z serwatki czyli produktu ubocznego wytwarzanego przy produkcji tradycyjnego sera. Do serwatki dodaje się mleko, a następnie śmietanę i gotuje przez kilka godzin tak, aby woda wyparowała. Zawarta w mleku laktoza krystalizuje się, mieszanka gęstnieje i zamienia się w karmel, który nadaje serowi charakterystycznego koloru, zapachu i słodkiego smaku. Tak przygotowany ser wlewa się do prostokątnych lub okrągłych form i chłodzi.

Brunost występuje w kilku odmianach. Najbardziej znanym jest Gudbrandsdalsost – dostępny w czerwonym opakowaniu. Nazwa tego sera pochodzi od doliny Gudbrandsdalen, która zasłynęła jako miejsce powstania brunosta. Przepis opracowany został ponad 140 lat temu na podstawie domowej receptury mleczarki Anne Håv, która w połowie XIX wieku zaczęła przyrządzać tłusty brązowy ser podobny do tego, który obecnie można kupić w Norwegii. Gudbrandsdalsost wykonany jest z mieszanki koziego i krowiego mleka. Flotemysost wyprodukowany wyłącznie z mleka krowiego i jest łagodniejszy w smaku. Geitost jest natomiast wytwarzany z mleka koziego i ma ostrzejszy i bogatszy smak niż flotemysost. Jest także wersja świąteczna – Julebrunost z przyprawami i posmakiem kardamonu. I oczywiście jest również brunost w tubce…

Tym, którym smakuje brunost powinien zasmakować również Prim – norweski produkt mleczny, o kremowej konsystencji, przypominający topiony serek, wytwarzany w taki sam sposób co brunost, ale o bardziej płynnej konsystencji. Idealny jako „smarowidło” kapanek. Wyprodukowany jest na bazie mleka krowiego (75%) i koziego (25%). Za tym produktem akurat nie przepadam (zbyt słodki), ale wspomnieć o nim wypada.

Moje ulubione połączenie smakowe to chleb chrupki (knekkebrød) – najchętniej Vasa o smaku cynamonowym, brunost i norweski dżem (malinowy, truskawkowy albo rabarbarowy). Norweski ser bardzo lubię również z poularnymi w Norwegii goframi (vafler).
Jedzenie brunost jako pålegg (czyli na kanapce) to jednak nie jedyne jego zastosowanie. Przygotowuje się z niego sosy, kremy i polewy, dodaje do ciast (brunostkake) i deserów takich jak lody o smaku brunosta (brunostis).

Ser brunost firmy Tine

Brunost to lokalny przysmak, który najbardziej kojarzy mi się z wizytami w Norwegii. Będąc na miejscu zawsze kupuję go do kanapek na śniadanie lub kolację, jak również zabieram ze sobą na wycieczkę w góry.

Jest to jedyny norweski produkt, którego przywiezienia nie potrafię sobie odmówić. Lubię dawać go w prezencie najbliższym albo wykorzystać do przyrządzenia domowego posiłku.

Czasami próba przewiezienia sera dostarcza też dodatkowych wrażeń Pewnego razu, gdy wracałam z Norwegii obsługa lotniska wyraźnie zainteresowała się zawartością mojego plecaka, który został kilkukrotnie prześwietlony, a następnie szczegółowo przeszukany. Oczywiście okazało się, że nie przemycam przez norweską granicę żadnych niebezpiecznych przedmiotów, a jedynie kostkę Gudbransdala

Z przywiezionej ostatnio porcji brązowego sera przyrządziłam moje ulubione norweskie śniadanie czyli kanapki z pełnoziarnistym chlebem (upieczonym w domu), brunostem i dżemem malinowym. Do takiego posiłku pasuje oczywiście kawa (którą Norwegowie spożywają w bardzo dużych ilościach)

W Norwegii ser brunost można znaleźć wszędzie, w Polsce jest już o to bardzo trudno (za to łatwiej dostać dobre pieczywo). Do kanapki z brunostem polecam skandynawski dżem z maliny moroszki (ten akurat można dostać w sklepach należących do pewnej szwedzkiej sieci), ale dobrze smakuje także z dżemem z „naszych” owoców leśnych.

Być w Norwegii i nie spróbować brunosta, to jak być we Włoszech i nie spróbować pizzy, albo być w Irlandii i nie napić się Guinessa ;). Podczas kolejnej wizyty z pewnością ponownie ulegnę kanapce z brązowym serem i przynajmniej jedną kostkę przywiozę do domu.

Więcej o Brunost (bibliografia):
Na stronie firmy TINE
Na Wikipedii

Kanapka z serem brunost i dżemem

Kanapka z serem brunost i dżemem

Kanapka z serem brunost i dżemem

Poniżej kilka migawek z pierwszej wizyty w Norwegii

Norwegia

Norwegia

Norwegia

Norwegia

Norwegia

11 Comments

  1. martula
    2 lipca 2013

    Jeju – jak ja kocham Brunost – a jem go raz na trzy lata jak przyjedzie rodzina z Norwegii. Jak ktoś się dowie gdzie kupić go w Polsce – najlepiej z wysyłką (bo jakoś nie wierzę, że znajdę go w okolicy_ bardzo proszę – dajcie znać

    Odpowiedz
    1. Marta
      6 lipca 2013

      Dobrze, że chociaż raz na trzy lata masz okazję zjeść Brunost…
      Ja również jadłabym go częściej, ale niestety jak dotąd nie znalazłam miejsca w Polsce, gdzie można by było zakupić ten norweski przysmak. Staram się natomiast z każdej wizyty w Norwegii przywieźć chociaż jedno opakowanie

      Odpowiedz
  2. Milka
    23 lutego 2014

    Właśnie przywiozłam kilka kostek z Norwegii, więc jeśli ktoś miałby ochotę to zapraszam

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. As
    21 grudnia 2015

    Ostatnio można upolować na allegro.

    Odpowiedz
  4. majka
    3 maja 2016

    Po 26 latach jadłam Brunost pycha wróciły wspomnienia wspaniałe wakacje w Norwegii

    Odpowiedz
  5. stefano
    5 listopada 2016

    witam wszystkich przebywam w norwegi jesli by ktos chciał serek prosze pisac wiadomosc https://www.facebook.com/matolek.torento aktualne do 13grudnia bo wtedy bede w pl pozdrawiam

    Odpowiedz
  6. Szaibot
    29 kwietnia 2017

    W Trojmiescie jest siec burgerowni Surf Burger i robia burgera „karmelove” z plastrem brunosta wlasnie, polecam dodatkowo plaster bekonu

    Odpowiedz
    1. Marta
      3 maja 2017

      Burger z brunostem? Tego jeszcze nie próbowałam. Ciekawy pomysł

      Odpowiedz
      1. Pyza
        3 września 2017

        Chyba chodziło ci o po prostu Karmel. Ale tak, jest zachwycający! Reszta hamburgerów z surfa – poprawna. Karmel bije je wszystkie na głowe!

        Odpowiedz
  7. Asia
    9 sierpnia 2017

    Miałam to samo na lotnisku, jak wiozłam kostkę tego sera do domu

    Odpowiedz
  8. Anna
    26 lutego 2018

    dżem z maliny moroszki też jest w norwegii – multesyltetoy w każdym spożywczym

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *