Barcelona.
Rambla, Gaudi, Churros

BarcelonaBarcelona nigdy szczególnie nie wzbudzała mojego zainteresowania, ale jest to jedno z tych miejsc, o których słyszałam dużo od innych i które wreszcie postanowiłam odwiedzić żeby wyrobić sobie własne zdanie.
Gdy nadarzyła się odpowiednia okazja, zorganizowałam więc weekendowy wypad do tego słynnego hiszpańskiego miasta. Poza tym wyjazd w cieplejsze rejony Europy to zawsze okazja do skorzystania z lepszej pogody w trakcie w czasie naszej srogiej zimy

Jak przystało na popularną wśród podróżnych metropolię wybór różnego rodzaju kwater w Barcelonie jest ogromny. Mimo tego (a może właśnie dlatego) nie jest łatwo zdecydować na najbardziej dogodne rozwiązanie. Szukając lokum polecam zapoznać się z szeroką ofertą noclegową serwisu wimdu.pl. Ceny pięknie urządzonych apartamentów i mieszkań, które można zarezerwować za pośrednictwem Wimdu są niejednokrotnie bardziej korzystne od tych dostępnych w hotelach.

***

„Lądowanie przeprowadzone bez przeszkód. (…) Zachmurzenie małe; lekki wiatr z kierunku południowego; temperatura 15 stopni Celsjusza; wilgotność względna 56%; stan morza: spokojne.”

Lądując na barcelońskim lotnisku El Prat przywołuję w myślach fragmenty książki „Brak wiadomości od Gurba” autorstwa hiszpańskiego pisarza Eduarda Mendozy. Kapitan statku kosmicznego oraz jego podwładny (tytułowy Gurb) lądują na naszej planecie nieopodal Barcelony, a ich misją jest bliższe poznanie ziemskiej kultury. Wspomniana lektura pełna przezabawnych spostrzeżeń głównego bohatera – kosmity – na temat wspomnianej metropolii i zwyczajów mieszkańców miała spory wpływ na podjęcie mojej decyzji o odwiedzeniu tego miasta.

Podobnie jak bohater książki Mendozy opuszczam statek (czyt. samolot), materializuję się w centrum miasta (korzystając z transportu miejskiego), wtapiam się w tłum i próbuję przystosować się do panujących warunków.

Pogoda jest dokładnie taka jak w dniu lądowania Gurba. Bezchmurne niebo i około 15 stopni Celsjusza w porównaniu z typową, grudniową polską aurą stanowi miłą odmianę. Z pewnością ułatwi to zwiedzanie miasta, ale powstaje pytanie, czy w ciągu weekendowego pobytu uda mi się poczuć atmosferę Barcelony i zrozumieć, co kosmitów takich jak Gurb, ale również wielu znanych mi Ziemian skłania do przybycia tutaj.

Obowiązkowe ramblowanie

Z Aerobusa wysiadam w sercu Barcelony – na Plaça de Catalunya (Plac Kataloński). Jest to miejsce gdzie przecinają się główne aleje miasta, które prowadzą do najważniejszych dzielnic – takiej jak Barri Gòtic (Dzielnica Gotycka), Ciutat Vella (Stare Miasto) i Eixample (z dziełami Gaudíego). Plac Kataloński jest równocześnie ważnym węzłem komunikacyjnym. Znajduje się tutaj główna stacja
metra, jak również zatrzymuje się wiele miejskich, ale też turystycznych autobusów.

Startując z Plaça de Catalunya wkraczam na najsłynniejszą z barcelońskich ulic – Las Ramblas – zwaną też La Rambla. Ulica stanowi dawne sezonowe koryto rzeki i stąd też pochodzi jej nazwa – od arabskiego słowa „ramla” oznaczające piaszczyste koryto.

Po obydwu stronach szerokiego deptaka znajduje się jezdnia dla ruchu kołowego, natomiast wzdłuż całej długości alei są posadzone drzewa. Nawet w sobotni poranek chodnik jest zatłoczony – zarówno przez turystów, jak i miejscowych.

La Rambla ma 1,2 km długości i prowadzi z Plaça de Catalunya do portu – Port Vell. Na końcu alei (od strony portu) znajduje się pomnik Krzysztofa Kolumba (jeden z symboli miasta). Postać odkrywcy zwrócona jest ku morzu, a palcem wskazuje on Amerykę.

Las Ramlas w Barcelonie
Las Ramblas – najbardziej znana ulica Barcelony

W rzeczywistości na Las Ramblas składa się pięć odrębnych ulic, biegnących kolejno po sobie, a dodatkowo, od 1990 roku, w jej skład wchodzi również drewniane molo w porcie zwane Rambla de Mar.
Każda z ulic składających się na słynną aleję nosi inną nazwę (stąd forma w liczbie mnogiej – Las Ramblas). Rozpoczynając od Plaça de Catalunya są to: Rambla de Canaletes (nazwa pochodzi od źródełka), Rambla de los Estudios (Rambla Studiów), Rambla de San Josep (Świętego Józefa) zwana też Rambla de las Flores (Rambla Kwiatów). Następnie rozpoczyna się Rambla de los Caputxins (Rambla Kapucynów), a ostatni odcinek tworzy Rambla de Santa Monica (Rambla Świętej Moniki), na końcu której znajduje się pomnik Krzysztofa Kolumba.

Port Vell i Rambla de Mar

Pomnik Krzysztofa Kolumba

W czasie spaceru ciężko się zorientować, że jesteśmy już na kolejnej ulicy, a o różnicy świadczy jedynie asortyment ulicznych bazarów, który zmienia się z pamiątek, poprzez obrazy, kwiaty czy nawet zwierzęta domowe – w zależności od tego, w której części alei się aktualnie znajdujemy.

Las Ramblas to miejsce okupowane przez rozmaitych sprzedawców, jak również ulicznych artystów, przebierańców, wróżbiarzy i… wielu „naciągaczy”. Przed przyjazdem naczytałam się ostrzeżeń o grasujących w okolicy kieszonkowcach i oszustach, więc staram się mieć oczy dookoła głowy. O dziwo jednak odnoszę wrażenie, że ten stereotyp jest pewnym nadużyciem, gdyż nie
spotykam się ze zbyt wieloma zaczepkami ani żadnym podejrzanym zachowaniem.

Słynna aleja kipi życiem niemal przez całą dobę, aż strach pomyśleć co dzieje się tutaj w czasie sezonu turystycznego. Mimo pory roku odrobinę zaskakuje mnie fakt, że większość okolicznych stolików znajdujących się na wolnym powietrzu stoi pusta. Być może wiele osób, podobnie jak my, bierze sobie do siebie ostrzeżenia przed wątpliwą jakością serwowanego tutaj jedzenia.
Oczywiście ceny na straganach znajdujących się na alei również niejednokrotnie są wywindowane, ale akurat ten fakt nie powinien nikogo dziwić. W końcu to słynna Las Ramblas…

Trudno uznać tego typu miejsce za szczególnie przyjemne do regularnego spacerowania, ale będąc w Barcelonie po prostu trzeba „poramblować” i przynajmniej raz przejść się tą najbardziej znaną barcelońską ulicą.

Odpoczynek nad morzem

Po przejściu całej La Rambli docieram do Port Vell czyli barcelońskiego portu, który ciągnie się od pomnika Kolumba do plaży Barceloneta. Nabrzeże to już trochę milsze miejsce na przechadzkę aczkolwiek w weekend jest równie oblegane. Drewniany pomost, zwany Rambla de Mar, prowadzi do kompleksu handlowo-rozrywkowego Maremagnum, Akwarium Morskiego (L’Aquarium de Barcelona) i kina IMAX.

Jeśli przyjdzie się tutaj o stosunkowo wczesnej godzinie albo ma się trochę szczęścia można znaleźć wolną ławkę tuż nad wodą. Korzystam więc z okazji do odpoczynku i podelektowania się słońcem, obserwując przy okazji pływające po wodzie mewy, a także grupki mniej lub bardziej „niedzielnych” kajakarzy oraz (rzadziej) wypływające w morze jachty. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że widoki i okoliczne odgłosy mogłyby być bardziej kojące, a nabrzeże ciekawiej

zagospodarowane. Zamiast gwaru dobiegającego z centrum handlowego znajdującego się za nami wolałabym słyszeć szum wody. Szybko jednak dociera do mnie, że przecież nie znajduję się w skandynawskim miasteczku, tylko w jednym z większych hiszpańskich miast i dodatkowo niezwykle popularnym wśród turystów.

Idąc morską promenadą wzdłuż portu docieram do dzielnicy La Barceloneta. Jest to trójkątny nadmorski cypel, który oddziela Port Vell i piaszczyste plaże znajdujące się dalej. Rejon ten był dawniej domem dla ludzi związanych z branżą rybołówstwa oraz marynarzy i nie miał zbyt dobrej sławy. Zmieniło się to po 1990, gdy część Barcelonety została przebudowana na potrzeby Igrzysk Olimpijskich, a na jej terenie pojawiły się pierwsze budynki mieszkalne przeznaczone dla bardziej zamożnych mieszkańców. Obecnie jest ona jedną z bardziej popularnych dzielnic miasta, a na jej
terenie znajduje się słynna plaża barcelońska.

O tej porze roku La Barceloneta nie jest szczególnie oblegana w odróżnieniu od tego, co zapewne ma tutaj miejsce w cieplejszych miesiącach. Pewna grupa osób korzysta jednak z boiska do gry w siatkówkę plażową, na placu zabaw bawią się dzieci, ale w wodzie ćwiczy kilku surferów.

Na plaży znajduje się charakterystyczna rzeźba „Homenatge a la Barceloneta” niemieckiej artystki Rebecki Horn, która przypomina budynek mieszkalny bądź tez cztery ustawione na sobie skrzynki z oknami. Gdy ją mijam miejsce pod konstrukcją jest akurat okupowane przez kilku imigrantów z krajów afrykańskich. Podobnie jak w innych europejskich miastach, również tutaj nie brakuje tego typu przyjezdnych. Fakt ten szczególnie rzuca się w oczy, gdy spaceruje się po ulicach, kupuje coś w sklepie (pracownicy często zdradzają niehiszpańskie pochodzenie), jak również gdy mija się ulicznych sprzedawców oferujących podróbki torebek znanych marek lub okulary przeciwsłoneczne.

Port Vell i Rambla de Mar

Port Vell i Rambla de Mar
Port Vell

Plaża barcelońska
Plaża barcelońska

Gotyckie budynki i cuda Gaudiego

Przyjemniejszym miejscem do spacerów od alei Las Ramblas czy nabrzeża okazują się dla mnie wąskie uliczki Starego Miasta (Ciutat Vella) i Dzielnicy Gotyckiej. Mimo, że szczególnie w weekend miejsca te są równie popularne to jednak ich umiarkowanie kameralny charakter bardziej przypada mi do gustu.

Barri Gòtic (Dzielnica Gotycka) stanowi najstarszą część miasta i serce barcelońskiej starówki położonej na wschód od Las Ramblas. Dzielnicę tworzą kamienne budynki, w których zlokalizowane zostały rozmaite sklepy, bary i restauracje. Układ ulic oraz większość kamienic datuje się na okres średniowiecza, chociaż fragmenty były przebudowane częściowo w XIX i XX
wieku.

Głównym punktem dzielnicy jest natomiast Plaça Sant Jaume. Na tym placu znajdują się najważniejsze budowle miasta: ratusz z XIV wieku oraz Palau de la Generalitat, będący siedzibą rządu katalońskiego. Niedaleko stoi Katedra Świętej Eulalii (Cathedral de la Santa Creu i Santa Eulalia) uważana za jeden z cenniejszych przykładów architektury gotyckiej w Hiszpanii. W okolicy znajduje się także najsłynniejsze muzeum Barcelony – Museu Picasso, które mieści się w średniowiecznym pałacu i posiada jedną z największych na świecie kolekcji dzieł artysty.

Z placu wkraczamy na jedną z typowych, wąskich uliczek Dzielnicy Gotyckiej, którą jest Carrer del Bisbe z charakterystycznym kamiennym mostem łączącym przeciwległe kamienice, który zaprojektował Joan Rubió – znany architekt kataloński.

Barri Gòtic

Barri Gòtic

Barri Gòtic

Barri Gòtic
Ulice dzielnicy Barri Gòtic

Opuszczając Stare Miasto kieruję się do kolejnej ważnej dzielnicy – Eixample, w której znajdują się budynki zaprojektowane przez najbardziej znanego katalońskiego artystę – Antoniego Gaudíego. Z placu Catalunya wkraczam na Passeig de Gràcia – jedną z głównych alei miasta.

Po drodze wypatruję domów zaprojektowanych przez Gaudíego – niebiesko-zielonkawego Casa Batlló ze smoczym wykończeniem dachu i Casa Milá z pofalowaną fasadą i dachem z kominami zwanymi „straszakami na wiedźmy”.

Casa Batlló powstała w 1877 roku, a przebudowana została w latach 1904–1906. Kamienica jest bogato zdobiona, a na jej fasadę składają się liczne elementy nawiązujące do motywów zwierzęcych, takich jak: kości (forma balkonów) czy łuski (płytki na ścianach). Dach budynku przypomina smoka, co nawiązuje być może do legendy o św. Jerzym i smoku, stanowiącej element narodowej tożsamości Katalończyków. Do dekoracji zewnętrznych ścian budynku Gaudí wykorzystał nietypowe materiały takie jak różnokolorowe kawałki ceramiki i potłuczonych kafli.

Casa Milá powstała natomiast w latach 1905–1910, a oficjalnie jej budowa została ukończona w 1912. Kamienica nie jest już tak wielobarwna choć ma równie osobliwy kształt. Szary budynek wyglądający jak wykuty w potężnej skalne zwany jest przez mieszkańców miasta La Pedrera, co znaczy Kamieniołom. Kamienica wygląda ciężko i monumentalnie choć zbudowana jest z cienkich wapiennych płyt. Balkony zdobią kute z żelaza balustrady, których kształt przypomina dzikie chaszcze.

Casa Milá

Casa Milá
Kamienice zaprojektowane przez Antoniego Gaudíego – Casa Batlló oraz Casa Milá

Głównym celem mojego spaceru po eleganckiej dzielnicy Eixample jest jednak ulica Mallorca, a konkretnie znajdujące się na niej najsłynniejsze dzieło Gaudíego – Sagrada Familia.

Kościół, który dla wielu ludzi jest symbolem Barcelony, niestety odrobinę mnie rozczarowuje aczkolwiek spotkałam się z opiniami, że większe wrażenie wywołuje wśród odwiedzających wnętrze budowli.

Budynek jest otwarty dla zwiedzających codziennie, ale w sezonie należy się oczywiście przygotować na odstanie w pokaźnej kolejce. Chętni mogą podziwiać wnętrze świątyni oraz wejść na jedną z wież.

Początkowo projekt kościoła zlecono architektowi Francesc de Paula Villar, ale później został on zastąpiony przez młodego Gaudíego, który poświęcił się w pełni temu zadaniu aż do momentu śmierci w 1926 roku. Obecnie prace są prowadzone pod nadzorem Jordiego Boneta Armengola, syna jednego z długoletnich współpracowników mistrza. Ze względu na złożoność dzieła i brak szczegółowych rysunków wskazujących dokładnie, jakie artysta miał plany, każdy etap budowy poprzedzają skomplikowane badania prowadzone przez zespół architektów. Kościół powstaje od 1882 roku, a prace mają zakończyć się do 2030 roku.

Sagrada Familia to symboliczny budynek, jej trzy monumentalne fasady i poszczególne elementy architektoniczne mają różne znaczenia nawiązujące do religii chrześcijańskiej.

Bez wątpienia świątynia nie przypomina tradycyjnych kościołów, wygląda bardziej jak zamek z piasku, a jej oryginalna bryła i zdobienia wyglądają bardzo interesująco. Mimo to spodziewałam się, że budynek zachwyci mnie bardziej swoim rozmachem czy wysokością. Sądzę jednocześnie, że efekt wizualny będzie lepszy, gdy znikną rusztowania i dźwigi, a budowa świątyni zostanie zakończona.

Casa Milá
Najsłynniejsze dzieło Gaudiego – Sagrada Familia

Panorama Barcelony ze wzgórza

W obrębie miasta znajdują się dwa wzgórza – Montjuïc i Tibidabo, które oferują przyjezdnym możliwość podziwiania miejskiej panoramy.

Wzgórze Montjuïc zlokalizowane jest nieopodal portu, w zachodniej części miasta. Jest ono niewysokie (173 m n.p.m.) i ma stosunkowo płaski szczyt. Wejście lub wjechanie na górę jest najlepszym i najprostszym sposobem aby ujrzeć Barcelonę z lotu ptaka.

Tibidabo (512 m n.p.m.) jest znacznie bardziej oddalone od centrum miasta, chociaż z racji wysokości zapewniać może bardziej okazałe widoki.

Na Montjuïc można wjechać kolejką linową Montjuïc Cable Car, która startuje z plaży La Barceloneta. Na szczyt można wybrać się także pieszo urządzając sobie przy okazji miły spacer po znajdującym się na wzgórzu parku.

The Parc de Montjuïc
Na wzgórze Montjuïc można wjechać kolejką albo wejść na piechotę

Z portu kieruję się na zachód do dzielnicy Sants, w której znajduje się The Parc de Montjuïc. Miejsce zajmuje rozległy teren i oferuje mnóstwo terenów zielonych, ogrodów i placów zabaw.

Park stanowi pierwszą stację wspomnianej kolejki linowej, która następnie zatrzymuje się przy hotelu Miramar, zaś trzeci i ostatni przystanek to zamek Castell de Montjuïc znajdujący się na samym szczycie wzgórza.

Forteca pochodzi z XVII wieku chociaż była jeszcze później rozbudowywana. Zamek otoczony jest siecią rowów i murów, a w strategicznych miejscach znajdują się zabytkowe działa armat.

Ta stara twierdza posiada długą historię ściśle związaną z miastem i jest symbolem hiszpańskiej wojny domowej i reżimu generała Franco. Przez wiele lat przetrzymywano tutaj więźniów politycznych, jak również dokonano licznych egzekucji.

Montjuïc zapewnia rozległy widok na całe miasto. Wschodnia część wzgórza jest praktycznie pionowym klifem, dzięki czemu z góry jest świetny widok na port znajdujący się u jej stóp. Poza panoramą miasta po drugiej stronie możemy zobaczyć autostradę i część przedmieść miasta o wyraźnie przemysłowym charakterze. W dole rozciąga się imponującej wielkości teren pełen kontenerów, pojazdów, maszyn, zaś na wodzie można dotrzeć statki transportujące towary. Widok ten choć nie należy do pięknych to jednak robi wrażenie, gdy pomyśli się o ogromnej skali i logistyce, jaka jest związana z tego typu miejscami.

Sama panorama Barcelony mimo, że rozległa, to jednak nie wzbudza we mnie szczególnie pozytywnych odczuć. Oglądane z tej perspektywy miasto zaskakuje mnie na przykład brakiem spójności w budownictwie, stylu czy wielkości (a może wysokości?) budynków. Zabudowa jest zwarta, a pomiędzy domami praktycznie nie widać drzew (nie licząc tych znajdujących się w kilku
parkach). Patrząc na miasto z góry mam wrażenie, że cała dostępna przestrzeń między wzgórzami, a nabrzeżem została już maksymalnie wykorzystana. Być może jest to jednak z przyczyn pojawienia się pojedynczych, wysokich, lśniących wieżowców, które kontrastują z zabytkowymi, niskimi kamienicami i wprowadzają niestety chaos w potencjalnie ładny krajobraz.

Taki pełen nieładu widok, jak również unoszący się nad miastem smog nie powinien jednakże dziwić, gdyż stolica Katalonii jest podobno jednym z najgęściej zaludnionych miast świata.

Abstrahując od estetycznych odczuć, The Parc de Montjuïc wydał mi się jednym z milszych miejsc na spacer czy jogging z widokiem na Barcelonę, jak również odpoczynek w towarzystwie sangrii
lub piwa estrella

Castell de Montjuïc

Castell de Montjuïc

Castell de Montjuïc
Castell de Montjuïc znajdujący się na szczycie wzgórza

Montjuïc
Panorama Barcelony ze wzgórza Montjuïc

Park Cytadeli

W ramach przerwy od szwendania się po ulicach odwiedzam także najstarszy park Barcelony – Parc de la Ciutadella (park Cytadeli). Park położony jest na wschód od centrum miasta i jest popularnym miejscem wytchnienia dla mieszkańców miasta. W niedzielne popołudnie trudno znaleźć tutaj wolną ławkę, jak również spokój, gdyż głównymi spacerowiczami są rodziny z dziećmi

Park powstał w miejscu wybudowania przez Filipa V cytadeli (stąd nazwa miejsca) w 1714 r., po upadku Barcelony oblężonej przez wojska francusko-hiszpańskie. W tym celu zlikwidowanych zostało 40 ulic i wyburzono 1262 budynków. Dzięki twierdzy władca chciał kontrolować sytuację w mieście. Przez wiele lat po wojnie cytadela pełniła funkcje politycznego więzienia, jednakże po rewolucji z 1868r. została zburzona, a w jej miejscu powstał ogólnodostępny park.

Poza ogrodami, ścieżkami do spacerowania i rzeźbami znajduje się tutaj niewielkie jezioro, po którym można popływać wynajętą łódką. Na terenie parku znajduje się także miejskie ZOO, siedziba parlamentu katalońskiego oraz muzeum sztuki współczesnej.

Najbardziej widowiskowym (chociaż dla mnie również przereklamowanym) miejscem jest kaskada zbudowana w 1888r. W sumie obiekt składa się zabytkowej fontanny i niewielkiego wodospadu, na którego szczyt można dotrzeć z dwóch stron symetrycznymi schodami. Przy realizacji projektu pracował jako student architektury Antonio Gaudí.

Parc de la Ciutadella
Kaskada w Parc de la Ciutadella – najstarszym parku Barcelony

Park opuszczam od strony północnej i wychodzę tym samym na szeroką promenadę, na końcu której znajduje się Arc de Triomf – olbrzymi łuk triumfalny z cegły ozdobiony licznymi płaskorzeźbami. Tą charakterystyczną budowlę zaprojektował inny wybitny kataloński architekt – Josep Vilaseca i Casanovas. Łuk stanowił bramę wejściową na teren Wystawy Światowej, zorganizowanej w 1888 roku na nowo zagospodarowanych terenach, zajmowanych dawniej przez
twierdzę.

Co ciekawe jest to jedyny łuk triumfalny na świecie, który nie posiada charakteru militarnego i został wybudowany z myślą o samych mieszkańcach. Obecnie łuk jest miejscem, gdzie kończą się największe maratony w mieście.

Arc de Triomf
Arc de Triomf – olbrzymi łuk triumfalny z cegły ozdobiony licznymi płaskorzeźbami

Targ pełen pokus

Obowiązkowym punktem mojej wizyty w Barcelonie jest wizyta na najbardziej znanym bazarze – La Boqueria, a właściwie Mercat de Sant Josep de la Boqueria, bo tak brzmi jego pełna nazwa.

La Boqueria
Mercat de Sant Josep de la Boqueria – słynny barceloński targ

Targ położony jest przy Las Ramblas, więc łatwo do niego trafić. Bazar posiada długą historię, a pierwsza wzmianka na temat La Boqueria pochodzi z 1217 roku kiedy miejsce to służyło jako targowisko, na którym sprzedawano mięso oraz jego przetwory. Budynek bazaru był wielokrotnie przebudowywany a ostateczny kształt nadano mu w 1911 roku.

Obecnie jest to miejsce pełne smaków, zapachów, kolorów i wielu pokus, gdyż patrząc na niezwykle estetycznie wyglądające stoiska ma się ochotę zjeść połowę asortymentu ;). Można tutaj kupić owoce, warzywa, ryby, mięso, sery, jak również słodycze. Targ podzielony jest na swego rodzaju rewiry, z których każdy oferuje innego rodzaju produkty. Nie brakuje także małych barów oferujących tapas oraz inne lokalne specjały. Na owocowych stoiskach można kupić gotowe sałatki, koktajle i soki z rozmaitych owoców. Nad kolorowymi warzywami zwisają niezliczone rodzaje papryczek, a na ladach w dziale rybnym leżą ogromne ośmiornice, homary i rozmaite owoce morza. Ciężko oderwać wzrok również od rozmaitych słodkości – czekoladek, bakalii, nugatów czy kolorowych lizaków z nazwą Barcelona.

Targ La Boqueria zrobił na mnie duże wrażenie i raczej nie sprawia on moim zdaniem miejsca sztucznego czy stworzonego pod przyjezdnych. Wprawdzie spotkać można na nim wielu turystów przede wszystkim robiących zdjęcia (tak, ja też zrobiłam… ;), ale jednocześnie wydaje się, że głównymi klientami stoisk są miejscowi, którzy rozmawiają ze sprzedawcami i zaopatrują się w potrzebne produkty.

Ja również nie mogłam odmówić sobie zrobienia małych zakupów, zaś najbardziej ucieszyłam się, gdy na jednym ze stoisk dostrzegłam wreszcie hiszpański przysmak, za którymi rozglądałam się od początku pobytu, a mianowicie churros (po katalońsku „xurro”)! Te słodkie wypieki od zawsze kojarzyły mi się ze wspomnianą książką Eduarda Mendozy. Główny bohater oszalał na ich punkcie i codziennie pożerał ich zatrważające ilości – później odchorowując to szaleństwo

Kultowe smakołyki intrygowały mnie odkąd o nich po raz pierwszy przeczytałam, a opisane sensacje żołądkowe bohatera książki nie powstrzymały mnie przed ich spróbowaniem. Churros zgodnie z przewidywaniami okazały się koszmarnie słodkie i tłuste. O dziwo jednak nawet mi zasmakowały! Nie wyobrażam sobie jednak, jak można je spożywać codziennie w dużych ilościach.
Do takich rzeczy zdolni są chyba tylko kosmici szwendający się po Barcelonie

Dla wyrównania smaków kupuję na jednym ze stoisk sałatkę owocową i do idealnego śniadania brakuje mi już tylko gorącej kawy albo… czekolady. Wiele kawiarni na mieście oferuje popularne churrosy w zestawie właśnie z gorącą czekoladą co określane jest jako „Chocolate con churros”.
Do dopiero jest zabójcza mieszanka!

W większości lokalów na mieście królują oczywiście hiszpańskie specjały, a co kilka kroków reklamują się bary tapas oraz restauracje oferujące rozmaite rodzaje paelli. Z alkoholi poza sangrią popularne jest również orzeźwiające musujące, białe lub różowe wino cava, jak również
rojia.

La Boqueria

La Boqueria

La Boqueria
Stoiska z owocami i warzywami na targu La Boqueria

La Boqueria

La Boqueria
Słodkie przysmaki na targu La Boqueria

La Boqueria

La Boqueria
Stoiska z rybami, owocami morza i mięsem

Churros
Churros. Koszmarnie słodkie i tłuste, ale musiałam ich spróbować

Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia stanowią dla mnie dodatkową okazję do zakupienia oraz spróbowania wielu lokalnych specjałów. Na jednym z ulicznych straganów nabywam turrón czyli bardzo popularną hiszpańską wersję nugatu. Przygotowany na bazie miodu i gęsto wypełniony orzechami okazał się przepysznym śniadaniem przed kolejnym aktywnym dniem spędzonym na
zwiedzaniu Barcelony.

Turrón
Turrón. Hiszpański nugat bardzo popularny w czasie Świąt i smakowita pamiątka z podróży

Ostatniego dnia idę na wieczorny spacer po Las Ramblas, która rozświetla mnóstwem świątecznych, kolorowych lampek. Każda z ulic w pobliżu słynnej alei wyróżnia się innym oświetleniem. Nie wyobrażam sobie jednak Świąt bez śniegu… Z tego, ale też i z kilku innych powodów nawet z lekką radością opuszczam to miasto.

Mimo, że w ciągu weekendowego pobytu nic mnie szczególnie w Barcelonie nie urzekło, to jednak chętnie tutaj jeszcze kiedyś wrócę – chociażby po to, aby najeść się churros Z pewnością coś musi być w tym mieście, co sprawia, że lgną do niego pisarze, artyści, zakochani. Być może byłam tutaj zbyt krótko, aby poczuć „to coś” i wyrobić sobie odpowiednie zdanie na temat tej ogromnej metropolii. Zupełnie innym powodem jest fakt, że z reguły preferuję mniejsze miasta, o łatwiejszym do uchwycenia charakterze i mniej południowym klimacie.

Obiektywnie Barcelona ma wiele do zaoferowania – ciekawą architekturę i gotyckie zabytki, liczne bary i restauracje, muzea. W ciągu weekendu nie udało mi się jednak zasmakować jej na tyle, aby poznać charakter tego wielkiego miasta. Może to wina krótkiego pobytu, a być może mojego lekkiego skrzywienia na punkcie Północy Europy, ale faktem jest, że czułam się trochę jak kosmita wciąż szukający Gurba

Świąteczna Barcelona

Świąteczna Barcelona
Barcelona po zmierzchu

Świąteczna Barcelona
Świąteczne ulice Barcelony

9 Comments

  1. lutka40
    20 grudnia 2012

    Powiem szczerze – zazdroszczę !
    Bardzo ciekawie napisane .Świetnie się czyta i ogląda

    Odpowiedz
    1. Marta
      20 grudnia 2012

      Dziękuję
      Cieszę się, że moja kolejna relacja się Tobie spodobała.
      Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  2. Paula_ad
    11 marca 2014

    Wyczerpujące streszczenie z wycieczki, jutro się tam wybieram po raz pierwszy:)

    Odpowiedz
    1. Marta
      11 marca 2014

      Życzę w takim razie udanego pobytu w Barcelonie!

      Odpowiedz
  3. Marzena
    27 lipca 2014

    A ja właśnie wróciłam:-)

    Odpowiedz
  4. Dorota Dyło
    13 grudnia 2014

    Jak lubię takie blogi! Piękne fotografie, jasny sposób pisania i osobiste refleksje. Z końcem roku jadę na krótko do Barcelony (pierwszy raz) i skorzystam z tych informacji. Dziękuję! Dorota

    Odpowiedz
    1. Marta
      13 grudnia 2014

      Dorota, Dziękuję! Udanego wyjazdu!

      Odpowiedz
  5. Agnieszka
    26 stycznia 2016

    Witam,

    Którą dzielnicę Barcelony polecasz jako dobry punkt wypadowy?

    Odpowiedz
    1. Marta
      26 stycznia 2016

      Zwiedzaliśmy praktycznie tylko centrum i nie podróżowałam wiele po innych dzielnicach Barcelony. Najrozsądniej sprawdzić na mapie, gdzie znajdują się interesujące Cię „atrakcje”, które chcesz zwiedzić, a następnie poszukać kwatery w pobliżu albo z dobrym dojazdem do wybranych miejsc…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *