Kusząca zapiekanka szwedzka

Zapiekanka szwedzka Janssons frestelse czyli Pokusa Janssona

Pora na kolejny klasyk na blogu, pochodzący tym razem ze Szwecji, o której już dawno
(bo prawie 2 miesiące nie pisałam.
Tak więc zanim zabiorę się za potrawy z dalekiego wschodu (co jest nieuniknione w obliczu mojej ostatniej podróży) to przedstawiam Wam pewną, niezwykle kuszącą szwedzką zapiekankę

Janssons frestelse czyli Pokusa Janssona to jedna z najbardziej popularnych oraz moich ulubionych skandynawskich potraw.

Najbardziej powszechna teoria mówi, że nazwa tej potrawy została nadana przez Pelle Janzona (1844-1889) – szwedzkiego śpiewaka operowego, a prywatnie miłośnika przeróżnych kulinarnych specjałów. Historia, którą znalazłam w Internecie opowiada o tym, jak pewnego dnia artysta zaprosił do domu kilku swoich przyjaciół, po czym odkrył, że jedynymi produktami , jakie posiada w swojej kuchni są ziemniaki, anchois, cebula i odrobina śmietany…
Muszę przyznać, że czasami w domu spotykam się z podobnym problemem i często w ten sposób z dość spontanicznego połączenia przypadkowych składników rodzą się ciekawe (niemal zawsze zaskakująco dobre dania.

Czytaj dalej

Szwedzka „fika” i cynamonowe bułeczki

Kanelbullar

Gdy po raz pierwszy odwiedziłam Norwegię i Szwecję zakochałam się w skandynawskich miastach, krajobrazach, kulturze, jak również lokalnych przysmakach takich jak te cynamonowe bułeczki.
To była miłość od pierwszego wejrzenia, a właściwie… posmakowania.

Po raz pierwszy spróbowałam ich w Norwegii (nazywają się tam skillingsboller), ale tak naprawdę powstały one w Szwecji, gdzie znane są jako kanelbullar.

Cynamonowe ślimaczki stanowią popularną przekąskę serwowaną w Szwecji do kawy w trakcie tzw. fiki.

Terminem tym określa się przerwę w pracy, szkole lub towarzyskie spotkanie, które może odbywać się w kawiarni lub piekarni, w miejscu pracy, na zewnątrz lub w domu.
Często używa się także określeń fikapaus lub fikarast – samo słowo „fika” dawniej oznaczało po prostu kawę.
Intrygująca dla cudzoziemców może być ilość takich przerw, która w ciągu dnia może być praktycznie nieograniczona – po śniadaniu, po obiedzie, przed kolacją, jak i po kolacji.
Czy wiedzieliście, że Szwecja zajmuje drugie miejsce (za Finlandią) na świecie pod względem ilości spożywanej kawy na jednego mieszkańca?
(źródło: sweden.se).
Czytaj dalej

Sztokholm. Miasto pływające na wodzie.

Sztokholm

Piękno miasta określanego „stolicą Skandynawii” doceniłam w pełni odwiedzając je nie latem, a w styczniu – podczas mroźnej zimy.

Stolica Szwecji położona jest na kilkunastu wyspach połączonych licznymi mostami. Wodę, zajmującą 1/3 powierzchni miasta, pokrywają fragmenty lodu, który tworzy na jej powierzchni fantazyjne kształty.

Obficie ośnieżone drzewa w ogromnym miejskim parku na jednej z wysp skrzą się w promieniach słońca. Wąskie, brukowane, urocze uliczki Starego Miasta pozbawione są tłumów charakterystycznych dla miesięcy letnich. Nie wierzyłam, że polubię zimę w mieście zwanym „Wenecją Północy”.

Czytaj dalej

Karlskrona.
Weekendowy rejs po spokój.

Karlskrona

W jesienny, niedzielny, chłodny wieczór ulice miasta wyglądają na wymarłe. Poza szelestem unoszących się w powietrzu liści i podmuchami wiatru słychać niewiele. W powietrzu zamiast spalin czuć zapach wody otaczającej miasto.

Mijając kolejne budynki, zaglądamy w nieosłonięte okna, szukamy światełek, modeli okrętów, wypatrujemy sylwetek ludzi. Zaledwie 260 kilometrów od Gdyni znajduje się miasto tak różne od tego, co widzimy w Polsce…

Po zapadnięciu zmroku wsiedliśmy na prom, pożegnaliśmy z pokładu Gdynię i zadekowaliśmy się w kabinie oczekując – pomni wcześniejszego rejsu do Szwecji – odgłosów imprez lub co najmniej karaoke. Nie zdziwiło nas więc, gdy chwilę po odbiciu od brzegu usłyszeliśmy zza ściany śpiew naszych rodaków dających upust swojemu zadowoleniu z zakupów poczynionych w sklepie na promie. Z pomocą przyszedł odtwarzacz mp3, który pozwolił na spokojny relaks, lekturę i planowanie nadchodzących dwóch dni pobytu w Karlskronie.

Czytaj dalej

Glögg czyli świąteczna skandynawska rozgrzewka

Katalońska przekąskaWraz z nadchodzącą zimą oraz chłodniejszymi dniami coraz częściej nabieram wieczorami ochoty na kubek rozgrzewającego, aromatycznego napoju takiego jak grzane wino z przyprawami korzennymi.

Mój ulubiony sposób przygotowania „grzańca” pochodzi – jakżeby inaczej – ze Skandynawii

Na północy Europy grzane wino nazywana się glögg (w Szwecji i na Islandii), gløgg (w Norwegii i Danii), a glögi (w Estonii i Finalandii). Trunek ten wywodzi się ze Szwecji, ale jest popularny w całej Skandynawii w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Napój przyrządza się ze składników takich jak: czerwone wino, przyprawy (cynamon, goździki, imbir), skórka pomarańczowa oraz cukier i bakalie (najczęściej migdały i rodzynki).

Istnieje jednakże wiele wersji tego napoju – na przykład z wykorzystaniem białego albo słodkiego wina typu Porto. Czasami trunek ten wzmacnia się dodatkowym, mocniejszym alkoholem, ale istnieją także warianty bezalkoholowe przygotowywane z owocowych soków.
W sklepach (również w Polsce np. w pewnej szwedzkiej sieci można kupić gotowy glögg do podgrzania.

Swoją pierwszą butelkę glöggu przywiozłam z zeszłorocznej wizyty w Szwecji. Był to raczej spontaniczny zakup pokierowany urodą butelki firmy Blossa , gdyż alkoholem mam podobnie jak z perfumami – sugeruję się często opakowaniem i najczęściej taka metoda się sprawdza
Czytaj dalej