Subiektywne top 10 japońskiej kuchni

Japońska kuchnia

Japońska kuchnia jest tak różnorodna, egzotyczna i kusząca, że nawet tygodniowy pobyt w Kraju Kwitnącej Wiśni może być niesamowitym doznaniem kulinarnym.

Spektrum doświadczeń może nie będzie powalające (w końcu mimo wszechobecnych pokus pojemność żołądka bywa ograniczona ;), ale nawet krótka wizyta powinna umożliwić wyrobienie sobie pewnego zdania o tamtejszej sztuce kulinarnej.

Tydzień spędzony w Tokio dał mi możliwość skosztowania wielu produktów i dań, które polubiłam tak bardzo, że od powrotu zdarza mi się często za nimi tęsknić.

Oto mój subiektywny ranking 10 japońskich specjałów.

Część z tych kulinarnych odkryć jest dziełem czystego przypadku, gdyż zdarzało się, że zamawialiśmy coś w ciemno sugerując się jedynie zdjęciem w karcie dań albo… opinią pracownika lokalu, który próbował się z nami porozumieć po japońsku z pewną pomocą wyraźnej gestykulacji
Cóż, wiadomo nie od dziś, że podróże rozwijają. Również kulinarnie

1. Sushi

Numer jeden na mojej liście to sushi. Wybór niby oczywisty, mało oryginalny i pewnie nikogo nie dziwi…
Ot, na pozór płytki stereotyp.
Wiele osób przekonywało mnie o jakości i świeżości japońskiego jedzenia, ale i tak tutejsze sushi zdołało mnie zaskoczyć.
Jestem wielką miłośniczką sushi, ale nie byłam przygotowana na taki szok dla kubków smakowych

Próbowaliśmy sushi w Polsce w różnych wersjach tzn. w kilku lokalach, z gotowych zestawów, a także autorstwa własnego lub znajomych. Raz było lepsze, innym razem gorsze, ale wydawało nam się, że jakieś pojęcie już mamy. Już pierwszy talerzyk świeżego sushi w Kraju Kwitnącej Wiśni dał nam do zrozumienia, że pojęcia nie mieliśmy żadnego.
Podstawowa różnica między polskim, a japońskim sushi to przede wszystkim sama ryba.
W naszym kraju często jest mrożona (taka ponoć jest zdrowsza, gdyż giną wówczas bakterie i pasożyty w niej żyjące), a więc nie jest nigdy tak świeża jak być powinna.

Sushi w Japonii jest też wyjątkowe z powodu różnorodności, gdyż u nas wszystko kręci się głównie wokół łososia, tuńczyka, czasem krewetek albo surimi, a tutaj ile kawałków sushi tyle rodzajów ryb! Warto także nadmienić, że sushi serwowane w Japonii to naprawdę porządne kawałki mięsa.

Pierwszym barem sushi w Tokio (podczas pierwszego dnia zwiedzania), który odwiedziliśmy, było miejsce w dzielnicy Ameyoko, w której znajduje się hałaśliwy targ z niepowtarzalną atmosferą. Spontanicznie wybraliśmy jeden z przybytków o nazwie Oedo Sushi, gdzie wstąpiliśmy na szybkie drugie śniadanie przed wizytą w po porannym spacerze w parku Ueno.
Był to lokal w stylu „kaiten sushi” co oznacza dosłownie „kręcące się sushi”. W tego typu miejscach goście zasiadają najczęściej przy owalnym sushi-barze, zaś talerzyki z przygotowywanymi na bieżąco przekąskami „pływają na łódeczkach” bądź przesuwają się powoli na specjalnej taśmie.
Po środku znajdują się kucharze, których zadaniem jest przygotowywanie nowych kawałków tego smakołyku.
Sushi podawane jest na talerzykach różnego koloru. Po skończeniu jedzenia zbieramy je, podchodzimy do kasy i uiszczamy opłatę.
Lokal był tani, miał niemal „fastfoodowy” charakter, a ja byłam zachwycona!

Najlepszą knajpą serwującą sushi okazał się natomiast lokal o nazwie Sushi Zanmai (www.sushizanmai.com) położony przy słynnym targu Tsukiji. Tym razem usiedliśmy za barem (nieruchomym ;), a sushi było przygotowywane specjalnie na nasze zamówienie. Przeważnie pokazywaliśmy paluszkiem na karcie dań, jaki rodzaj nas interesuje, a kucharz przystępował do przyrządzania sushi. Czynność tą powtarzaliśmy kilka razy, bo ciągle było nam mało dzięki czemu w kilku przypadkach udało nam się opanować mniej więcej poprawną wymowę poszczególnych wersji i zamawiać już klasycznie, bez posiłkowania się obrazkami.

Wizyta w takim miejscu to świetna okazja do skosztowania rozmaitych, także bardziej oryginalnych składników, ale także do ‚podglądania’ i kontaktu z Itamae czyli kucharzem przygotowującym dla nas sushi.

Pochłonęliśmy łącznie z 12 sztuk na głowę do tego sporą porcję imbiru, sosu sojowego i zielonej herbaty. W Sushi Zanmai zjadłam też najlepszego tuńczyka (po japońsku: maguro) w życiu… Surowy, krwisto-czerwony… po prostu rozpływał się w ustach.

A wiecie co jest naprawdę wspaniałe? W Polsce byśmy za mniej wykwintne jedzenie w japońskiej restauracji zapłacili o wieeeele więcej. I kto mówi, że Japonia jest droga?

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi

Lokal Oedo Sushi

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi Zanmai (http://www.sushizanmai.com/) przy słynnym targu Tsukiji

Sushi

Sushi

Sushi

Sushi w miejscowości Kamakura

Sushi

Sushi

„Sklepowe” sushi też jest niczego sobie…

2. Okonomiyaki

W przypadku Okonomiyaki zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Po prostu pozwoliłam się zaskoczyć i – jak łatwo się zorientować – było to zaskoczenie bardzo pozytywnie.

Okonomiyaki to potrawa pochodząca z okolic Hiroszimy, lecz obecnie jest popularna w całej Japonii. Danie to często jest określane jako japońska pizza, ale przypomina ono moim zdaniem bardziej naleśniki albo placki.

Podstawą jest ciasto naleśnikowe oraz kapusta. Pozostałe składniki mogą się od siebie różnić w zależności od wariantu. Ta dowolność znajduje odzwierciedlenie w nazwie dania – „okonomi” dosłownie oznacza „to, co lubisz” lub „ulubiony”.

Pewnego wieczoru spontanicznie wybraliśmy się do restauracji w tokijskiej dzielnicy Roppongi specjalizującej się właśnie w tym daniu. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.
Próbowałam okonomiyaki w sumie w trzech wersjach i każda była przepyszna!

Cechą charakterystyczną restauracji zaczynających układanie menu od okonomiyaki są stoły z wielkimi płytami grzewczymi, na których często samodzielnie smaży się tą potrawę. Płyty te emitują spore ilości ciepła, więc najlepiej wybrać się do takiego miejsca, gdy jest chłodniej czyli na przykład późnym wieczorem

Samodzielne przygotowanie okonomiyaki w lokalu tego typu nie jest trudne, ale przyznam, że my zamówiliśmy gotowe danie, chcąc go posmakować w wykonaniu lokalnego kucharza. Czasami klienci otrzymują składniki i przygotowują posiłek samodzielnie. Dla osób, które wolą nie być zaangażowane w proces gotowania, istnieją też lokale, gdzie potrawa jest przygotowywana przez szefa kuchni i serwowana w formie gotowej do jedzenia. Miejsce, do którego my trafiliśmy nie było (na szczęście dla nas) tym w stylu „cook-it-yourself”

Jeśli ktoś chciałby spróbować zrobić Okonomiyaki samodzielnie to przepis można znaleźć w książce Marcina Bruczkowskiego pt. ”Bezsenność w Tokio”.

Okonomiyaki

Okonomiyaki

Okonomiyaki

3. Suszone ryby i owoce morza

Pomimo, że nie jest to konkretne danie, ale produkt, to jednak muszę wspomnieć o specjałach dostępnych na Tsukiji największym na świecie targu rybnym.
Długo mogłabym się rozpisywać na temat tej wizyty, o tym, jak wielkie wrażenie zrobiło na mnie to miejsce swoją innością, różnorodnością i obfitością ryb i wielu innych produktów, z których wiele widziałam po raz pierwszy w życiu.

Tsukiji

Tsukiji

Najbardziej fantastyczne były dla mnie dostępne na niemal każdym stoisku degustacje, z których subtelnie starałam się korzystać. Wszystko było pyszne, ale jednogłośnie stwierdziliśmy z Mężem, że największym hitem są małe, suszone krewetki – po prostu genialne! Na drugim miejscu są malutkie rybki zanurzone w czymś podobnym do sosu teriyaki oraz suszone rybki posypane sezamem, które smakowały jak słodkie, rybne chipsy. Pyszności!

Nie sposób nie wspomnieć także o suszonych płatkach tuńczyka bonito czyli Katsuobushi, które są wykorzystywane do posypywania wielu dań takich jak wspomniany omlet Okonomiyaki albo Takoyaki – miejsce nr 7 na liście. Płatki efektownie skręcają pod wpływem ciepła przywołując skojarzenie z małymi robaczkami – co na pierwszy rzut oka może się wydać przerażające – ale w smaku są intensywne, a jednocześnie delikatne i po prostu rozpływają się w ustach.

Suszone rybki i krewetki zakupione na targu wspaniale nadają się do przewiezienia do domu albo jako kulinarny podarunek z wizyty w Japonii.
Sama skusiłam się na kilka opakowań, które już zostały zjedzone i porozdawane (niestety)
Suszona krewetka albo rybka jest idealną przekąską do piwa – oczywiście najlepiej japońskiego – patrz: niżej

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Suszone płatki tuńczyka bonito czyli Katsuobushi – pycha!

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Tsukiji

Łowy z targu – suszone krewetki i rybki

4. Piwo i inne napoje nisko-alkoholowe

Myśleliście, że Japończycy nie znają się na produkcji złocistego trunku?
Spodziewałam się, że w Japonii rozsmakuję się w umeshu, sake, względnie whisky, ale raczej nie w piwie.

Znowu okazało się, że mało wiedziałam, bowiem piwo jest najpopularniejszym napojem alkoholowym w Japonii, a główni producenci to Asahi, Kirin, Sapporo i Suntory. Japońskie piwo ma łagodniejszy smak, a przede wszystkim ogromną ilość wariantów i smaków. Tokijskie sklepy kuszą kolorowymi puszkami z piwem i innymi gazowanymi napojami o niewielkiej zawartości alkoholu, których trudno nie docenić – szczególnie w upalne dni.

Z lekkich napojów alkoholowych największym zaskoczeniem był dla mnie trunek z dodatkiem mleka oraz o smaku rozcieńczonego whisky (w zasadzie whisky z wodą) – ten drugi okazał się akurat obrzydliwy

Bardzo smakował mi natomiast Calpis czyli wynaleziony przez Japończyków napój o smaku czegoś pomiędzy mlekiem a jogurtem waniliowym. Pyszne były też wszystkie owocowe napoje – mimo, że niektóre smakowały dość sztucznie jak guma do żucia dla dzieci
Po wielu testach najlepszy okazał się Kirin o smaku cytrusów.

Po powrocie przewertowaliśmy z Mężem Internet w poszukiwaniu przepisu na podobny napój. Namiastkę udało nam się wyprodukować, ale to niestety nie to samo co Kirin, kupiony z automatu i powoli sączony podczas spacerów po mniej lub bardziej zatłoczonych tokijskich ulicach.

Piwnym smakoszom mogę polecić The Museum of Yebisu Beer w Tokio. Jest tam możliwość zjedzenia skromnego lunchu, skosztowania rzeczonego piwa po umiarkowanie przystępnej cenie i przede wszystkim dowiedzenia się co nieco o historii browaru, zapoznania się z wyglądem starych butelek oraz przekąsek, które były serwowane do tego trunku na przestrzeni lat.

Japońskie piwo piją nawet japońskie krowy Jak pisze autor książki „Sushi i cała reszta”, w rejonie miasta Kobe hoduje się krowy rasy wagyu, które pojone są piwem i karmione szlachetną, ekologiczną paszą. Krowy są również regularnie masowane i nacierane sake. Dzięki temu zrelaksowane zwierzęta są źródłem najdroższej wołowiny świata, a to kolejny punkt na liście…

Japońskie alkohole

Japońskie alkohole

Japońskie alkohole

Japońskie alkohole

The Museum of Yebisu Beer w Tokio

Japońskie alkohole

Japońskie alkohole

Japońskie alkohole

Japońskie alkohole

Japońskie alkohole

Japońskie alkohole

Tak kiedyś wyglądały reklamy japońskiego piwa

Japońskie alkohole

Degustacja w The Museum of Yebisu Beer w Tokio

Japońskie alkohole

5. Wołowina

Trudno mi ocenić, czy dlatego, że japońskie krowy piją piwo i są po prostu szczęśliwe, czy też z innego powodu, ale nie dziwi mnie fakt, że japońska wołowina jest produktem bardzo cenionym.

Podobnie jak w przypadku Okonomiyaki znów wszystko było dziełem przypadku.
Pewnego wieczoru upatrzyliśmy sobie niepozorną knajpkę nieopodal naszego hotelu w dzielnicy Chidoya.
Fakt, że zdecydowaliśmy się na zamówienie akurat wołowiny był raczej wymuszony trudnościami w porozumieniu się z szefem lokalu, gdyż menu dostępne było tylko w języku japońskim i pozbawione zdjęć – często pomocnych w takich sytuacjach.
Po krótkiej pogawędce pełnej pojedynczych słówek japońskich i angielskich wspomaganych żywą gestykulacją, udało się nawiązać nić porozumienia wokół hasła „beef” (wołowina).

Skwiercząca, gorąca, intensywnie pachnąca wołowina z warzywami (w tym przypadku z cebulką oraz zieloną papryką) czyli „gyuniku itame” oraz wersja z sosem teriyaki czyli „gyuniku teriyaki”, w połączeniu w lokalną whisky okazała się strzałem w dziesiątkę! Daliśmy temu wyraz zamawiając kolejne dokładki wołowiny oraz wracając do wspomnianego lokalu dwa dni później na podobny zestaw.
Równie pyszna była serwowana we wspomnianym lokalu przystawka, o której przeczytacie już w kolejnym punkcie…

Wołowina japońska

Wołowina japońska

SuWołowina japońskashi

Wołowina japońska

6. Gomae

Goma-ae pisana również jako Gomaae lub Gomae to jedna z popularniejszych japońskich przystawek. Danie przyrządzane jest z gotowanych warzyw oraz dressingu sezamowego (goma znaczy po japońsku sezam, zaś ae – sos). Istnieje kilka rodzajów potraw gomaae z wykorzystaniem różnych warzyw. Najbardziej popularny jest szpinak, jak również zielona fasolka.

Goma-ae otrzymaliśmy przed daniem głównym w tym samym lokalu, w którym jedliśmy wołowinę (patrz punkt powyżej).
Na początku miseczka z czymś zielonym i dziwnie wyglądającym wydała nam się tajemnicza i mało zachęcająca, ale specjał okazał się bardzo smaczny.
Wiem, że nie każdy lubi szpinak, ale ja akurat uwielbiam go pod każdą postacią, a w połączeniu z pastą miso, ziarnami sezamu i odrobiną gotowanej kapusty odnoszę wrażenie, że zasmakowałby każdemu!

Gomae

Gomae

Gomae

Gomae

7. Takoyaki

Takoyaki to kolejna z popularnych przekąsek w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Specjał ten to smażona na złoto kulka chrupiącego, puszystego, pszennego ciasta otaczająca kawałek ośmiornicy, z dodatkiem majonezu i obficie posypana wiórkami suszonego tuńczyka bonito. Po przegryzieniu chrupiącej otoczki uwalnia się gorące, kremowe wnętrze nie do końca wysmażonego ciasta, pod którym kryje się lekko gumowaty, ale pyszny kawałek ośmiornicy.
Zachęciłam do spróbowania?

Muszę przyznać, że w przypadku tego dania naprawdę miałam obawy, czy mi zasmakuje. Choć zazwyczaj przejawiam duży entuzjazm wobec różnych owoców można, to zdarza się, że bywa on wybiórczy. Między innymi dlatego ośmiornica nigdy nie stanowiła obiektu mojego kulinarnego pożądania. Gdy zobaczyłam na targu Ameyoko na stoisku zwanym yatai czyli sprzedających takoyaki – te surowe kawałki odnóży lądujące na niezbyt czystej patelni raczej ślinka mi nie pociekła. Jeden z naszych znajomych przekonał mnie jednak, że jest to najlepsze danie w Tokio, więc no cóż… trzeba było spróbować.

Takoyaki zasmakowało mi tak bardzo, że od powrotu mam ogromną ochotę pokusić się o przygotowanie tego dania w domu. Niestety ogranicza mnie brak odpowiedniej patelni z wgłębieniami przeznaczonej do smażenia takoyaki zwanej takoyakiki. Bardzo żałuję, że nie wpadłam na pomysł przywiezienia sobie odpowiednich akcesoriów z Japonii, wiec jeśli ktoś wie, gdzie mogę taką kupić to proszę o kontakt

Takoyaki

Takoyaki

Takoyaki

Takoyaki

Takoyaki

Takoyaki

Takoyaki

8. Słodycze z zielonej herbaty

Na temat japońskich słodyczy można by stworzyć długą opowieść. Mnie jednak zasmakowały szczególnie te o smaku zielonej herbaty. Wśród tego typu słodkości znalazły się bułeczki, ciastka, czekolada, batoniki i lody.

Od przyjazdu do Tokio zwiedziłam chyba z kilkanaście konbini (czyli całodobowych sklepów), zanim udało mi się dorwać zielonego Kit Kat’a Był dobry i przypominał białą czekoladę z dodatkiem sproszkowanej zielonej herbaty – matcha. Muszę jednak przyznać, że Kit Kat o smaku mango smakował mi dużo bardziej, natomiast najlepsza ze wszystkich słodkości okazała się „zwykła” zielona czekolada – patrz: zdjęcie poniżej.
Na drugim miejscu zdecydowanie plasują się lody.

Matcha

Japońskie słodkości

Lody Matcha

Lody Matcha

Lody matcha w wersji z kawałkami ciastek Oreo oraz orzechami i w wersji z biszkoptem

Lody Matcha

Lody Matcha

Lody Matcha

9. Frappuccino matcha

Nigdy nie byłam wielką fanką zielonej herbaty, ale po przyjeździe do Japonii szybko zmieniłam swoje nastawienie. Może to kwestia wysokiej jakości, a może po prostu spożywania na miejscu, ale w Tokio ten wszechobecny napój smakował zupełnie inaczej. Oczywiście lepiej.

Zielona herbata towarzyszyła mi w trakcie w mojej podróży bardzo często – serwowana była już w samolocie, a potem piłam ją do codziennych posiłków.

Hitem okazała się jednak – kompletnie mi wcześniej nie znana – matcha czyli sproszkowana zielona herbata podawana w wielu japońskich barach sushi i innego typu lokalach gastronomicznych. Wystarczy wsypać do kubeczka odrobinę zielonego proszku, zalać go gorącą wodą i herbatka jest gotowa. Proste i genialne rozwiązanie.

Matcha należy do najwyższej jakości zielonych herbat z uwagi na największą zawartość przeciwutleniaczy. Podczas jej picia korzystamy mianowicie z właściwości całych liści herbaty, nie tylko wywaru z nich. Podobno jedna filiżanka matcha jest odpowiednikiem 10 filiżanek „zwykłej” zielonej herbaty.

Pysznym napojem przygotowywanym na bazie matcha okazał się „Green Tea Frappuccino” stworzony przez popularną sieć kawiarni Starbucks i obecny tylko na japońskim rynku.
Jest on delikatny w smaku i wspaniale orzeźwiający – idealny na upalny i aktywny dzień. Uważam, że osoby, które za zieloną herbatą nie przepadają, w Japonii byłyby w stanie się do niej przekonać.

Matcha

Matcha

Matcha

Matcha

10. Miso

Po powrocie z Japonii zdarza mi się nie tylko częściej pić zieloną herbatę, ale też jeść zupę miso – o każdej porze dnia (nawet na śniadanie). Smak, który na początku wydawał mi się zbyt oryginalny i osobliwy lubię coraz bardziej.

W Japonii przekonałam się, że zupa miso jest świetnym dodatkiem do sushi, zaś uzupełniona o różne składniki równie dobrze sprawdza się jako sycące danie główne.
Ciekawostką okazało się dla mnie także to, że podobno miso powinno się pić po zjedzeniu sushi, a nie zaś przed, jak wcześniej myślałam.

Zupa przyrządzana jest na bazie bulionu dashi oraz pasty miso (stąd jej nazwa).
Pasta miso uzyskiwana jest ze sfermentowanych ziaren soi. Według tradycji japońskiej składniki dodawane do miso powinny odzwierciedlać aktualną porę roku. Często wykorzystuje się więc sezonowe warzywa i ryby, ale także tofu, grzyby shiitake lub wodorosty wakame.

Dzięki wszystkim wspomnianym składnikom miso jest bardzo wartościowym posiłkiem. Jest ona źródłem wielu składników odżywczych i witamin, wspiera odporność i poprawia metabolizm.
To kolejny japoński specjał, do którego warto się przekonać!

Sushi

Należy zaznaczyć, że jest to moje subiektywne podsumowanie kulinarnych doznań. Z pewnością gdybym spędziła w Japonii więcej czasu, to wiele innych specjałów wzbudziło by moje zainteresowanie. Mam nadzieję, że kolejna wizyta w Kraju Kwitnącej Wiśni pozwoli mi rozszerzyć czy też zmodyfikować listę ulubionych japońskich przysmaków.

32 Comments

  1. bentomonia
    15 października 2013

    Przepiękna opowieść… i smakowite zdjęcia

    Odpowiedz
    1. Marta
      16 października 2013

      Witam nową Czytelniczkę i cieszę się, że Ci się u mnie podoba

      Odpowiedz
  2. N.
    16 października 2013

    Bardzo ciekawy post i mnóstwo świetnych, reporterskich zdjęć. Ja pewnie odważyłabym się tylko na lody i frappuccino. No i alkhohol

    Odpowiedz
    1. Marta
      16 października 2013

      Dzięki
      Zapewniam Cię, że pewnie będąc na miejscu skusiłabyś się na więcej. Niektóre dania tylko wyglądają groźnie

      Odpowiedz
      1. Marysia
        18 października 2013

        To ja mam podobnie, bo nie przepadam za rybami i owocami morza. Ale za to wołowina wygląda cudownie!

        Odpowiedz
  3. Aga
    16 października 2013

    Sushi, owoce morza, ryby – raj na ziemi! Cuda!
    Wyłączam ta stronę, przestaję czytać, oglądać bo zaraz z pragnienia zjedzenia tych cudów po prostu padnę

    Niesamowite!!!

    PS. Do tej pory nasmaczniejsze sushi jadłam (o dziwo!) w Hong Kongu Aż boje się co by się działo gdybym dotarła do Japoni – choroba z przejedzenia gwarantowana:)

    Odpowiedz
    1. Marta
      16 października 2013

      To teraz już czujesz, jak ja tęsknię za tymi smakołykami!
      Bardziej niż choroby z przejedzenia możesz się obawiać choroby po poworocie z powodu braku japońskich przysmaków… Tamtejsze jedzenie jest tak smaczne i tak wysokiej jakości, że po powrocie żołądek potrafi się buntować

      Odpowiedz
  4. Pola
    16 października 2013

    A moja przewrotna natura od razu pyta „ale co nie smakowało”?

    Odpowiedz
    1. Marta
      16 października 2013

      Chyba tylko jedna rzecz… – umeboshi czyli japońskie marynowane morele.
      Ich słodko-kwaśny i jak dla mnie trochę mdły smak zupełnie mnie nie przekonał.
      Nie smakowały mi ani jako dodatek do onigiri (ryżowych kanapek), ani nawet jako zakąska do whisky

      Odpowiedz
  5. Edyta
    17 października 2013

    O, jak ja bym chciała spróbować japoński specjałów w Japonii!!! Kiedyś tego dopnę
    Cóż, jestem przekonana, że większość japońskich potraw, nawet tych z najlepszych knajpek w Polsce, tych najlepiej wykonanych, nie ma tego smaku i tej różnorodności, co w Japonii. W Norwegii zarówno krewetki, kraby, jak i ryby, są w sushi świeże – przynajmniej ja jadłam tylko takie sushi Nie wiem, czy wiesz, ale norweski łosoś pływa w chłodniach do Japonii Zdaje się, że głównie ten z okolic Lofotów, ale tu nie jestem pewna.
    Okonomiyaki jest cudne, bo w sumie to można zrobić je ze wszystkim, kwestia tego, co ma się w lodówce i co się lubi
    A yakitori jadłaś? Na samo wspomnienie dostaję ślinotoku
    Miso, podobnie, jak nasz polski rosół, gości u mnie w domu częściej, gdy robi się chłodniej. Lubię miso – czyste albo z dodatkami. Wtedy też mogłabym jeść na okrągło ramen
    Gomae tez lubię
    Japońskiej wołowiny siłą rzeczy nie próbowałam, nie miałam jak
    Wspaniałe zdjęcia! Zgłodniałam!

    Odpowiedz
    1. Marta
      18 października 2013

      Edyto, Dziękuję za ciekawe informacje.

      To co napisałaś o sushi w Norwegii zdecydowanie jeszcze bardziej mnie zachęca do przeprowadzenia się tam w przyszłości
      O norweskim łososiu eksportowanym do Japonii nie słyszałam. Trochę zaskakujący fakt

      Jestem zdziwiona, ile japońskich dań znasz i lubisz! Szczególnie gomae nie każdy zna, a miso nie każdy je częściej niż rosół. Fajnie, że doceniasz również te mniej powszechne japońskie dania.
      Okonomiyaki mam w planach niedługo wykonać samodzielnie w domu. Co do makaronu to mniej korzystam z ramenu, a częściej z makaronu soba, który uwielbiam jako dodatek do różnych warzyw albo łososia i taki zestaw czasem zabieram w swoim bento do pracy.

      Yakitori, jak również tempury nie miałam okazji spróbować chociaż bardzo bym chciała, więc będę to nadrabiać przy okazji kolejnej wizyty.
      Tobie również życzę jak najszybszego odwiedzenia Japonii!

      Odpowiedz
  6. Karolina
    18 października 2013

    Ależ tu informacji! O połowie nie miałam najmniejszego pojęcia, nie mówiąc już nic o nazwach:)) Zjadłabym wszystko co opisałaś!

    A co do samego sushi. Kiedyś zapytałam znajomej Japonki gdzie u nas w mieście można dostać najświeższe ryby do sushi. Śmiała się że chcemy się w to bawić. No ale i tak się bawimy:))

    miłego weekendu!

    Odpowiedz
    1. Marta
      18 października 2013

      Takie podejście do tematu mi się podoba
      Dzięki i wzajemnie!

      Odpowiedz
  7. Paula
    22 października 2013

    Wow. Nawet nie wiedzialam, ze mozna na tyle sposobow podwac sushi. Mnie zainteresowalo Okonomiyaki i wolowina Szkoda, ze nie mam na razie mozliwosci by tego skosztowac.

    Odpowiedz
  8. Monika
    17 czerwca 2014

    Bardzo dziękuję za tyle cennych informacji.Za miesiac wybieram sie na tydzien do Tokyo i napewno skorzystam z tych cennych wskazówek… uwielbiam ryby i owoce morza. Mam pytanie czy zwiedzaliscie jeszcze cos po za Tokyo i gdzie warto pojechac bedąc w Japonii tylko tydzień?

    Odpowiedz
    1. Marta
      17 czerwca 2014

      Super! Myślę, że jeśli lubisz obserwowanie miejskiego życia i japońską kuchnię to nie będziesz się w Tokio nudziła. Gdybyś jednak miała ochotę na jakiś wypad poza miasto to polecam szczególnie Nikkō – urocze, pięknie położone miasteczko. My byliśmy tam tylko kilka godzin, ale myślę, że miejsce warte jest spędzenia nawet 2 dni.
      Nieopodal Tokio jest też Kamakura – warto zobaczyć słynny posąg Wielkiego Buddy, aczkolwiek trzeba się nastawiać, że jest to miejsce moco oblegane przez turystów, więc na mnie większe wrażenie zrobiło Nikkō.

      Gdybyś miała jeszcze jakieś pytania to pisz śmiało
      Udanej podróży!

      Odpowiedz
  9. lucyna lieser
    6 listopada 2015

    Czytalam z ciekawoscia,piekne zdjecia sama mieszkalam kilka lat w Kakegawie ,zgadza sie wszystko co do joty.pozdrawiam

    Odpowiedz
  10. Jacek
    21 grudnia 2015

    My również na wiosnę wybieramy się do Japonii, na 2 tygodnie. Zawsze lubimy zwiedzać dany kraj kulinarnie, więc te wszystkie informacje i zdjęcia są bardzo ciekawe i pomocne. Próbowałem różnych japońskich dań w Europie, ale to pewnie nie to samo. Robię też sushi w domu, ale nie mogę się doczekać prawdziwego sushi na świeżych rybach. Czy jadłaś może sukiyaki? I w jakimś programie widziałem restaurację z makaronami, gdzie kucharz porcje makaronu „dostarcza” klientowi za pomocą pochyłej rynny z płynącą wodą. Spotkałaś się może z czymś takim?

    Odpowiedz
    1. Marta
      22 grudnia 2015

      Super! Myślę, że będziecie usatysfakcjonowani kulinarnie po wizycie w Japonii Na sukiyaki mieliśmy ochotę się wybrać, ale ostatecznie zabrakło czasu i miejsca w żołądkach Myślę jednak, że nic straconego i jeszcze kiedyś do Japonii zawitamy. Udanego wyjazdu!

      Odpowiedz
  11. Adrian
    19 lutego 2016

    Witam, mam takie pytanie ile kosztował cię ten wyjazd na tydzień to Tokio.

    Odpowiedz
    1. Marta
      22 lutego 2016

      Niestety to było dość dawno i nie pamiętam całkowitych kosztów. Bilety w promocji kosztowały 1500 zł od osoby.

      Odpowiedz
      1. Magda
        15 sierpnia 2016

        A czy. Wszystko załatwiłaś na własną rękę,hotel i bilety czy poleciałaś z biurem podróży?

        Odpowiedz
        1. Marta
          16 sierpnia 2016

          Tak, wszystko na własną rękę. Hotel przez booking, bilet lotniczy Emirates.

          Odpowiedz
  12. BeataR
    10 sierpnia 2016

    Takoyakiki można zastąpić metalową formą do mufinek. Ma takie same zagłębienia, tylko wypłaszczone na dnie. Sprawdzą się na pewno!
    Można także spotkać kuliste, do wypiekania kulek, np.
    https://www.ranohome.pl/i/p/prod560/forma.jpg

    Odpowiedz
    1. Marta
      12 sierpnia 2016

      Dzięki za dobrą radę. Pewnie się skuszę na takie rozwiązanie, bo form do muffinek mam domu kilka

      Odpowiedz
  13. Katarzyna Warelich
    6 października 2016

    Mam nowe marzenie!!! Pojechać do Japonii !!!
    Dziękuję za inspirację
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  14. Grzegorz
    13 listopada 2016

    No cóż. Wszytko to ładne i smaczne, ale… Byłem w Japonii 11 dni. W różnych miastach, więc mogłem spróbować różnych dań. I moje wnioski są następujące – japońskie jedzenie jest mdławe i nie pachnie! Być może to skutek tego, ze wiele rzeczy je się prawie lub całkowicie na surowo. Żadna z restauracji ani żaden z barów nie kusił zapachami. W tym aspekcie japońska kuchnia nie jest typową kuchnia wschodnią. Czego mi brakowało to przypraw na stołach. A do tego wiele rzeczy było podawanych na zimno.
    Japończycy jedza bardzo mało potraw na mleku i z mlekiem. No i brak owoców, ale to efekt ich kosmicznych cen w Japonii
    Co mi smakowało?
    – zupa ramen, jadłem ją w kilku miejscach, bardzo treściwa, w każdym miejscu inna, zawsze gorąca i zawsze smaczna
    – okonomiyaki, jadłem to w samej Hiroszimie
    – ostrygi z grilla, jadłem je na wyspie Miyajoma
    – japońskie słodycze, a szczególnie lody z zielona herbatą
    I jeszcze jedno – cokolwiek podawnao nam do jedzenia to ZAWSZE to było ładne, wręcz małe dzieło sztuki. Nawet kupowane na stacji metra bento (pudełko z drugim sniadaniem) zawierało starannie zapakowane i ozdobione jedzenie. Mysle, ze estetyce jedzenia Japonczycy sa Mistrzami Świata

    Odpowiedz
  15. Sandra
    7 grudnia 2016

    Po odwiedzeniu Twojego bloga coraz bardziej nie moge doczekac sie wylotu

    Odpowiedz
  16. Grzegorz
    29 stycznia 2017

    W tym zestawie brakuje mi zupy ramen. Sama kuchnia japońska była dla mnie zbyt mdła i często zbyt zimna. To pewnie skutek tego, że wiele rzeczy je się na surowo lub gotowane. Ramen wyróżniał się właśnie tym, że zawsze był gorący i miał ostrzejszy smak.
    W jednym dla mnie Japończycy są Mistrzami Galaktyki – estetyka potraw. Nawet zwykłe bento to dzieło sztuki. Japońskie potrawy można jeść oczyma, chociaż nie zawsze jest to aż tak smaczne

    Odpowiedz
    1. Marta
      31 stycznia 2017

      Zgadza się, wygląd japońskich potraw powala
      Cenna wskazówka odnośnie ramen. Dzięki!

      Odpowiedz
  17. Filip | Głodny Świata
    15 marca 2017

    Dla mnie top of the top to ptysie z kremem matcha z Kioto 😍

    Odpowiedz
    1. Marta
      17 marca 2017

      Brzmi smakowicie! Mam nadzieję kiedyś odwiedzić również Kioto i poszukam wówczas tego ptysiego

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *