Skjennungstua. Fotoreportaż i wystawa

Skjennungstua

Na pomysł przygotowania fotoreportażu o ulubionej norweskiej chatce Skjennungstua położonej w Nordmarce (leśno-górskie tereny otaczające Oslo) być może nie wpadłabym nigdy gdyby nie zadanie, jakie otrzymałam na warsztatach w szkole fotografii (Bilder Nordic School of Photography), do której uczęszczam od stycznia b.r. (i niebawem kończę ).

Skjennungstua to nasze ulubione miejsce w całej Oslomarce. Wpadamy tam regularnie od kilku lat, o czym z resztą wspominałam wielokrotnie – na przykład we wpisie „Smaki Oslomarki”. Cynamonowe bułeczki (kanelboller) i kanapki z omletem i wędzonym łososiem nigdzie nie smakują nam tak bardzo jak właśnie tam, a dodatkowo atmosfera w chatce, jak i widoki po drodze są zawsze wyjątkowe.

Mój pomysł na fotoreportaż zakładał udokumentowanie typowego dnia z życia właścicieli i pracowników chatki oraz tego wszystkiego, co dzieje się wokół podczas typowego weekendu, gdy miejsce odwiedzane jest przez licznych miłośników wycieczek po Nordmarce.
Pierwszym krokiem było przygotowanie opisu projektu, który na szczęście szybko został zaakceptowany przez moją nauczycielkę Lindę Bournane Engelberth. Jak się okazało, Skjennungstua jest również jej ulubioną chatką. Pozytywne reakcje moich norweskich znajomych utwierdziły mnie dodatkowo w przekonaniu, że to słuszne rozwiązanie. Co jednak najważniejsze, właściciel Skjennungstua, który od 2011 roku prowadzi to miejsce razem ze swoją rodziną, odniósł się do mojej propozycji równie entuzjastycznie.

Udokumentowania tego, jak wyglądają poranne przygotowania do otwarcia chatki Skjennungstua dla gości, wymagało oczywiście przybycia na miejsce możliwie jak najwcześniej. W praktyce oznaczało to dla mnie (a właściwie dla nas, bo w porannym spacerze towarzyszył mi mój mąż) pobudkę o 5:00, szybką kawę, bieg na metro, a potem ok. 8 kilometrów spaceru leśnym szlakiem Gwoli ścisłości, sposobów dostania się do Skjennungstua jest więcej, ale zdecydowaliśmy się na ulubioną trasę z punktem startowym nad jeziorem Sognsvann ze względu na ładne widoki po drodze oraz fakt, że trasa prowadzi w większości pod górkę, a więc to niezły trening – czyt. po dotarciu do chatki można z czystym sumieniem zjeść ulubioną bułeczkę

Atmosfera w Nordmarce była tego dnia magiczna, więc po drodze nie mogłam odmówić sobie zrobienia kilku zdjęć lasu oświetlonego porannymi promieniami słońca i mijanych po drodze jezior spowitych jeszcze mgłą z taflą wody wyglądającą niczym jedno wielkie lustro. Poranek był rześki, ale pogoda trafiła nam się wymarzona.

Do Skjennungstua dotarliśmy przed 9:00. Łukasz obrał kierunek powrotny, a ja ruszyłam w kierunku chaty. Trochę skręcało mnie w żołądku – zarówno z głodu, jak i ze stresu spowodowanego perspektywą wejścia z butami do czyjejś kuchni (dosłownie).
Na szczęście w środku była obecna tylko jedna z dziewczyn zatrudnionych do pomocy w kuchni. Po sympatycznej wymianie kilku zdań od razu poczułam się spokojniejsza i ruszyłam z aparatem udokumentować jej pracę w kuchni i proces przygotowywania różnego rodzaju przekąsek, które znajdują się w menu Skjennungstua.

W trakcie fotografowania podpytałam dodatkowo o kilka detali związanych z logistyką całego przedsięwzięcia. Dowiedziałam się na przykład, że prace w kuchni jako pierwszy rozpoczyna Petter – właściciel chatki, który specjalizuje się w przygotowywaniu wszystkich wypieków – chleba, bułek, muffinów, mini-pizz, ciast. Do pomocy zatrudnianych jest dodatkowo kilka innych osób, które również mają ręce pełne roboty podczas doglądania kolejnych partii wypieków, krojenia ciast, przygotowywania gofrów i rozmaitych kanapek. Wiele przepisów pochodzi ponoć od poprzednich właścicieli chatki, ale kilka pomysłów podsuniętych zostało przez stałych bywalców Skjennungstua. Obsewując prace w kuchni byłam pod wrażeniem tego, jak wszystko jest doskonale zaplanowane.
Nieco przed otwarciem chatki o godz. 10:15 pojawiła się już pierwsza para klientów, co po uzgodnieniu zdecydowałam się oczywiście udokumentować. Gdy emocje nieco opadły, przekąsiłam ulubioną kanapkę z omletem i wędzonym łososiem, a następnie udałam się na krótki spacer po okolicy.

Kiedy wczesnym południem wróciłam z powrotem do chatki, w środku panowała już zgoła inna atmosfera, a kolejka do kasy ciągnęła się od samych drzwi wejściowych. Wiele osób poza wypiekami zamawiało rozgrzewający, pyszny rosół (hønsesuppe). Pogoda dopisywała, więc wokół dużo się działo, a ja starałam się udokumentować to wszystko, na co tylko pozwalała mi odwaga. Zanim się obejrzałam zleciał cały dzień.
Wracając wieczorem do domu czułam dużą satysfakcję, ale również ulgę. Cieszyłam się, że to szkolne wyzwanie mam już za sobą i przez kilka kolejnych dni żyłam w przekonaniu, że moja przygoda z tym projektem skończy się już niedługo, jak tylko zaprezentuję swoje zdjęcia w szkole.

Podczas zajęć prowadząca warsztaty fotoreportażu, zasugerowała jednakże, że powinnam garść wybranych przez nią zdjęć pokazać poza szkołą… Podeszłam do tej propozycji dość sceptycznie, ale napomknęłam o tym właścicielowi Skjennungstua przy okazji wysyłania podziękowań za udzieloną mi pomoc. Petter po raz kolejny odniósł się pozytywnie do tego pomysłu i wyszedł z propozycją zaprezentowania zdjęć na miejscu w Skjennungstua. Ustaliliśmy szczegóły, zamówiłam wydruki oraz ramy.

Na dzień przed „otwarciem” mojej skromnej wystawy ponownie wyruszyliśmy z Łukaszem do Nordmarki tyle tylko, że tym razem na plecach zamiast sprzętu foto dźwigaliśmy ramy ze zdjęciami. Nie obyło się oczywiście bez przygód po drodze (jedna rama wymagała naprawy), ale co się nachodziliśmy po lesie i naśmialiśmy w trakcie to nasze Ostatecznie odwiedziliśmy Skjennungstua zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, więc łącznie wyszło ponad 30 km w ciągu weekendu.

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a właściciel chatki zaangażował się w cały temat w takim stopniu, że nawet nakręcił ze mną krótkie video (po polsku ) celem wysłania w formie pozdrowień do swojej znajomej z Warszawy. Od kilku innych osób usłyszłam na miejscu wiele fajnych komentarzy zarówno na temat zdjęć, jak i swojego wełnianego swetra Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie było również to, że już w dniu otwarcia „wystawy”, Skjennungstua zdążyło odwiedzić kilku moich znajomych i przekazać mi garść miłych słów.

Cieszę się, że niepozorne szkolne zadanie, do którego podchodziłam tak sceptycznie i pełna obaw, przerodziło się stopniowo w świetną przygodę, która zapewniła mi tyle wyzwań i motywacji do dalszego działania. Jeszcze kilka miesięcy temu do głowy by mi nie przyszło, że będę wieszała swoje zdjęcia w ulubionej norweskiej chatce. Nie mam już nawet najmniejszych wątpliwości, że Skjennungstua to najfajniejsze miejsce w całej Oslomarce.

***

Fotoreportaż „Dzień w leśnej chatce”

Moja skromna wystawa „En dag på en markastue” miała początkowo potrwać niecały miesiąc – od 25 listopada do 22 grudnia, ale za namową właściciela Skjennungstua zgodziłam się, żeby zdjęcia zostały do Wielkanocy 2019.
Dla tych, którzy do Oslo i Nordmarki mają mimo wszystko trochę za daleko, podsyłam link do wersji online na mojej stronie nordferd.com

***
Jak trafić do Skjennungstua

Skjennungstua jest położona pomiędzy Sognsvann i Frognerseteren w południowej części Nordmarki.
Najłatwiejszym rozwiązaniem jest podjechanie metrem (t-bane) do jednej z trzech stacji: Sognsvann, Frognerseteren lub Vettakollen i obranie jednej z rekomendowanych, przykładowych tras:

  1. Sognsvann > Ullevålseter > Skjennungstua > Tryvannstua > Frognerseteren (lub w odwrotnej kolejności)
  2. Sognsvann > Vettakollen > Skjennungstua > Ullevålseter > Frognerseteren / Sognsvann
  3. Vettakollen > Skjennungstua > Ullevålseter > Frognerseteren / Sognsvann

Kombinacji jest oczywiście dużo więcej, ale te trasy są najpopularniejsze.
Ullevålseter i Tryvannstua są chatkami, Vettakolen to punkt widokowy, a stacja Sognsvann położona jest nieopodal jeziora o tej samej nazwie.
Dystans ze stacji Frognerseteren do Skjennungstua to ok. 3,5 km, z Sognsvann – ok. 8 km, a z Hammeren i Maridalen – ok. 5,5 km (dojazd autobusem).

Chatka jest otwarta przez cały rok, z pewnymi wyjątkami (np. przerwa wakacyjna).
Aktualne dni i godziny otwarcia najlepiej sprawdzać na stronie skjennungstua.no
Oczywiście polecamy przyjście możliwie najwcześniej, gdyż wówczas nie jest zbyt tłoczno, a wypieki są świeżo wyjęte z pieca.

Dodatkowe informacje na temat Skjennungstua:
visitoslo.com
instagram.com/skjennungstua
facebook.com/skjennungstua

***
Ps. Niebawem na blogu pojawi się również przepis na wspomnianą, naszą ulubioną kanapkę z omletem i wędzonym łososiem!

Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka

Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka

Skjennungstua, Oslomarka

Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka
Skjennungstua, Oslomarka

2 Comments

  1. marcelina
    13 grudnia 2018

    Marta gratuluję fotoreportażu! świetne prace, od wypieków, po zwłaszcza ostatnie, z Panem i domkami, światło przepiękne! Mimo stresu na samym początku, pewnie wszystko zaraz odeszło, bo zdjęcia są naprawdę dobre, nie wspominając, że zgłodniałam i mam ochotę teraz na kanapkę

    Odpowiedz
    1. Marta
      13 grudnia 2018

      Dziękuję Marcelina Twoja opinia dużo dla mnie znaczy.
      Zazwyczaj lepiej się czuję fotografując przyrodę i jedzenie, więc przygotowanie tego fotoreportażu zdecydowanie wymagało ode mnie wyjścia ze swojej strefy komfortu z uwagi na konieczność interakcji z innymi ludźmi, ale uważam, że było warto
      Mam już nawet kilka pomysłów związanych z innymi podobnymi projektami, więc być może zaprzyjaźnię się z fotografią reportażową na dłużej.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *