Reykjavík. Zimowe światło północy.

Reykjavik

Poniosło nas znów na Północ – do Reykjavíku.
Druga wizyta w islandzkiej stolicy (zimowa dla odmiany) dostarczyła nam ponownie wielu nowych inspiracji.

Dopisało nam również szczęście, gdyż pomimo nienajlepszej prognozy i niewielkiej ilości czasu, udało nam się obejrzeć przedstawienie z zorzą polarną w roli głównej.

Pierwszy dzień w Reykjavíku zaczynamy od wizyty w Brauð & Co – jednej z najlepszych (zdaniem wielu najlepszej) piekarni w mieście.
Lokal mieści się w barwnie i oryginalnie pomalowanym budynku – jak wiele innych w Reykjavíku, a atmosfera w środku okazuje się być bardzo w naszym stylu (czyt. nieformalna i na luzie) – zupełnie inna od tej, którą zastajemy w polecanej przez wielu piekarni Sandholt.

Za naszymi plecami znajduje się kuchnia, gdzie kilku pracowników przygotowuje kolejne wypieki, a półki przed nami wypełnione są świeżym pieczywem i słodkościami. Nasze ulubione cynamonowe bułki Snúður jeszcze się pieką, więc decydujemy się na dwa inne polecane przez sprzedawcę wypieki i oczywiście kawę.

Reykjavik

Wyposażeni w prowiant ruszamy jeszcze przed wschodem słońca (które nieśmiało pojawiło się ok. 11:00) na spacer wzdłuż nabrzeża.
Nadmorska promenada w Reykjavíku to moim zdaniem jedna z najlepszych rzeczy, którą oferuje to miasto i ma zdecydowaną przewagę nad „naszą” havnepromenaden w Oslo zarówno jeśli chodzi o trasę, jak i widoki na górę Esja og zatokę Faxaflói.

Reykjavik

Reykjavik

Zatrzymujemy się na kilka zdjęć przed pomnikiem Sólfar (Sun Voyager), a następnie idziemy w kierunku hali koncertowej Harpa i dalej do starego portu oraz punktu widokowego Thufa.

Thufa to dość osobliwe dzieło sztuki w kształcie kopca o wysokości ośmiu metrów i stanowiące niezły punkt widokowy. Na górze znajduje się dodatkowo miniaturowy domek pełniący funkcję suszarni ryb.

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Wracając w kierunku centrum wstępujemy do muzeum poświęconemu zorzy polarnej – Aurora Reykjavík (Northern Lights Center). Spacerując po kolejnych salach zapoznajemy się z mitami i legenami z całego świata dotyczącymi tego niezwykłego zjawiska, dowiadujemy się, w jaki sposób powstaje i jak najlepiej uwiecznić je na zdjęciach. Na koniec zasiadamy w niewielkiej sali kinowej, gdzie na panoramiczym ekranie oglądamy całą serię spektakularnych ujęć zorzy polarnej. Pokaz jest tak piękny i relaksujący, że prawie przysypiamy na miejscu Muzeum jest niewielkie, ale stanowi świetne źródło inspiracji i oczywiście zachęca jeszcze bardziej do wyruszenia na polowanie na zorzę.

Reykjavik

Korzystając z niezłej pogody i kilku godzin światła dziennego, spacerujemy ulicami centrum – nota bene nieźle oblegamymi przez turystów z całego świata. Po drodze spotykamy kilka islandzkich kotów i co kilka(naście) metrów zatrzymujemy się, aby podziwiać kolejne dzieła ulicznej sztuki. Reykjavik to miasto grafitti. Większość rysunków naściennych jest naprawdę imponująca i ożywia jeszcze bardziej jego zimowe ulice.

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Następnie udajemy się na spacer wokół niewielkiego jeziora Tjörnin nad brzegiem którego znajduje się między innymi nowoczesny budynek ratusza (Ráðhús) oraz kilka muzeów.

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Na obiad wybieramy się do Café Babalú, gdzie próbujemy tradycyjnej islandzkiej zupy mięsnejkjötsúpa, podanej ze świeżym chlebem i masłem.
Kawiarnia Babalú to przytulne miejsce o dość osobliwym wystroju stanowiącym mieszankę różnych styli i średnio pasujących do siebie bibelotów. Właściciel lokalu pochodzi z Nowego Jorku, a na Islandię przeprowadził się w 2004 roku. Specjalnością lokalu jest podobno N.Y. cheescake. Chętnie tam kiedyś wrócimy na ciasto, naleśniki albo kawę…

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

W ramach „drugiego dania” sprawdzamy lokal Reykjavík Chips. Jedyna pozycja w menu to frytki w belgijskim stylu, ale wybór sosów (my wybraliśmy chili mayo) i napojów jest za to niczego sobie. Reykjavík Chips to nie jest jednakże typowy fast food, gdyż na frytki trzeba nieco poczekać. Warto jest jednakże poświęcić te kilka minut, gdyż otrzymane frytki są gorące, świeże i pyszne.

„Zimowa zupa” i frytki dostarczają nam energii na kolejnych kilka godzin spacerów jednakże pogoda nie zapowiada się idealna. Prognoza dla zorzy polarnej na vedur.is wskazuje wprawdzie na to, że mamy spore szanse (w skali od 0 do 9 jest 5) na zobaczenie światła północy, ale martwi nas nieco spore zachmurzenie.

Reykjavik

Reykjavik

Ze szczyptą nadziei udajemy się jednak na wieczorny spacer wzdłuż promenady i obserwujemy bacznie rozwój sytuacji na niebie. Ku naszej radości chmur nieco ubywa i zaczynamy dostrzegać pierwsze gwiazdy. Wędrujemy od Harpy w kierunku parku Laugardalur, na którego terenie znajduje się basen, ogród botaniczny, zoo oraz tereny rekreacyjne. Jest bardzo przyjemnie i bezwietrznie, ale na niebie niestety nic się nie dzieje. Przed Laugardalur postanawiamy zwrócić nieco pozbawieni nadziei i zaczynamy powoli opracowywać lepszy plan polowania na kolejny, ostatni wieczór w Reykjaviku, który może zwiększyłby nasze szanse ujrzenia zorzy.

Tymczasem nagle Łukasz szturcha mnie w ramie i mówi: Patrz teraz, w górę, za nami! I oto jest Na bezchmurnym kawałku nieba pojawia się zielona łuna, która z każdą sekundą powiększa się i sprawia, że spory fragment bezchmurnego nieba tuż nad nami nabiera zielonej barwy. Szybkie zdjęcie z zorzą w tle i zawracamy w kierunku Laugardalur szukając miejsca, gdzie światła z miasta i latarnie uliczne przeszkadzałyby możliwie najmiej w próbach sfotografowania tego przedstawienia. Kładziemy aparaty na plecakach, eksperymentujemy z różnymi czasami naświetlania i pomimo braku statywu coś udaje nam się uwiecznić. Po kilku minutach nieopodal nas pojawiają się kolejni łowcy zorzy. Najlepszy moment jest już jednak za nami. W ciągu kolejnych dwóch godzin oczekiwania zorza pojawia się jeszcze kilka razy, ale nie daje już tak spektakularnego przedstawienia jak na samym wstępie, kiedy pokazała nam się po raz pierwszy. Kończyny prawie nam zamarzły, ale jesteśmy przeszczęśliwi, gdyż to było jedno z najpiękniejszych podróżniczych doświadczeń! Fascynujące jest zarówno oczekiwanie na zorzę, jak i jej próba sfotografowania, a najbardziej oczywiście obserwowanie tego, jak zmienia się z każdą sekundą i „tańczy” na niebie.

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Następnego dnia wyruszamy na polowanie, ale nieco innego typu – w poszukiwaniu muzyki, książek i kolejnych inspiracji.

Po śniadaniu w kawiarni Kaffitár, którą uwielbiamy za klimat i nieograniczoną ilość dolewek kawy i obowiązkowej cynamonowej bułce, idziemy na otwarcie Kolaportið Flea Marketnajwiększego pchlego targu na Islandii.

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Na miejscu zostajemy bardzo pozytywnie zaskoczeni autentycznym charakterem tego miejsca. Tusystów siłą rzeczy nie brakuje, ale jednocześnie wyraźnie widać, że na targu zaopatrują się również Islandczycy. Bardzo podoba nam się brak naganiaczy i nachalnych sprzedawców, a asortyment stoisk jest naprawdę imponujący. Znajdziemy tutaj wszystko – od rozmaitego rękodzieła islandzkich artystów (ubrań, biżuteri, różnych bibelotów) poprzez antyki, używane książki, płyty cd, winyle czy filmy. W częsci targu z żywnością mamy natomiast możliwość zakupu wielu lokalnych przysmaków – np. islandzkiej herbaty, kawy, słodyczy, ziół, mięs (tak, hákarl również – sfermentowanego rekina). Kolaportið Flea Market to świetne miejsce na zakup pamiątek, które będą sporo tańsze od tych, które znajdziemy w innych sklepach. Przy okazji zakupów mamy również możliwość pogawędki ze sprzedawcami, którzy ku naszemu zdziwieniu sami nas zagadują, ale są to rozmowy zupełnie niezobowiązujące. Na jednym ze stoisk z różnymi „bibelotami” wysłuchujemy od przemiłej sprzedawczyni ciekawej historii na temat islandzkiego „kota świątecznego” – Jólakötturinn lub Jólaköttur. Czarny, ogromny i groźnie wyglądający kot przychodzi i zjada tych, którzy podczas Wigili nie posiadają nowego ubrania. Historię tą wykorzystuje także wielu islandzkich rodziców chcąc nakłonić swoje dzieci, do bycia pomocnymi i grzecznymi przed Świętami. W podziękowaniu za dobre zachowanie mogą otrzymać nowe ubranie i uniknąć bycia zjedzonym przez świątecznego kota Jeszcze inna wersja historii mówi, że kot zjada jedzenie tych, którzy nie pracują wystarczająco ciężko.

Warto pamiętać, że Kolaportið Flea Market czynny jest tylko w weekendy, a wielu sprzedawców akceptuje jedynie płatność gotówką, tak więc lepiej być na to wcześniej przygotowanym – ewentualnie skorzystać z bankomatu znajdującego się nieopodal targu.

W poszukiwaniu winyli odwiedzamy również dwa sklepy muzyczne – nowy dla nas Smekkleysa (Bad Taste Record Shop) i znany nam już z wcześniejszej wizyty 12 Tónar. Sprzedawca odpowiada na garść naszych pytań i częstuje kawą, a następnie spędzamy długie minuty przeglądając ofertę sklepu i jednocześnie sącząc espresso.

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

W poszukiwaniu książek udajemy się natomiast do kilku księgarni sieci Eymundsson, gdzie oczywiście również znajdujemy kilka ciekawych tytułów z naciskiem na nordyckie mity oraz kilka kolejnych książek autorstwa Aldy Sigmundsdóttir.

Zapowiada się ładny zachód słońca, więc na koniec dnia decydujemy się skorzystać z typowej turystycznej atrakcji Reykjavíku i wjeżdżamy na wieżę kościoła Hallgrímskirkja. Widok z 73 metrów wysokości warty jest wydania 900 ISK, gdyż jest to idealne miejsce, żeby zobaczyć panoramę miasta z każdej strony i w pełni zrozumieć, co mają na myśli ludzie mówiący o wielobarwnych zabudowaniach Reykjavíku.

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Spod Hallgrímskirkja idziemy nad wybrzeże zrobić jeszcze kilka zdjęć pięknie oświetlonych na czerwono gór nad zatoką Faxaflói.

Ostatniej nocy w Reykjavíku zachmurzenie jest tak duże, że nie mamy co liczyć na chociażby namiastkę spektaklu z dnia poprzedniego (kiedy to, uczciwie trzeba przyznać, mieliśmy naprawdę dużo szczęścia). Prognoza pogody na kolejne dni pokazuje tylko deszcz… Na tym jednak nasze polowanie na zorzę polarną wcale się nie kończy, gdyż jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nasz kolejny cel to zobaczenie światła północy w Norwegii. Zorza polarna to wyjątkowy spektakl, który ma się ochotę oglądać bez końca, bo uzależnia i chyba nigdy nie jest w stanie się znudzić – podobnie jak dobra muzyka…

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

Reykjavik

3 Comments

  1. Agnieszka F.
    23 grudnia 2016

    Marto!
    Życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku 2017! :))

    Odpowiedz
  2. Zbyszek
    20 lutego 2017

    Super relacja! Byłem w zeszłym tygodniu w Reykjaviku i nawet spotkałem tego samego kota :))) http://wstaw.org/m/2017/02/20/k.jpg

    Odpowiedz
    1. Marta
      21 lutego 2017

      Super To faktycznie ten sam kot i nawet pozycję ma podobną!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *