Karlskrona.
Weekendowy rejs po spokój.

KarlskronaW jesienny, niedzielny, chłodny wieczór ulice miasta wyglądają na wymarłe. Poza szelestem unoszących się w powietrzu liści i podmuchami wiatru słychać niewiele. W powietrzu zamiast spalin czuć zapach wody otaczającej miasto.

Mijając kolejne budynki, zaglądamy w nieosłonięte okna, szukamy światełek, modeli okrętów, wypatrujemy sylwetek ludzi. Zaledwie 260 kilometrów od Gdyni znajduje się miasto tak różne od tego, co widzimy w Polsce…

Po zapadnięciu zmroku wsiedliśmy na prom, pożegnaliśmy z pokładu Gdynię i zadekowaliśmy się w kabinie oczekując – pomni wcześniejszego rejsu do Szwecji – odgłosów imprez lub co najmniej karaoke. Nie zdziwiło nas więc, gdy chwilę po odbiciu od brzegu usłyszeliśmy zza ściany śpiew naszych rodaków dających upust swojemu zadowoleniu z zakupów poczynionych w sklepie na promie. Z pomocą przyszedł odtwarzacz mp3, który pozwolił na spokojny relaks, lekturę i planowanie nadchodzących dwóch dni pobytu w Karlskronie.

Spacery (trój)miejskie

Krótko podsumowaliśmy też wrażenia z popołudnia spędzonego w Trójmieście.
Do Gdańska dotarliśmy około południa, więc do wypłynięcia promu z gdyńskiego terminala pozostało nam kilka godzin do zagospodarowania, które spędziliśmy na spacerze. Nic nas szczególnie nie zaskoczyło – może poza niestrudzonymi naganiaczami na opustoszałym gdańskim rynku, którzy co rusz każdą przechadzającą się osobę zapraszali do skorzystania z usług gastronomicznych. Strach pomyśleć, co się tam dzieje w miesiącach letnich. Gdynia nas zawiodła brakiem niszczyciel ORP „Błyskawica” (okręt przebywał na odnowie w stoczni remontowej), na którą mój mąż od dawna chciał mnie zaprowadzić. Najlepiej pod względem sposobu spędzonego czasu wypadł Sopot, w którym odpoczęliśmy na molo i wybraliśmy się na spacer brzegiem morza w kierunku Gdańska. Z plaży wróciliśmy bogatsi o kilka gram piachu w butach i ze wspomnieniami ataku wygłodniałych i rozpuszczonych łabędzi.

Wybierając się w kolejną podróż promem do Szwecji być może zaplanujemy więcej czasu na zwiedzenie Trójmiasta. Liczne hotele sugerują, że nie powinniśmy mieć problemu ze znalezieniem dogodnego miejsca na nocleg.

Sopot

Sopot
Molo w Sopocie

Gdańsk

Gdańsk
Gdańsk

Trójmiasto już jednak daleko za nami, a nasz prom spokojnie płynie w stronę pobyrtu w Karlskronie. Nocny rejs upłynął szybko, a rano jako jedni z niewielu (nie licząc miłośników tytoniu) wyszliśmy na pokład widokowy, z którego próbowaliśmy dostrzec horyzont. Zadanie to jednak było niewykonalne ze względu na gęstą poranną mgłę. Pomyślałam sobie wtedy, że późna jesień to nie jest chyba najlepszy czas na rejs przez Bałtyk. Po pewnym czasie z tej wszechobecnej mlecznej pustki zaczęły się wyłaniać niewielkie, skaliste wysepki. To znak, że już jesteśmy blisko Karlskrony – miasta położonego na 33 wyspach. Na niektórych mijanych po drodze skrawkach lądu widać tajemnicze, kamienne zabudowania, które zdradzają historię miasta. Wiele lat temu „Korona Karola” stała się głównym portem Szwedzkiej Marynarki Wojennej, który bronił dostępu do kraju. Wzniesione w siedemnastym i na początkach osiemnastego wieku fortyfikacje stoją w nienaruszonym stanie w wielu miejscach na wyspach archipelagu. Miasto w 1998 roku trafiło na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO, zaś sam port do dziś pełni rolę głównej bazy marynarki „Trzech Koron”.

Po opuszczeniu terminala promowego, udaliśmy się na przystanek autobusowy. Poza kilkoma Polakami czekała z nami grupka Szwedów, z której wyróżniał się szczególnie jeden pan, który przy temperaturze kilku stopni stał w szortach i podkoszulce. Na jesienną aurę od razu spojrzałam z większym optymizmem.

Zdrowy spacer po mieście

Do centrum miasta dotarliśmy w niecałe 30 minut. Pierwsze kroki skierowaliśmy na główną ulicę Karlskrony, która w niedzielny, chłodny poranek była zupełnie opustoszała. W najwyżej położonym punkcie centralnym miasta znajduje Stortorget – Rynek Główny, uchodzący za największy w Skandynawii. Na placu znajduje się Ratusz oraz dwa kościoły: Fryderyka (Fredrikskyrkan) z 1744 roku i starszy od niego – z 1709 roku – zbudowany dla ówczesnej ludności niemieckiej kościół Św. Trójcy (Tyskakyrkan). Na środku Rynku znajduje się pomnik króla Karola XI, który wydał rozkaz budowy portu i miasta.
Na lewo za Kościołem Fryderyka minęliśmy najsłynniejszą lodziarnię w Karlskronie – Glassiären. Niestety lokal jest czynny tylko w miesiącach letnich. Kolejki podobno ciągną się bez końca, ale warto czekać na ogrome lody o wielu oryginalnych smakach.

Karlskrona
Głowna ulica w Karlskronie

Karlskrona

Z rynku kierujemy się nad nabrzeże, przy którym jest równie pusto, a na wodzie stoi zacumowanych zaledwie kilka łódek. Woda stanowi nieodłączny element tutejszego krajobrazu. Położenie na wyspach i wysepkach nie stanowi jednak problemu w przemieszczaniu się między nimi. Dzięki bezpłatnym promom i licznym mostom można wszędzie łatwo dotrzeć. Bardzo popularnym środkiem lokomocji jest też rower, który można w wielu miejscach wynająć.

Przy nabrzeżu dostrzegamy znak z informacją o ścieżce zdrowia – „Hälsans Stig”, z którego dowiadujemy się, że jej celem jest zachęcenie wszystkich grup wiekowych do aktywnego spędzania czasu i czerpania korzyści ze zdrowego trybu życia. Pierwsza taka ścieżka powstała w 1995 roku w Irlandii (nazywana jest tam „Slí na Sláinte” co dosłownie oznacza „Droga do zdrowia”), a jej pomysłodawcą była fundacja Irish Heart Foundation (http://www.irishheart.ie). Trasa w Karlskronie liczy 7 kilometrów. Plan oraz dodatkowe informacje można znaleźć na stronie halsansstig.se.
Podobne szlaki piesze znajdują się w kilku innych krajach Europy. Charakterystyczne żółto-niebieskie tabliczki informują o ilości kilometrów i aktualnym położeniu.
Spacerując ścieżką wzdłuż nabrzeża mijaliśmy osoby w różnym wieku, dla których niska temperatura czy mokra nawierzchnia nie stanowiła przeszkody w aktywnym spędzaniu czasu – uprawianiu joggingu i jazdy na rowerze.

Ścieżka zdrowia w Karlskronie biegnie wokół głównej wyspy Trossö zahaczając o kilka ciekawych miejsc. Jednym z nich jest dawny targ rybny, przy którym stoi pomnik autorstwa Erika Höglunda przedstawiający rybaczkę. Dawniej w miejscu tym cumowały statki rybaków, którzy na targu sprzedawali mieszkańcom miasta świeżo złowione przysmaki. Te czasy już minęły, ale o dawnym przeznaczeniu tego miejsca przypomina ostatnia rybaczka stojąca z koszem pełnym ryb.

Karlskrona
Pomnik rybaczki przy dawnym targu w Karlskronie

Tuż obok pomnika znajduje się pięknie położony nad samą wodą hotel Scandic, z którego okien widać bezludną wysepkę Stakholmen. Można się na nią dostać niewielkim, drewnianym mostem. Na szczycie skalistej, porośniętej krzakami wyspy znajduje się cokół baterii przeciwlotniczej z czasów II wojny światowej oraz kilka ławek, z których podziwiać można panoramę miasta po drugiej stronie zatoki. W oddali udaje nam się dostrzec dzielnicę Brändaholm z jednorodzinnymi domkami w skandynawskim stylu – małymi, pomalowanymi na bordowo, o białych okiennicach.

Karlskrona

Karlskrona
Wysepka Stakholmen

Kolorowe dzielnice

Aby przyjrzeć się z bliska takim uroczym, szwedzkim dzielnicom wybieramy się na wyspę Saltö oraz połączoną z nią Dragsö. Przede wszystkim dla takich właśnie uroczych osiedli, uliczek i kolorowych domków chciałam odwiedzić Karlskronę.

Na Saltö – podobnie jak na wiele innych wysp składających się na miasto – prowadzi niewielki most. Zanim jednak na niego wejdziemy odbijamy w osiedle znajdujące się po lewej stronie zwane Björkholmen. Dawniej była to wioska zamieszkana przez stoczniowców i marynarzy. Miejsce wpisane zostało na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Wzdłuż kilku uliczek stoją zaskakująco małe, kolorowe, drewniane domki.
Ulice noszą nazwy typów statków lub nazwiska szwedzkich admirałów i dowódców floty. Björkholmen ominęły pożary i akcje wyburzania starej zabudowy, dlatego zachowała się tutaj część budynków z XVIII i XIX w. Parterowe domki są tak niewielkie, że aż trudno uwierzyć, że mieszkały w nich kiedyś całe rodziny. Na niektórych domach przy oknach wiszą lusterka, pozwalające zobaczyć, kto puka do drzwi zanim otworzymy. W wielu pozbawionych firanek oknach (nie tylko w tej dzielnicy) stoją modele żaglowców, zaś wieczorem zapalane są lampki. To pozostałość starej tradycji, która nakazywała mieszkańcom zapalanie w oknach świateł, aby pomóc żeglarzom bezpiecznie dotrzeć do portu.

Kolorowe domy Björkholmen muszą sprawiać jeszcze większe wrażenie latem, gdy w ogródkach kwitną kwiaty, a słońce uwydatnia barwy budynków. Jednak nawet w pochmurny, jesienny dzień dzielnica sprawia sielankowe wrażenie – panuje tutaj absolutny spokój, nie ma ogrodzeń, krat w oknach. Wydawać by się mogło, że wystarczy pociągnąć klamkę drewnianych drzwi, aby wejść do środka. O tym, że ktoś tam mieszka świadczą stojące przy jezdni samochody – z przewagą marek Volvo oraz Saab i oczywiście rowery. Mimo, że dzielnica ta uchodzi za najdroższą w mieście, to jednak wygląd osiedla świadczy raczej o tym, że Szwedzi nie obnoszą się ze swoim bogactwem i żyją w skromnych warunkach.

Karlskrona

Karlskrona

Karlskrona
Kolorowe domy dzielnicy Björkholmen

Z Björkholmen ruszamy dalej na Saltö. Przechodząc przez most mijamy Saltö torg i kierujemy się na wyspę Dragsö, na której znajduje się kemping, kąpielisko, minigolf oraz kolejne urocze osiedla. Domy są już sporo większe, niektóre z tarasami i dużymi oknami. Na końcu wyspy znajduje się dzielnica Brandaholm z jednakowymi, niewielkimi domkami pomalowanymi są na bordowo. Uroku dodają szwedzkie flagi powiewające przed wejściem.

Po powrocie na główną wyspę Trossö idziemy ścieżką zdrowia na północ, a następnie drogą Osterleden kierujemy się na punkt widokowy Bryggarberget (Wzgórze Browarników) nad starym, XVIII-wiecznym, dawnym browarem. Ze wzgórza roztacza się widok na archipelag Karlskrony. Na szczycie znajduje się popularna restauracja Uttiken, a nieopodal jest kilka ścieżek skrytych pośród drzew. Jesienna, pochmurna aura nie sprzyja fotografowaniu panoram i morza, ale sprawia, że okoliczna roślinność porastająca tutejsze skałki ma piękne barwy.

Karlskrona

Karlskrona
Panorama Karlskrony z punktu widokowego Bryggarberget

Militarna przeszłość „Korony Karola”

Po nacieszeniu oczu kolorami jesieni oraz dzielnic Karlskrony przyszła pora na zapoznanie się odrobiną historii i militarną przeszłością miasta. W tym celu udajemy się na kolejną wyspę Skuteholmen, gdzie znajduje się Muzeum Morskie – uznawane za największą atrakcję miasta. Budynek stoi nad wodą na 130-metrowym pomoście, więc tuż przy nim oglądać można zacumowane muzealne okręty i statki – trałowiec HMS „Bremön” z czasów II wojny światowej oraz ścigacz HMS „Västervik”.
Ekspozycję na świeżym powietrzu uzupełnia niewielki okręt podwodny HMS „Hajen” zbudowany w 1904 roku, będący pierwszą tego typu jednostką w składzie szwedzkiej marynarki.

Karlskrona

Karlskrona

Muzeum Morskie w Karlskronie

Na wejściu otrzymujemy przewodnik audio w języku polskim. Za pomocą czujników znajdujących się przy wybranych eksponatach można włączyć w dowolnym czasie nagranie traktujące o tym, co akurat znajduje się przed naszymi oczami. Fajnie pomyślane.
Początki muzeum to zbiory modeli okrętów, budowanych na potrzeby stoczni w Karlskronie i gromadzonych na rozkaz króla od 1752 r. W tamtych czasach każdy okręt był projektowany indywidualnie, a projekty często pozostawały w zbiorach inżynierów i zaproponowane rozwiązania techniczne zabierali oni ze sobą do grobu. Zgromadzenie wszystkich modeli i towarzyszących im projektów i dokumentacji w jednym miejscu i udostępnienie innym inżynierom pomogło budować okręty szybciej i w sposób bardziej „seryjny” oraz przekazywać wiedzę przyszłym pokoleniom, co pomagało też lepiej doskonalić projektowane konstrukcje.
W muzeum znajdują się również atrakcje dla dzieci w postaci symulatora okrętu, gier i zabaw. Najbardziej oryginalnym miejscem jest podwodny tunel (na 6 metrach głębokości), z którego przez niewielkie okna można obserwować (chociaż widoczność jest znikoma) szczątki okrętu z XVIII w. Pośród planktonu unoszącego się na wodzie udaje nam się dostrzec jedynie obrośnięte fragmenty zatopionej jednostki.

Poza bogatą kolekcją modeli okrętów, broni, wyposażenia oraz maszyn, muzeum pokazuje też, jak wyglądała praca w ówczesnych warsztatach stoczniowych oraz życie na okrętach. Realizmu w poszczególnych salach dodają dźwięki nawiązujące do różnych sceny z życia marynarzy i pracowników stoczni. Efekt wzmacnia też oprawa całości, czego przykładem mogą być znajdujące się w jednym z pomieszczeń sztuczne kawałki ryb z pływającymi nad nimi małymi robakami. Dość wyrazista była też scena amputacji nogi, a zwłaszcza sączące się przy niej odgłosy cierpienia.
W muzeum można spędzić wiele godzin oglądając rozmaite eksponaty i ekspozycje poświęcone codziennemu życiu mieszkańców, pracy stoczniowców, rybaków, bitwom morskim itp. Abstrahując od tematyki, która nie dla wszystkich może być ciekawa, to jednak warto tutaj przyjść chociażby po to, aby zobaczyć nowocześnie i ciekawie zaprojektowany obiekt.

Cała wyspa Skuteholmen należała do marynarki wojennej do roku 1991. Nieopodal muzeum znajduje się Hangar Slupów i Barkasów z ok. 1785 r., który wykorzystywany był do przechowywania małych łodzi i szalup należących do floty. Idąc dalej docieramy do Bastionu Aurora oraz Nabrzeża Królewskiego. Bastion Aurora stanowi ostatni zachowany fragment murów, które dawniej dzieliły miasto, otaczając i broniąc dostępu do portu wojennego. Przy Bastionie Aurora znajduje się pomnik Eryka Dahlberga – królewskiego fortyfikatora, autora planu Karlskrony. Pozostała część nabrzeża nadal jest bazą marynarki wojennej, o czym świadczą widoczne w oddali pojedyncze jednostki.
Nabrzeże Królewskie (Kungsbron) było dawniej miejscem, z którego szwedzcy królowie rozpoczynali oficjalne wizyty w Karlskronie. Dziś na brzegu stoi drogowskaz wskazujący odległości w kilometrach do niektórych stolic i miast siostrzanych. Dowiadujemy się, w jakiej odległości jesteśmy od domu (Gdynia 260 km, Warszawa 560 km).

Karlskrona
Nieopodal Nabrzeża Królewskiego

Spokojna szwedzka prowincja

W ramach przerwy od zabytków i miasta wybieramy się na wyspę Aspö. Jest ona położona już znacznie dalej od Centrum, a dostać się na nią można promem wypływającym z portu znajdującego się nieopodal Muzeum Morskiego. Promy samochodowo-osobowe – Aspöfärjan – są bezpłatne i kursują przez cały rok (w zależności od pory dnia prom pływa co pół albo co godzinę). W trakcie trwającej około 25 minut podróży można poznać Karlskronę od strony morza, przepłynąć obok bazy marynarki wojennej oraz kolejnych, okolicznych wysepek.

Karlskrona
Prom samochodowo-osobowy – Aspöfärjan

Dopływając na Aspö możemy albo bez wysiadania na ląd od razu wrócić, albo zostać na co najmniej godzinę i zwiedzić wyspę. Urządziliśmy sobie krótki spacer, który potwierdził to, co wcześniej o tym miejscu przeczytaliśmy – najlepiej przemieszczać się tutaj na rowerze tak jak robi to większość mieszkańców.
Spacer możliwy jest tylko jezdnią, gdyż pobocza w zasadzie nie ma. W dodatku droga biegnąca dookoła Aspö jest na tyle wąska, że „mijanki”, w których swobodnie są w stanie wyprzedzić się dwa pojazdy, są oznaczone specjalnymi znakami w postaci literki „M” na niebieskim tle. Wzdłuż drogi ciągną się bez końca jednorodzinne, drewniane zabudowania, z mniej lub bardziej zadbanymi ogródkami.

Wsiadając z powrotem na prom do Karlskrony dostrzegliśmy, że większość mieszkańców zostawia swoje rowery przy nabrzeżu. Po załatwieniu spraw w mieście, płyną z powrotem na wyspę, wsiadają na rower i wracają do domu. Codziennie taki kurs muszą wykonywać tutejsze dzieci, które do szkoły znajdującej się na Aspö mogą chodzić tylko do 6 klasy. Po dalszą edukację muszą pływać do Karlskrony albo innych miast. Jest tu jeden sklep, jeden kościół, jedna szkoła. Podobno wyspa ma ok. 300 stałych mieszkańców. Podczas naszego spaceru chyba większość z nich musiała mieć jakiś interes na Trossö, bo na Aspö niewiele się działo i było dosyć cicho, pusto i spokojnie.

Smak i zapach Skandynawii

Pustka i spokój panujący na Aspö jest też charakterystyczny dla centrum Karlskrony, w którym – zwłaszcza w weekendy – niewiele się dzieje. Miasto ożywa odrobinę wieczorem, kiedy na ulicach pojawia się więcej młodzieży, a w kierunku nielicznych restauracji widać podążające na kolację rodziny.
Wybór lokali nie jest zbyt duży, ale można znaleźć kilka przytulnych miejsc takich jak na przykład Café Greven. Kawiarnia znajduje się na tyłach Blekinge Museum, które zajmuje zabudowania prywatnej rezydencji hrabiego Hansa Wachtmeistera – pierwszego gubernatora i namiestnika królewskiego w Karlskronie. Usiąść można na dziedzińcu albo w przesklepionych wnętrzach i zamówić szwedzką kawę z ciastkiem, śniadanie lub tradycyjny szwedzki lunch.
W lokalu jest spokojne, skromnie, a kawa „Greven” i cynamonowa babeczka bardzo nam smakowała. Ceny jak na szwedzkie warunki naprawdę przyzwoite – kawa za 25, a ciastko za 10 koron.

Ze szwedzkich produktów na wyróżnienie zasługuje wino o nazwie Jakt. Trunek ten produkuje winiarnia „Grythyttan Vin AB” (http://www.grythyttanvin.com/) założona w 1999 roku przez dwóch braci Fritzell. Idea interesu powstała, gdy Per Fritzell odwiedził swoją babcię mieszkającą w północnej Norwegii, od której otrzymał dżem z maliny moroszki. Per doszedł do wniosku, że słodycz i moc smaku moroszki rosnącej podczas białych nocy mogłaby sprawdzić się przy produkcji wina. Fundamentem owocowego smaku alkoholi produkowanych przez Grythyttan są rozmaite dzikie owoce leśne takie jak malina moroszka, borówki, żurawina, jagody jałowca. Nigdy nie podejrzewałam, że Szwedzi potrafią produkować tak pyszne wino – czerwone, intensywne, o aromacie owoców i pięknym zapachu przywodzącym na myśl stary las. To idealne zwieńczenie szwedzkiego weekendu.

Karlskrona
Mieszkaniec Karlskrony

W jesienny, niedzielny, chłodny wieczór ulice miasta wyglądają na wymarłe. Poza szelestem unoszących się w powietrzu liści i podmuchami wiatru słychać niewiele. W powietrzu zamiast spalin czuć zapach wody otaczającej miasto. Mijając kolejne budynki, zaglądamy w nieosłonięte okna, szukamy światełek, modeli okrętów, wypatrujemy sylwetek ludzi. Zaledwie 260 kilometrów od Gdyni znajduje się miasto tak różne od tego, co widzimy w Polsce. Warto było wyrwać się z kraju na kilka dni, pokonać Bałtyk, aby po raz kolejny przekonać się, jak miło wypoczywa się w Skandynawii.

13 Comments

  1. italia od kuchni
    6 stycznia 2013

    Dziękuję za wizytę i zaproszenie na Twojego bloga. Na pewno będę zaglądać. Lubię podglądać(kulinarne)podróże.

    Odpowiedz
    1. Marta
      6 stycznia 2013

      Zapraszam serdecznie!

      Odpowiedz
  2. dawny_basik
    6 stycznia 2013

    Skandynawia napawa takim spokojem, że nawet jesienna trochę ponura aura zupełnie nie przeszkadza cieszyć się spokojem i leniwie płynącym czasem. Fajny weekend!

    Odpowiedz
    1. Marta
      6 stycznia 2013

      Na mnie również skandynawskie krajobrazy (szczególnie norweskie wpływają bardzo pozytywnie – nawet wtedy, gdy pogoda nie dopisuje

      Odpowiedz
  3. Ewa
    6 stycznia 2013

    Karlskrona! Trafiłąm tam dość przypadkiem, kiedy z przyjaciółką zamiast jej wieczoru panieńskiego z nich postanowiłyśmy sobie zrobić weekend panieński, a rejs do Karlskrony był akurat wtedy niedrogi. I nie żałowałyśmy! Miasteczko nas zauroczyło, a zabawa na promie też była udana

    Dzięki za przywołanie miłych wspomnień!

    Odpowiedz
    1. Marta
      6 stycznia 2013

      Cieszę się, że przywołałam Twoje miłe wspomnienia Z „atrakcji” na promie najmilej wspominam sklep, w którym zakupiliśmy kilka przepyszych win i likierów z Północy (np. likier Lakka z Finlandii, wino Grythyttan Jakt i oczywiście glögg firmy Blossa)

      Odpowiedz
      1. Ewa
        8 stycznia 2013

        Ja na promie zaopatrzyłam się w cydr. Uwielbiam!

        Odpowiedz
        1. Marta
          8 stycznia 2013

          Ja też uwielbiam! Szwedzkiego nie próbowałam, ale najlepszy jak dotąd cydr piłam w zeszłym roku w Norwegii – Grevens cider (produkcji Hansa Borg Bryggerier). Skusiłam się na jego zakup, gdyż spodobał mi się bardzo wygląd puszki, a napój okazał się przepyszny i szybko stałam się od niego uzależniona aż do powrotu Polecam!

          Odpowiedz
  4. Ona
    6 stycznia 2013

    Odwiedziliśmy Karlskronę w minionym roku – nasza zaręczynowa podróż. Niezapomniana:)

    Odpowiedz
    1. Marta
      6 stycznia 2013

      Piękne miejsce na tego typu okazję! My akurat do Karlskrony popłynęliśmy z okazji rocznicy ślubu

      Odpowiedz
  5. N.
    12 lipca 2013

    Dużo klimatu daje zawsze taka deszczowa „mokrość”. W szwedzkich miasteczkach uwielbiam te kolory zabudowy – coś cudownego. Oraz też mam zwyczaj obfotografowywania napotkanych podczas podróży kotów.

    Odpowiedz
    1. Marta
      12 lipca 2013

      Taki deszczowy klimat kojarzy mi się ze szwedzkimi kryminałami
      Tak, jak też mam w zwyczaju urządzać sobie fotograficzne polowania na koty

      Odpowiedz
  6. Malwa
    1 września 2015

    A oto nasza propozycja na jednodniowy pobyt w Karlskronie Jeżeli ktoś chce poczytać trochę informacji praktycznych, o tym jakie są ceny w Szwecji, jak wygląda infrastruktura rowerowa, jak przepłynęliśmy promem za 50 zł w jedną stronę z rowerami, jak przejechaliśmy około 60 km wysepkami, wsród przepięknych krajobrazów, złotych pól i morza to zapraszamy na:

    http://poludnik22.blogspot.com/2015/08/karlskrona-w-jeden-dzien.html

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *