Bolonia. Romantyczny spacer pod arkadami.

Bolonia

Dziesiątki eleganckich sklepów, restauracji, trattorii, osterii, kiosków tabacchi zlokalizowanych w starych kamienicach, wśród wąskich, brukowanych uliczek, a wszystko skryte pod kilkudziesięcioma kilometrami arkad, które sprawiają wrażenie ciągnących się w nieskończoność. Pozytywne wrażenie.

Jest sobota, początek przedłużonego (dla nas) weekendu – trzech dni, w trakcie których planuję niespiesznie włóczyć się po Bolonii – mieście mających wiele przydomków i symboli, nazywanym czasem miastem arkad, dwóch wież, jak również tłustym, czerwonym

Miasto arkad

Powód nazywania Bolonii „miastem arkad” staje się dla mnie oczywisty już w drodze z lotniska do centrum. Wysokie i przestronne arkady (tudzież portyki) ciągną się głównie wzdłuż ulic jego historycznej części, chociaż nie tylko. W sumie mają około 38 km długości – co być może kwalifikuje się do księgi rekordów Guinessa. Niektóre fragmenty są bardziej zadbane, odmalowane, ale nie przy każdej kamienicy farba trzyma się ścian. Można odnieść wrażenie chodzenia po wielkim, średniowiecznym labiryncie, który ciągnie się niemal przez całe miasto.
Poza niewątpliwymi walorami estetycznymi, taka architektura ma też względy praktyczne. Ciągnące się kilometrami arkady skutecznie chronią zarówno przed promieniami słońca w upalnym lecie, jak i jesiennym deszczem i wiatrem.

Bolonię odwiedzam podczas jednego z październikowych weekendów, więc mam okazję przekonać się, że spacerując po tym włoskim mieście nawet podczas ulewy w zasadzie nie jest odczuwalny brak parasola.
Zupełnie obojętni na taki stan rzeczy są natomiast sprzedawcy parasoli (w większości imigranci), którzy wraz z pogorszeniem się pogody wychodzą na ulicę namawiając przechodniów do zakupu tychże. Pamiętając wcześniejszy wypad do położonego w pobliżu Mediolanu, Bergamo, z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że latem ta sama „ekipa” uprawia równie elastyczny marketing w zakresie asortymentu skupionego wokół okularów przeciwsłonecznych.

Nad ulicami w wielu miejscach znajdują się trakcje trolejbusowe (gdyż te zapomniane w Polsce pojazdy są nadal w użyciu) oraz podwieszane lampy, które w połączeniu ze światłem wydobywającym się spod arkad tworzą specyficzny, bardzo przyjemny klimat.
W kamienicach natomiast kryją się witryny sklepów oraz lokali gastronomicznych. Przechodnie często muszą przeciskać się nie tylko między sobą ale także między wystawionymi na zewnątrz stolikami wspomnianych lokali, przy których mieszkańcy delektują się kawą, lunchem, deserem lub po prostu lekturą codziennej prasy. Wystawy cukierni i kawiarni uginają się pod smakowicie wyglądającymi słodkościami zabójczymi dla każdego fanatyka diety ;).

Szczególnych wrażeń estetycznych dostarczają wspomniane witryny sklepów z ubraniami, obuwiem, galanterią, a nawet wyposarzeniem wnętrz. Bardzo często trudno oprzeć się chęci zatrzymania się i najzwyczajniej w świecie wpatrywania się w asortyment tych sklepów, urzekający niejednokrotnie swoim dizajnem, stylem, wyczyciem…. Włoską dbałość o detale, dobry gust i wrodzone wyczucie stylu widać także wśród mieszkańców Bolonii, których mijamy na ulicach. W zdecydowanej większości Włosi i Włoszki wyglądają po prostu dobrze i gustownie. Miło popatrzeć na osoby, które dbają o swój wizerunek i dodatkowo zachowują swój indywidualny styl, niezależnie od płci.

W odróżnieniu od samych mieszkańców, ich pojazdy – szczególnie popularne we Włoszech jednoślady (z naciskiem na skutery i rowery) – rzadko wyglądają na eleganckie, a częściej na mocno sfatygowane i będące po wielu przejściach ;). Nie przeszkadza to jednakże ich właścicielom w dumnym i zwinnym poruszaniu się nimi po ulicach miasta. Gustownie ubrana Włoszka, w skórzanej kurtce i butach na obcasach wsiada na swój dość obskurny rowerek, w koszyczku na kierownicy umieszcza torebkę i z gracją włącza się do ruchu. Mknie brukowaną uliczką niespiesznie, beztrosko i… dumnie.

Niejednokrotnie czuję przypływ adrenaliny, gdy widzę takie „pojazdy” na wąskich ulicach, które od rana są po prostu zatłoczone. Czasem słychać jakieś pojedyncze dźwięki klaksonu, ale można odnieść wrażenie, że jest to taki pozorny chaos, który żyjąc własnym życiem jednocześnie pozwala sam siebie kontrolować. W Polsce – przynajmniej w Warszawie – mamy do czynienia z sytuacją odwrotną, czyli pozornym porządkiem, pod którym kryje się brawura i głupota. Piesi natomiast powinni zachować nieco czujności szczególnie przechadzając się wąskimi, jednokierunkowymi uliczkami przecinającymi arkady miasta. Po pierwsze, nie przy każdym przejściu znajdują się światła, a ogromne kolumny znacznie utrudniają widoczność. Po drugie łatwo zostać zaskoczonym nawet przez autobus, który potrafi wyłonić się z jakiejś wąskiej, brukowanej uliczki…
Mimo ogólnie dużego natężenie ruchu Bolonia nie wydaje się być miastem często nawiedzanym przez turystów. Tylko od czasu do czasu natknąć się można na obcokrajowców albo usłyszeć język inny niż włoski.

Z każdym krokiem miasto wydaje mi się coraz bardziej urzekające chociaż prawdziwą przyjemność spacerowania doceniam po zmroku. Wieczorem pod arkadami robi się tłoczno, ale łatwiej też wówczas poczuć klimat charakterystyczny dla włoskich miast. Mieszkańcy wychodzą na spacer, do restauracji lub kawiarni albo po prostu na zakupy. Większość spaceruje po mieście z papierowymi torbami znanych marek, chociaż trudno mi ocenić ile w tym „codzienności” a ile zachowania „na pokaz”. Widać natomiast, że jedzenie to dla Włochów ważny punkt dnia, którego wręcz obowiązkowo musi być w pewien sposób celebrowany. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że Polacy jedzą żeby żyć, zaś Włosi odwrotnie – żyją żeby jeść. Mam też wrażenie, że po dniu spędzonym w pracy, wieczorami – poza wspólną kolacją – lubią także czerpać przyjemność z zakupów i korzystania z bogatej oferty miejscowych sklepowych. W Bolonii tak jak w wielu innych miejscach we Włoszech trudno jest być niewrażliwym na piękno – zarówno w odniesieniu do zabytków, jak i wystaw sklepowych czy po prostu mijanych ludzi.

Czerwona Bolonia
Wąskie, brukowane uliczki Bolonii

Czerwona Bolonia
Bolońskie arkady

Czerwona Bolonia

Czerwona Bolonia

Czerwona

O kolejnym przydomku Bolonii określanej „czerwoną” najlepiej jest się przekonać patrząc na panoramę miasta z wysokości wzgórz, wieży albo nawet… hotelowego pokoju.

Mamy to szczęście, że trafia nam się pokój na ostatnim, ósmym piętrze. Z okien mamy wspaniały widok na morze czerwonych dachów. W oddali zaś widoczne są trzy niewielkie wzgórza. Od rana znów pada, a nad miastem nisko zalegają chmury, ale mimo to na jednym ze wzniesień dostrzegam ogromną kopułę kościoła – Sanktuarium Madonna di San Luca – oraz długie arkady prowadzące pod górę.

Po nieśpiesznym włoskim śniadaniu – obowiązkowym rogaliku z czekoladą (Cornetti alla nutella), cappuccino i kawałku soczystego melona – idziemy odnaleźć drogę w kierunku wspomnianego wzgórza Colle Guardia, które znajduje się tuż za granicą Bolonii.

Obieramy kurs na Porta Saragozza – jedną z bram otaczających historyczną część miasta. Dawniej cała Bolonia otoczona było murem, po którym obecnie znajdują się jedynie pozostałości – między innymi w postaci dwunastu zabytkowych, ceglanych bram.

W kierunku wzgórza biegnie ulica Via Saragozza. Niemal bez przerwy towarzyszą jej arkady prowadzące stopniowo pod górę. Zbudowano je w latach 1674-1793 dla pielgrzymów, aby ułatwić im wejście na 300 metrowe wzgórze, osłonić przed deszczem, słońcem i wiatrem.
Pierwsza część arkad znajduje się po prawej stronie jezdni, na równym terenie. Po drodze mijamy sklepiki, bary, cukiernie. Druga część arkad ciągnie się po lewej stronie ulicy, co rozpoczyna podejście pod górę i schody, które prowadzą do do samego Sanktuarium.

Portico di San Luca składa się z 666 (co za ironia!) łuków i jest najdłuższą (3,5 kilometra) z bolońskich arkad. Jest bardzo przyjemnym miejscem na spacer, a dla mieszkańców Bolonii popularną trasą porannego joggingu, o czym świadczy duża ilość ubranych na sportowo osób, które mijają nas w drodze do Sanktuarium w niedzielny poranek.
Przy ulicy prowadzącej do bazyliki znajduje się stadion Dall’Ara należący do klubu piłkarskiego Bologna FC. Natomiast z placu przed kościołem rozciąga się widok na leżące niepodal wzgórza z jednej strony, oraz czerwone zabudowania Bolonii z drugie. Nieco dalej widać także lotnisko G. Marconi.

Czerwona Bolonia
Sanktuarium Madonna di San Luca

Czerwona Bolonia

Portico di San Luca, w drodze do Sanktuarium Madonna di San Luca

Czerwona Bolonia

Czerwona Bolonia

Miasto wież

Gdy pogoda się poprawia idziemy zapoznać się z najważniejszymi miejscami historycznego centrum Bolonii i zobaczyć jeden z jej symboli – dwie wieże (Due Torri).

Kierujemy się w ich stronę idąc ulicą Via Rizzoli, która w weekendy (podobnie jak kilka innych) jest zamknięta dla ruchu. Dzięki temu znaczna część starego miasta stanowi jeden wielki deptak.
Obyczaj budowania strzelistych wież mieszkalnych i obronnych był popularny w okresie Średniowiecza. Jak oceniają historycy, w XII wieku w Bolonii piętrzyło się w górę ponad 180 takich budowli. Najbogatsze rodziny bolońskie rywalizowały ze sobą stawiając kolejne, coraz wyższe i ładniejsze wieże. Poza oznaką bogactwa ich właścicieli miały one również pełnić funkcje obronne. Nawet stare wizualizacje miasta przedstawiają je z dużą liczbą strzelistych wież otoczonych murem i nawet oglądane dziś robią duże wrażenie. Niestety zaledwie garstka takich budowli przetrwała wojny, bombardowania i najzwyklejszy upływ czasu.

Najpopularniejsze z bolońskich wież to Torre Garisenda i Torre degi Asinelli. Jedna z nich, Torre Garisenda, częściowo zawaliła się – jej obecna wysokość to 47 metrów. Jest ona też wyraźnie odchylona od pionu. Druga wieża przetrwała w całości do naszych czasów i mierzy 97 metrów.
Na wyższą (Torre degli Asinelli) można wejść, aby podziwiać panoramę miasta. W tym celu pokonujemy prawie 498 wąskich, drewnianych schodów prowadzących na sam szczyt. Pod nami rozpościera się widok na ogromną ilość stojących blisko siebie kamienic między którymi tylko gdzieniegdzie widać pojedyncze drzewa, które urozmaicają odrobinę ten jednorodny krajobraz. Oglądając Bolonię z lotu ptaka widać, że wszystkie najważniejsze zabytki leżą niedaleko siebie dlatego też niezwykle łatwo i miło zwiedza się to miasto pieszo.

„Czerwone miasto” nie uległo przekształceniu od średniowiecza, a jego centralnym punktem jest Piazza Maggiore – wielki plac otoczony renesansowymi budowlami.
Najbardziej intrygującym budynkiem jest ogromna katedra św. Petroniusza (San Petronio), która jest uznawana za najważniejszy i największy kościół Bolonii oraz piątą co do wielkości świątynię w Europie.
Do Piazza Maggiore przylega kolejny plac – Piazza del Nettuno. W jego centralnej części znajduje się inny symbol Bolonii – pomnik Neptuna z XVI w., którego twórcą jest Giambologna – szesnastowieczny boloński artysta.

Posąg składa się z grupy brązowych rzeźb. U stóp figury władcy mórz znajdują są pełne erotyzmu postaci kobiece – syreny reprezentujące rzeki z innych kontynentów, które wówczas znane były Europejczykom: Ganges, Nil, Amazonkę i Dunaj.
Fontanna miała podobno symbolizować papieską władzę. Arcybiskup Charles Borromeo rozkazał postawić pomnik symbolizujący potęgę papieża Piusa IV (prywatnie – swojego wuja). Jednakże Giambologna niechętny papieżowi postanowił zrobić swojemu zleceniodawcy na złość i stworzył dzieło o silnie erotycznym charakterze. Ciała syren są obnażone do połowy, a z nagich piersi… tryska woda.

Czerwona Bolonia
Najpopularniejsze z bolońskich wież – Torre Garisenda i Torre degi Asinelli.

Czerwona Bolonia

Czerwona Bolonia
Panorama Bolonii z wieży Torre degli Asinelli.

Tłusta

Kuchnia bolońska określana jest jedną z najlepszych na świecie pomimo swojego tradycyjnie kalorycznego charakteru oraz przedomka La Grassa, który oznacza po prostu tłusta.

Północne Włochy słyną z produkcji wędlin, zaś najbardziej znany pod tym względem jest właśnie region Emilia-Romagna (a Bolonia jest jego stolicą). Stąd pochodzi słynna szynka parmeńska (wł. prosciutto), jak również twardy ser parmezan (wł. parmigiano reggiano).
Bolonia to także rozmaite pyszne pasty .

Sklepowe i kawiarniane witryny wprost uginają się pod różnorodnymi frykasami, a ogromny wybór restauracji sprawia, że ciężko zdecydować się nie tylko na miejsce konsumpcji ale także na jej „menu”. W jednej z restauracji zamawiamy więc obiad składający się z dwóch past – tradycyjnej spaghetti z sosem pomidorowym oraz bazyliowej Trofie al Pesto oraz risotto.

Wybór deseru jest już bardziej oczywisty, gdyż jak przystało na Włochy również w Bolonii co kilka kroków można znaleźć gelaterię czyli lodziarnię. Różnorodność smaków może jednakże zaskoczyć niejednego konesera.

Również smakołyki dostępne w niewielkich marketach warte są spróbowania. Żałuję, że w moim bagażu podręcznym nie mam możliwości przewiezienia większej ilości produktów niż opakowanie makaronu czy kostka sera… Delektujemy się więc wieczorem lokalnymi oliwkami (najlepszymi jakie jadłam z życiu), grissini, pesto i oczywiście wspaniałym włoskim winem.

Jednym z ciekawszych miejsc związanych z miejscową kuchnią są uliczne targowiska oraz sklepy spożywcze – na przykład zlokalizowane nieopodal Piazza Maggiore na ulicach: Via Clavature czy Via Pescherie Vecchie.
Na wystawach można podziwiać podwieszone nad sufitem udźce mięsa, ogromne kawałki szynki parmeńskiej i mortadeli. Wewnątrz sklepów czuć intensywny zapach rozmaitych serów (nie każdy to zniesie ;). Wśród sprzedawanych na wagę gotowych włoskich specjałów królują bolońskie tortellini (tradycyjne pierożki z nadzieniem) uformowane podobno na kształt pępka Wenus. Do tego ogromny wybór octu balsamicznego (kolejny regionalny produkt) oraz win. Przed sklepami zaś barwna mozaika rozmaitych warzyw, owoców, ziół, przypraw… Zachwycam się dorodnymi pomidorami, karczochami, suszonym chili czy cytrusami wyglądającymi jakby ktoś dopiero co je zerwał z drzewa.

Bolonia

Bolonia
Tortellini – tradycyjne bolońskie pierożki z nadzieniem

Bolonia

Bolonia

Bolonia

Bolonia

Bolonia

Romantyczna

Miasto arkad, dwóch wież, czerwonych kamienic i doskonałej kuchni to dobre miejsce, aby chłonąć atmosferę Italii bez obecności rozgadanego tysiącem języków tłumu turystów.

Spacer pod arkadami, wzdłuż pięknych sklepowych wystaw i obserwowanie stylowo ubranych mieszkańców wyostrza zmysły, zwiększa poczucie estetyki, fantazję i kreatywność. Bolonia to taka mała uczta dla zmysłów, źródło inspiracji zarówno jeśli chodzi o architekturę, kuchnię, jak i styl życia czy modę…

Już sam spacer pod romantycznymi arkadami jest dla mnie wystarczającym powodem, aby ponownie odwiedzić to miasto.

10 Comments

  1. lutka40
    25 listopada 2012

    Bardzo ciekawie .Więcej ,wiecej !!!

    Odpowiedz
    1. Marta
      25 listopada 2012

      Już wkrótce będzie więcej!

      Odpowiedz
  2. Renata Pawlowska
    16 kwietnia 2013

    Wszystko jak zwykle ciekawie opisane, piekne zdjecia, oprocz znaczenia czerwonej Bolonii.
    Czerwona Bolonia, to przez polityke, bo tu rzadzi lewica od 50 lat, i nie jestem pewna czy kiedys rzadzila tylko przez jeden rok prawica. Lewica bo komunisci i mowi sie przez to, ze Bologna rossa, przynajmniej ja tak zawsze slyszalam w dzienniku. Czerwone dachy to zazwyczaj normalnosc, bo sa polozone coppi, Siena tez taka jest.
    Pozdrawiam!
    Kalejdoskop Renaty

    Odpowiedz
  3. Natalia
    10 sierpnia 2013

    Marto powinnaś wybrać się do Neapolu, to królestwo pysznego jedzenia, a przy tym najtańszego, jakie spotkałam w Italii. Oczaruje Cię nie mniej, niż Bolonia! A wszystko w cieniu Wezuwiusza, co czyni to miasto jedynym w swoim rodzaju.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Marta
      10 sierpnia 2013

      Mimo, że jest kilka innych miejsc we Włoszech, do których chciałabym się wybrać bardziej, to jednak Neapol mnie kusi chociażby z uwagi na to, że jest to miejsce narodzin pizzy margherita. Mimo, że tak jak wspominałam raczej unikam sławnych miejsc, to jednak do pizzerii Brandi chciałabym się wybrać

      Odpowiedz
      1. Natalia
        11 sierpnia 2013

        Brandi raczej odradzam. Fakt, to ta najsłynniejsza, bo w niej powstała margheritta, ale… Po pierwsze ceny dużo wyższe, niż w innych, po drugie obsługa niezbyt miła i nadęta (coperto potrafią naliczyć nawet za dziecko śpiące w wózku, o czym pisała Julia Wollner na http://www.viagiulia.pl), a po trzecie – choć nie miałam okazji spróbować, bo wyproszono mnie ze środka z uwagi na jeszcze trwającą sjestę – pizza podobno wcale aż tak pyszna nie jest, a lokal ciągnie na renomie sprzed lat. Ja zachwyciłam się pizzerią Di Matteo, gdzie jadł Bil Clinton, Staritą a Materdei, w której pizzę fritta smażyła Sophia Loren w filmie „Złoto Neapolu”, a także słynną Da Michele (komentowałaś mojego posta na ten temat), która wystąpiła w filmie „Jedz, módl się i kochaj” z Julią Roberts, choć bardziej spodobała mi się atmosfera lokalu, niż smak samej pizzy. A pizza to nie wszystko, bo Neapol słynie z pysznych słodyczy i kawy, czyli coś dla Ciebie

        Odpowiedz
        1. Marta
          13 sierpnia 2013

          Super, dzięki za rekomendacje. Z pewnością skorzystam z nich, gdy wybiorę się do Neapolu
          Po pizzy lody i espresso to dla mnie obowiązkowy zestaw

          Odpowiedz
  4. talia
    1 października 2013

    Niedługo wybieram się do Bolonii, a Twój tekst jeszcze bardziej podkręcił mój zapał do wycieczki Świetna relacja

    Odpowiedz
    1. Marta
      1 października 2013

      Cieszę się Ja za kilka tygodni również jadę ponownie do Bolonii.
      Widzę, że planujesz przy okazji pobyt w Rimini… Chętnie przeczytam Twoją relację z wyjazdu

      Odpowiedz
  5. Zależna
    14 grudnia 2013

    Fantastyczny tekst! Nieźle się musiałaś nad nim napracować. Masa rzetelnych informacji. Szkoda, że nie trafiłam tu przed wyjazdem.
    Pozwalam sobie dodać link do tekstu na moim blogasku. Właśnie piszę serię tekstów o Bolonii. A co wielość głosów, to nie jeden

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *