From the monthly archives: Sierpień 2012

Azjatycka zupa laksaCzasami pomysły na nowe dania rodzą się zupełnie spontanicznie. Tak właśnie było w przypadku tej egzotycznej zupy.

Przeglądając sierpniowy numer Magazynu Poznaj Świat trafiłam na ciekawy artykuł Magdy Biskup, w którym opisuje swoje ulubione miejsce w MalezjiGeorgetown na wyspie Penang.

Autorka przybliża atrakcje miasta, a w między czasie wymienia kilka specjałów kulinarnych, których warto spróbować. Niezwykle zachęcająca wydała mi się wzmianka o „najlepszej z azjatyckich zup – curry laksa” wzbogacona o fotografię tejże.

„Mleko kokosowe nadaje zupie cudowną, kremową konsystencję, co w połączeniu z ostrą czerwoną pastą, makaronem i smażonym tofu tworzy miks, któremu trudno się oprzeć” - pisze Magda.

Jednocześnie gazeta otwarta akurat na stronie ze wspomnianym artykułem wpadła w ręce mojego małżonka. Smakowite zdjecie zupy laksa również wzbudziło jego zainteresowanie czego efektem była sugestia, abym spróbowała taką zupę przyrządzić. Wcześniej nie brałam tego pod uwagę, gdyż nie należę do miłośniczek zup, a poza tym obawiałam się, że takie egzotyczne danie będzie wymagało dużo czasu i zachodu chociażby z poszukiwaniem składników. Tak, czasami sama daję się złapać na stereotypowym myśleniu ;)

Szukając przepisu w Internecie szybko odkryłam, że do wykonania laksy wcale nie potrzebuję tak wielu nowych produktów poza tymi, które już mam w lodówce (np. papryczki chili, czosnek i limonkę mam prawie zawsze ;). Wybraliśmy się z mężem (w końcu to jego pomysł ;) na spacer do sklepu i po zakupie kilku niezbędnych składników przystąpiłam do przygotowania zupy, co ku mojemu zaskoczeniu wcale nie zajęło wiele czasu. Efekt natomiast okazał się w pełni satysfakcjonujący – również dla mnie początkowo dość sceptycznie nastawionej :)
Zupa ma intensywny, piękny zapach i wyrazisty, oryginalny smak. Ilość składników sprawia, że doskonale sprawdza się jako danie główne i na długo zaspokaja apetyt.

Czytaj dalej »

Tagi:
 

Chleb bananowyChleb bananowy (Banana bread) to amerykańskie… ciasto przypominające słodki chleb, którego głównym składnikiem są rozgniecione dojrzałe banany.

Wypiek różni się od większości pieczywa swoją konsystencją i smakiem, jak również tym, że zamiast drożdży używa się sody.

Banany to owoc numer jeden w USA. Przeciętny Amerykanin zjada 26 kilogramów bananów rocznie, co daje około 150 tych wyjątkowych owoców. To znacznie więcej niż w Europie, której mieszkańcy zjadają rocznie zaledwie 11 kg.

Chleb bananowy zyskał popularność w USA po 1930 roku wraz z wprowadzeniem proszku do pieczenia i sody, która zaczęła być importowana z Anglii (gdzie zresztą została wynaleziona). Po raz pierwszy przepis na chleb bananowy został opublikowany przez amerykańskie wydawnictwo Pillsbury w 1933 roku w książce „Balanced Recipes”, zaś większą popularność zyskał wraz z wydaniem książki kucharskiej „Chiquita Banana’s Recipe Book” w 1947 roku oraz kolejnych wydawnictw, które publikowały przepisy na różne wersje bananowego chleba.

23 lutego obchodzi się w USA Dzień Bananowego Chleba (National Banana Bread Day). W mieście Auburn (stan Waszyngton) znajduje się „Washington Banana Museum”, które zawiera kolekcję ponad 4000 przedmiotów związanych z tym wyjątkowym owocem.

Lubię piec chleb bananowy ponieważ jest niezwykle szybki i prosty w wykonaniu. Poza tym jest to świetny sposób na pozbycie się dojrzałych bananów, za którymi osobiście nie przepadam. Ciasto bananowe natomiast uwielbiam :)

Czytaj dalej »

Tagi:
 

Norweskie naleśniki svelerJest taki jeden dzień w roku, gdy wydawało by się spokojni i zamknięci w sobie Norwegowie zakładają kolorowe stroje i tłumnie wychodzą na ulice śpiewając i bawiąc się niczym w karnawale.

Wydarzenie takie ma miejsce co roku 17 maja, w dniu norweskiego Święta Konstytucji.

Uczestniczenie w obchodach Narodowego Święta Norwegów było ciekawym doświadczeniem i dało nam pewien obraz tego, w jaki sposób jest celebrowany ten dzień.

Pozytywnym zaskoczeniem było zaangażowanie i nastawienie mieszkańców (mimo, że pogoda kompletnie nie dopisała). Święto z zasady jest mało militarne, wolne od powagi i bardzo wesołe. Wielu Norwegów (od najmłodszych do najstarszych) zakłada tego dnia odświętne, jak również narodowe stroje (zwane bunad) i maszeruje w pochodach dzierżąc w rękach flagi swojego kraju. Tego dnia ulicami miasta wędrują trzy różne parady: Barnetoget czyli parada dzieci, Russtoget związana ze studenckim świętem Russ oraz Folketoget, czyli przemarsz dla wszystkich mający najbardziej luźny charakter. Między przemarszem kolejnych grup niektórzy organizowane są różne występy muzyczne, taneczne i sportowe.
Z pewnością warto poczuć entuzjazm jaki towarzyszy osobom biorącym udział w paradach
i publiczności
oraz panującą wówczas atmosferę, która jest naprawdę wyjątkowa.

Śniadanie tego szczególnego dnia również powinno być uroczyste. Podobno Norwegowie z tej okazji pieką chleb, ciasta, torty i przygotowują inne smakołyki.

Mnie osobiście norweskie, majowe święto kojarzyć się będzie z niewielkimi, puszystymi naleśnikami „sveler” przypominającymi wyglądem Amerykańskie pancakes. Jak często w takich sytuacjach, wynikło to trochę z przypadku, gdyż podczas wspomnianej wizyty odkryłam je podczas jednej z przepraw promowych, gdzie były podstawowym (obok pølse) składnikiem pokładowego menu.

Czytaj dalej »

Tagi: